To był kluczowy zespół dla Chrisa Cornella. "Byli moją pierwszą miłością"
Nie da się ukryć, że Chris Cornell to jeden najlepszych wokalistów w historii muzyki rockowej. Frontman Soundgarden, który – niestety – popełnił samobójstwo w maju 2017 roku, zostawił po sobie niesamowite dziedzictwo. Bez niego scena grunge'owa z pewnością nie wyglądałby tak samo. A trzeba pamiętać, że oprócz Soundgarden, udzielał się także w supergrupie Audioslave (wraz z muzykami Rage Against the Machine) oraz rozwijał karierę solową.
Cornell nie zostałby muzykiem, gdyby nie pewien brytyjski zespół, w którym natychmiast się zakochał. Mowa, rzecz jasna, o The Beatles.
– Byli moją pierwszą miłością. Najstarszy brat mojego przyjaciela, Johna Zimmera, został wyrzucony z domu, a rodzice schowali wszystkie jego rzeczy w piwnicy. Miał około 15 płyt Beatlesów. Więc ukradłem cały stos. Przez ponad rok słuchałem tylko The Beatles. To była moja szkoła muzyczna – powiedział Cornell w wywiadzie dla portalu Ultimate Guitar.
Relacja wokalisty z twórczością czwórki z Liverpoolu była głęboka i fundamentalna dla jego rozwoju jako artysty. Cornell wielokrotnie podkreślał, że to właśnie Beatlesi nauczyli go, czym jest wolność twórcza.
– Już w wieku dziewięciu lat wywarli na mnie, a później na moje pisanie, ogromne wrażenie, choć nie zdawałem sobie z tego sprawy. Beatlesi robili, co chcieli. To zespół, który grał "Helter Skelter", "Yesterday" i "Penny Lane". Nikt im nie powiedział: "Hej, nie możecie tego robić!" – dodał wokalista na łamach Ultimate Classic Rock.
Polecany artykuł:
Istotna dla Cornella była postać Johna Lennona. – W dzieciństwie patrzyłem na niego jak na ojca. W wieku dziewięciu-dziesięciu lat siedziałem w pokoju i słuchałem płyt Beatlesów i Lennona bez przerwy. Był intensywnym facetem o intensywnym nastawieniu, muzycznie, tekstowo i jako człowiek – powiedział Cornell w 2011 roku w programie u Howarda Sterna.
Jeśli chodzi o twórczość The Beatles, wokalista preferował bardziej późniejsze albumy legendarnej grupy. Należy także wspomnieć, że nie mówił tylko o Beatlesach, ale też wykonywał ich utwory. Chętnie grał A Day in the Life czy Ticket to Ride. Nagrał też własną wersję Imagine Lennona.