Steve Harris ujawnił, jak mało Iron Maiden zarabiali kiedyś na jednym koncercie. Początki zdecydowanie nie były łatwe
Iron Maiden to jeden z najważniejszych zespołów w historii muzyki metalowej. Grupa, która w 2025 świętowała 50-lecie istnienia, cały czas cieszy się sporą popularnością. Bez problemów wyprzedaje największe hale i stadiony na całym świecie. Muzycy zarabiają więc ogromne sumy, ale... nie zawsze tak było. Początki Iron Maiden nie miały nic wspólnego z luksusem. Wspomnieniami do tamtych czasów powrócił ostatnio basista Steve Harris. W szczerym wywiadzie dla Metal Hammera opowiedział o czasach, gdy zespół grał za grosze...
– W zasadzie zajmowałem się wtedy zespołem, robiąc wszystko, co powinien robić menedżer, i dbałem o księgowość. Zacząłem więc po prostu zapisywać, ile nam płacono, czy to było pięć, czy piętnaście funtów. Ludzie pytali: "Dla każdego?". Odpowiadałem, że nie, bo to była łączna kwota dla całego zespołu. Zacząłem to robić z tego powodu, a potem dopisywałem okazyjne komentarze na temat koncertów. Gdy tylko pojawił się Paull Sears [pierwszy menedżer grupy - przyp. red.] i przejął księgowość, przestałem to prowadzić, czego trochę żałuję. Po prostu pilnowałem tego, ile zarabialiśmy – powiedział Harris.
Basista dodał, że w tamtym czasie muzycy tak naprawdę nie widzieli z tych pieniędzy ani grosza. Wszystko, co zarobili, szło na bieżącą działalność zespołu.
– Sprzęt, próby, pojazdy… Nie było czego wypłacić. Jeśli było nas stać, mogliśmy postawić piwo technicznym, ale ogólnie nie zostawały nam żadne pieniądze, z którymi moglibyśmy cokolwiek zrobić. Tak wygląda historia każdego zespołu na starcie. A niektórych nawet na późniejszym etapie, dopóki nie dojdziesz do momentu, w którym zarabiasz na tym na kawałek chleba. Nawet nam zajęło to bardzo dużo czasu – podsumował muzyk Iron Maiden.
Czy doczekamy się kolejnego albumu Iron Maiden? Bruce Dickinson jest na "tak"
Fani Iron Maiden z niecierpliwością wyczekują informacji na temat nowego albumu. Do tej pory zespół wypuścił w świat siedemnaście studyjnych wydawnictw. Dyskografię Żelaznej Dziewicy cały czas zamyka krążek Senjutsu, który ukazał się w 2021.
Czy więc doczekamy się w niedalekiej przyszłości następcy wspomnianego krążka? W rozmowie z zachodnim Metal Hammerem wokalista Bruce Dickinson jest otwarty na tę propozycję. Frontman Iron Maiden zdradził, że pomysł na nową płytę pojawił się po tym, jak zespół zagrał w 2025 trasę po Europie z nowym perkusistą, Simonem Dawsonem, który zastąpił Nicko McBraina. – Powiedziałem: "Perkusista radzi sobie naprawdę świetnie. Może powinniśmy nagrać nowy album". Ale Steve tylko oburknął: "Nie mam na to czasu" – przyznał Dickinson.
Mniej entuzjazmu, co nie było specjalnym zaskoczeniem w obliczu powyższej wypowiedzi, wykazał natomiast basista i główny kompozytor w IM. –Tworzenie muzyki jest stresujące. Zamykam się w sobie i przez kilka tygodni się torturuję. Nie powiedziałbym, że to traumatyczne, ale to ogromna praca – powiedział Harris.