Siedmiosekundowa solówka perkusyjna ukształtowała kilka gatunków muzycznych. Poznaj historię „Amen Break” i grupy The Winstons

W 1969 roku perkusista Gregory Sylvester Coleman zagrał krótkie przejście, które na zawsze zmieniło oblicze muzyki popularnej. Ta zaledwie siedmiosekundowa partia z utworu „Amen, Brother” stała się fundamentem tysięcy hitów rockowych, metalowych i elektronicznych. Mimo gigantycznego wpływu na kulturę, autorzy legendarnego rytmu przez dekady nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia za swoją pracę.

The Winstons
Autor: Metromedia Records/ CC0 1.0
Ranking najważniejszych brytyjskich zespołów rockowych wszech czasów. Grupy, które zmieniły bieg historii

Siedem sekund, które zmieniły historię. Jak G.C. Coleman stworzył fundament współczesnej muzyki

Wszystko zaczęło się w 1969 roku w studio w Atlancie, gdzie grupa The Winstons nagrywała utwór „Amen, Brother”. Był to w zasadzie instrumentalny zapychacz na stronę B singla „Color Him Father”, który miał po prostu wydłużyć płytę, by spełniała radiowe standardy. W 1 minucie i 26 sekundzie piosenki perkusista Gregory Sylvester „G.C.” Coleman zagrał proste, czterotaktowe przejście. Choć trwa ono zaledwie 7 sekund, to właśnie ten fragment, znany później jako „Amen Break”, stał się najczęściej samplowanym dźwiękiem w historii muzyki. Szacuje się, że został wykorzystany w ponad 6000 oficjalnych nagrań, a liczba nieoficjalnych remixów idzie w dziesiątki tysięcy.

Przez lata nikt nie zwracał uwagi na ten krótki moment, dopóki w latach 80. nie odkryli go pionierzy hip-hopu. Prawdziwa rewolucja nastąpiła jednak dekadę później w Wielkiej Brytanii. Producenci muzyki elektronicznej zaczęli przyspieszać i ciąć ten rytm, tworząc zupełnie nowe gatunki, takie jak jungle czy drum and bass. Unikalne, „chrupiące” brzmienie perkusji Colemana, będące efektem specyficznej akustyki studia i mocnego uderzania w talerz, okazało się idealnym materiałem do obróbki na wczesnych samplerach. W ten sposób soulowy utwór z lat 60. stał się kręgosłupem nowoczesnych brzmień, który do dziś słyszymy w radiach na całym świecie.

Od Slipknot po Davida Bowie. Rockowi giganci i perkusyjna pętla The Winstons

Choć „Amen Break” kojarzy się głównie z elektroniką, jego wpływ na świat rocka i metalu jest nie do przecenienia. W latach 90. artyści szukający nowoczesnego, agresywnego brzmienia masowo sięgali po pętlę Colemana. Jednym z najbardziej znanych przykładów jest zespół Slipknot i ich utwór „Eyeless” z 1999 roku. Perkusista Joey Jordison oraz DJ Sid Wilson połączyli tam surową energię nu-metalu z połamanym rytmem wywodzącym się z brytyjskiej sceny jungle, co nadało numerowi niespotykanej wcześniej dynamiki. Podobną drogą poszedł Trent Reznor z Nine Inch Nails, który w utworze „The Perfect Drug” przesterował i pociął sampel tak mocno, że stał się on mrocznym, industrialnym fundamentem całej kompozycji.

Nawet ikony klasycznego rocka i britpopu nie oparły się magii tego rytmu. David Bowie wykorzystał go na swojej eksperymentalnej płycie „Earthling” w piosence „Little Wonder”, udowadniając, że potrafi adoptować najnowsze trendy z klubów do swojej twórczości. Z kolei Noel Gallagher z Oasis ukrył zapętlony sampel w tle epickiego singla „D’You Know What I Mean?”. Dzięki temu utwór zyskał potężny, nowoczesny groove, który odróżniał go od wcześniejszych, bardziej tradycyjnych dokonań kapeli. Jak widać, siedmiosekundowa partia perkusji z 1969 roku stała się uniwersalnym narzędziem, które potrafiło odnaleźć się w każdym muzycznym kontekście.

Śmierć w biedzie i brak tantiem. Dlaczego twórcy „Amen Break” nie zarobili ani grosza?

Mimo że „Amen Break” budował kariery wielkich gwiazd i napędzał wart miliony dolarów przemysł muzyczny, jego twórcy nie zobaczyli z tego tytułu ani centa. Wynikało to z luk w amerykańskim prawie – w 1969 roku, gdy nagrywano utwór, ochrona praw autorskich dotyczyła kompozycji (melodii i tekstu), ale nie samego zapisu dźwiękowego. Ta sytuacja zmieniła się dopiero w 1972 roku, co sprawiło, że korzystanie z fragmentów nagrania The Winstons było przez lata prawną „szarą strefą”. Gdy lider zespołu, Richard Lewis Spencer, dowiedział się o skali zjawiska w 1996 roku, było już za późno na jakiekolwiek roszczenia w sądzie z powodu przedawnienia.

To nie jest fair, że faceci w garniturach zarabiają miliony, a G.C. zmarł w biedzie – stwierdził Richard Lewis Spencer w trakcie rozmowy

Historia perkusisty jest wyjątkowo smutna. G.C. Coleman, człowiek, którego rytm słyszał niemal każdy mieszkaniec planety, pod koniec życia borykał się z ogromnymi problemami finansowymi. Przez pewien czas był bezdomny i mieszkał na ulicach Atlanty, a w 2006 roku zmarł w całkowitej nędzy. Spencer z kolei porzucił muzykę już w 1970 roku, nie mając pojęcia, że jego zapomniana strona B singla stała się najważniejszą pętlą perkusyjną w historii. Dopiero w połowie lat 90. brytyjski menedżer uświadomił mu, że stworzył „relikwię”, na której opiera się cała nowoczesna kultura klubowa.

Spóźnione podziękowanie od fanów. Zbiórka, która miała „uleczyć duszę”

Poczucie niesprawiedliwości towarzyszące tej historii było tak duże, że w 2015 roku fani postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Brytyjski DJ Martyn Webster założył zbiórkę internetową pod nazwą „The Amen Brother Break Beat Creator”. Uznał on, że społeczność muzyczna ma moralny dług wobec autorów tego brzmienia. Akcja błyskawicznie stała się wiralem i przyciągnęła tysiące producentów oraz słuchaczy z całego świata. W ciągu kilku tygodni udało się zebrać 24 000 funtów, czyli około 37 000 dolarów. Pieniądze te zostały osobiście przekazane 72-letniemu wówczas Richardowi Lewisowi Spencerowi.

Choć kwota ta była tylko ułamkiem tego, co zespół mógłby zarobić na tantiemach przez 40 lat, gest ten miał ogromne znaczenie symboliczne. Spencer, który przez dekady czuł gorycz z powodu bycia „muzycznie okradzionym”, nie krył wzruszenia podczas odbierania czeku. Nagrał specjalne wideo dla darczyńców, w którym przyznał, że to wydarzenie pomogło mu wyleczyć duszę i odzyskać wiarę w ludzi. Muzyk zmarł w 2020 roku w wieku 78 lat, mając świadomość, że jego i Colemana wkład w historię muzyki został ostatecznie doceniony przez tych, dla których ich twórczość była inspiracją.