Roddy Bottum (Faith No More) wspomina słynną trasę z Guns N' Roses i Metalliką w latach dziewięćdziesiątych
W 1992 roku odbyła się trasa koncertowa, która bez dwóch zdań przeszła do historii. Muzycy Metalliki i Guns N' Roses postanowili połączyć siły. Obie kapele były wówczas na absolutnym szczycie. W całym przedsięwzięciu miała wziąć udział także Nirvana, ale ostatecznie Kurt Cobain zablokował ten pomysł. Zamiast nich, na scenie pojawił się Faith No More, czyli formacja, która promowała wtedy krążek Angel Dust, bardzo zresztą ciepło przyjęty przez krytyków, jak i fanów. Zespół zagrał u boku Metalliki oraz Guns N' Roses łącznie 21 koncertów (potem zostali zastąpieni przez Body Count).
Do wspomnianej trasy ostatnio, w jednym z wywiadów, wrócił wspomnieniami Roddy Bottum, klawiszowiec FNM. Był on gościem podcastu 60 Minutes Or Less. Muzyk przyznał otwarcie, że te koncerty były dla niego w pewnym sensie wyzwaniem.
– To było wyzwanie, ale myślę, że tylko dla mnie. Mizoginia, męska agresja, toksyczna męskość – to wszystko w tamtych czasach było rock'n'rollową normą. Wszyscy to akceptowali. Szczerze mówiąc, nie znam nikogo, kto by tego nie akceptował. Mam na myśli naszego gitarzystę w tamtym czasie [chodzi o Jima Martina - przyp. red.]. Grał na gitarze typu flying V, miał długie, czarne, kręcone włosy i bardzo rockerski styl, co w nim uwielbialiśmy. Grał na gitarze w taki sposób, jak grali w Metallice i był też ich najlepszym kumplem. Reszta z nas była bardziej lewicowa, postępowa. Byliśmy zdumieni śmiałością tego środowiska. Nie mogliśmy uwierzyć w to, co widzieliśmy, ale byliśmy w tym przekonaniu osamotnieni – powiedział Bottum.
Muzyk wspominał, że cała trasa była przesiąknięta męską agresją i hedonizmem. Dla niego – jako homoseksualnego mężczyzny – było to dość obraźliwe. – Wszyscy na tej trasie, zarówno ludzie z G N'R, jak i z Metalliki, a także nasz gitarzysta i prawdopodobnie wielu członków naszej ekipy technicznej, byli zachwyceni tym hedonizmem. Nie mieli z tym problemu. Takie to były czasy – podsumował klawiszowiec Faith No More.
Bottum przyznał, że właśnie wtedy poczuł potrzebę odcięcia się od "maczo-kultury" i zdecydował się na publiczny coming out.
Co z powrotem Faith No More na scenę? Roddy Bottum nie ma dobrych wieści dla fanów
Już prawie dekada minęła od ostatniego koncertu Faith No More. Fani amerykańskiej grupy zastanawiają się od dłuższego czasu, czy jest jakakolwiek szansa, aby muzycy powrócili na scenę w niedalekiej przyszłości.
– Nie sądzę, żeby ktokolwiek z nas był na to gotowy w tym momencie. Mieliśmy zagrać kilka koncertów, ale zostały one odwołane z różnych powodów. Ale nie uważam, żeby kurs, na którym byliśmy, został naprawiony. Szczerze mówiąc, po prostu nie widzę, żeby to się znowu wydarzyło. Myślę, że wykonaliśmy naprawdę dobrą robotę. Zagraliśmy sporo tras koncertowych i uważam, że udało nam się zrobić to, co sobie założyliśmy – odpowiedział wprost Bottum w wywiadzie dla portalu Alternative Nation.
Przypomnijmy, że w sierpniu 2016 grupa po raz ostatni pojawiła się na scenie. W 2021 i 2022 muzycy mieli powrócić do koncertowania, ale występy zostały ostatecznie odwołane. Powodem były problemy psychiczne wokalisty Mike'a Pattona, które nasiliły się w trakcie pandemii koronawirusa.