Niemożliwe nie istnieje. Mało kto wierzył w powrót The Police na scenę
Ponad dwadzieścia lat fani formacji The Police żyli w przekonaniu, że jedynym miejscem, gdzie mogą zobaczyć zespół razem, są stare kasety VHS. Muzycy, po wydaniu pięciu studyjnych albumów, postanowili pójść własnymi drogami. Dalsza działalność zespołu nie była możliwa. W trakcie tworzenia Synchronicity (1983), członkowie The Police nie potrafili wytrzymać ze sobą w jednym pomieszczeniu. Nagrywali zresztą swoje partie oddzielnie, choć miało to także swoje plusy: producentowi udało się uzyskać najlepsze brzmienie dla każdego instrumentu.
Wraz ze wzrostem popularności zespołu coraz większą rolę w procesie twórczym odgrywał Sting, wokalista i basista. Mimo tego, że The Police po wydaniu Synchronicity byli na szczycie, lider poczuł, że w tej formule osiągnął już wszystko. Chciał poszerzać kolejne horyzonty muzyczne, ale już pod własnym nazwiskiem. – Próba nagrania nowej płyty była skazana na porażkę od samego początku. [...] Sting wyraźnie nie miał zamiaru pisać żadnych nowych piosenek dla Police. To było puste przedsięwzięcie – wspominał gitarzysta Andy Summers w książeczce dodanej do boxu Message in a Box. W 1986 doszło do rozwiązania brytyjskiego tria.
Bilety znikały w ekspresowym tempie
W przestrzeni medialnej, co jakiś czas, pojawiały się informacje, że grupa powróci na scenę. Plotki narosły w 2007, kiedy to przypadała 30. rocznica powstania The Police. Media zaczęły informować o tajemniczych próbach zespołu w kanadyjskim Vancouver. Muzycy rzeczywiście zaszyli się w studiu, aby przygotować się do trasy koncertowej. 11 lutego 2007 Sting, Andy Summers i Stewart Copeland otworzyli galę rozdania nagród Grammy w Los Angeles. – Panie i panowie, jesteśmy The Police i wracamy! – powiedział do publiczności frontman. Muzycy zagrali tego wieczoru jeden utwór, Roxanne. Dzień później odbył się natomiast sekretny występ w słynnym klubie Whisky a Go Go.
– Myślę, że jesteśmy teraz znacznie lepszymi muzykami niż byliśmy w The Police w tamtych wczesnych latach – powiedział Summers, w rozmowie z amerykańskim magazynem Billboard, przed trasą, która rozpoczęła się pod koniec maja 2007 w Kanadzie. Okazała się ona ogromnym sukcesem komercyjnym. Bilety sprzedawały się w iście ekspresowym tempie. W ciągu kilkunastu miesięcy zespół zagrał ponad 150 koncertów na całym świecie. Zysk przekraczający 360 milionów dolarów uczynił Reunion Tour jedną z najbardziej dochodowych tras w historii na tamten moment. Występy The Police cechował minimalizm. Nie było rozbudowanej scenografii, ogni czy fajerwerków. Publiczność miała skupić się wyłącznie na muzyce.
Grupa cieszyła się ze wspólnego grania. Koncerty cechowała niezwykła swobodność. Wydawało się, że wspomnianej przerwy nigdy, tak naprawdę, nie było. Siła zespołu tkwiła przede wszystkim w wyjątkowej chemii, którą znów udało się wytworzyć. Trio wysyłało pozytywne wibracje w kierunku fanów w trakcie tych prawie dwugodzinnych występów, podczas których nie brakowało największych przebojów takich jak m.in. Message in a Bottle, Walking on the Moon czy Every Breath You Take.
"Kocioł Czarownic" miał to szczęście
Dla polskich fanów kluczowym momentem był 26 czerwca 2008 roku, kiedy to odbył się pierwszy koncert The Police nad Wisłą. Formacja wystąpiła wówczas na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Słynny "Kocioł Czarownic" był świadkiem czegoś wyjątkowego. Czegoś, co się już nigdy nie powtórzy. "Na scenę wyszli punktualnie o 21. Z gardeł zgromadzonej na Śląskim publiczności wydarł się RYK, który zatrząsł stadionem. Krótki ukłon i… zaczęło się widowisko, które przejdzie do annałów" - napisała Agnieszka Lenczewska w relacji udostępnionej na stronie mlwz.pl (pisownia oryginalna została zachowana). Muzycy zagrali łącznie 17 utworów. Rozpoczęli od Message in a Bottle, a zakończyli Next to You z debiutanckiego albumu. "Znakomite perkusyjne sztuczki Copelanda, Summers czarował dźwiękami gitary, Sting w znakomitej formie wokalnej udowodnił, że jest po prostu jednym z najlepszych wokalistów" – możemy przeczytać w dalszej części wspomnianej relacji.
Na sam koniec trochę prywaty. Też miałem okazję być na tym koncercie. I to w towarzystwie taty i swojego przyszywanego wujka, którzy pokazali mi twórczość The Police. Mając ledwie trzynaście lat nie do końca zdawałem sobie sprawę, że biorę udział w czymś, co nie miało prawa się zdarzyć. A jednak... "Impossible is nothing". Hasło z kampanii reklamowej Adidasa pasuje w tym miejscu najlepiej.
7 sierpnia 2008, w Madison Square Garden w Nowym Jorku, brytyjskie trio po raz ostatni pokłoniło się fanom. – Prawdziwym triumfem tej trasy jest fakt, że się nawzajem nie pozabijaliśmy – powiedział ze sceny Sting, który – mimo sukcesu – pozostał nieugięty. Od początku deklarował, że to jednorazowa przygoda... Zespół odszedł więc w blasku chwały. Policjanci udowodnili, że choć czas płynie, to ich muzyka zupełnie się nie starzeje.