Putin, Zełenski, Kim Dzong Un i Biden w jednym teledysku? Limp Bizkit jedzie po bandzie

i

Autor: YouTube

Putin, Zełenski, Kim Dzong Un i Biden w jednym teledysku? Limp Bizkit jedzie po bandzie

2023-02-09 12:59

Z pewnością dla amerykańskiego zespołu jest to zabawne, prowokujące i niegrzeczne. Jednak dla nas, którzy widzą efekty geopolitycznych gier polityków w postaci wojny tuż za naszą granicą, nie jest to już tak bardzo śmieszne. Intencje zespół z pewnością ma dobre, jednak najwyraźniej brakuje mu pewnej wiedzy.

Jeśli zabierasz się za publicystykę podczas realizowania teledysku najlepiej dokładnie sprawdź kogo w nim umieszczasz i w jakim kontekście. Jeśli pamiętacie klip „Land of confusion” grupy Genesis, to już wtedy bawili się oni parodystyczną konwencją w opowieści o pociągających za sznurki światowych wojen polityków. Tutaj mamy podobny zabieg, choć mniej subtelny i zdecydowanie mniej udany.

Muzyka rockowa lat 80-tych - Polska. Albumy, które zmieniły historię

Za pomocą technologii deepfake na twarze muzyków nałożono tu oblicza polityków: Władimira Putina, Kim Dzong Una, Joe Bidena, Wołodymyra Zełeńskiego oraz Xi Jinpinga. Grają sobie razem w garażu kawałek „Out of style”, a przed nimi na niedużym ogrodowym grillu parówki smaży człowiek z naklejoną twarzą… Toma Cruise’a. Ok, doceniamy absurdalne poczucie humoru, ale nie pasuje nam tu kilka rzeczy.

Po pierwsze umieszczanie w jednym zespole przywódców Rosji i Ukrainy wygląda jak założenie, że ich rola i stosunek do właśnie trwającej wojny za naszą wschodnią granicą jest podobny. Tymczasem przypominamy to, co może umykać Limp Bizkit (tak jak umyka Rogerowi Watersowi), że Ukraina została zaatakowana z pogwałceniem wszelkich międzynarodowych umów i zasad przez Rosję. Nie jest to równoprawny konflikt dwóch imperiów, tylko napad mającego pretensje do bycia drugim Stalinem dyktatora na inny kraj.

Tekst piosenki „Out of style” wzywa do walki o lepsze jutro. Jest o tym, że powinniśmy działać razem, zakopać topory wojenne. To świetny przekaz, jednak w kontekście tak „przestrzelonego” teledysku traci na znaczeniu. Ponieważ przykładowo wojna Putina mogłaby się skończyć nawet dziś, ale nie zależy to od Wołodymyra Zełeńskiego lecz tylko i wyłącznie od agresora, który po prostu musi przestać zabijać i atakować. Jeśli obrońca przestanie się bronić, wcale nie zapanuje pokój, po prostu wojska rosyjskie przejadą się po cywilach zostawiając za sobą horror, którego ślady obserwowano choćby w mieście Bucza. Tego jednak Limp Bizkit zdaje się nie dostrzegać.

Postawienie zresztą Zełeńskiego w jednym rzędzie z przywódcą Korei Północnej, który w obronie swojego autorytaryzmu jest gotów zagłodzić swoich obywateli czy przywódcą Chin, które dokonują kolejnych prowokacji na morzu wokół Tajwanu, jest jednak pewnym nadużyciem. Naprawdę rozumiemy chęć „spuszczenia powietrza” z atmosfery strachu i nowej zimnej wojny, jednak niezależnie od tego kto ma jakie polityczne sympatie: na Ukrainie nie testowano pocisków zdolnych do przenoszenia głowic atomowych z zamiarem postraszenia USA (jak to robi Korea Północna), nie zamyka się ludzi w obozach reedukacyjnych (Chiny), nie wykorzystuje się krajów na innych kontynentach do wojen we własnych interesach (USA) i wreszcie nie wydano tam rozkazu konwencjonalnego uderzenia na inny niepodległy kraj (Rosja). Mamy nadzieję, że ktoś tam szepnie Fredowi Drustowi i jego drużynie, żeby przemyśleli dokładniej sprawę.

Interesujące jest zakończenie klipu, gdzie osoba z twarzą Toma Cruise’a układa z parówek na grillu znak pacyfy. Wezwanie do pokoju w obliczu wojny jest jak najbardziej zrozumiałe, jednak zbyt przypomina osądy wspomnianego Rogera Watersa, który mówi, że Ukraina odgrywa taką samą rolę w przedłużaniu konfliktu co Rosja i powinna zaprzestać walk. Jasne, brzmi to mniej więcej tak, jakby Zachód proponował w 1939 Polsce zaprzestanie walk bo przecież broniąc się przed Niemcami przedłuża tylko wojnę.

Z pewnością muzykom pochodzącym z kraju, który na własnym terenie ostatnią wielką wojnę miał w XIX wieku, może być ciężko to zrozumieć. Tym bardziej doradzamy dokładniejsze sprawdzenie kontekstów i próbę wczucia się w sytuację ludzi, których dotyczy konflikt. Rozumiemy buntowniczość i ironię, ale muzycy kapeli są już po 40-tce, więc chyba możemy oczekiwać od nich rozsądku. A może nie powinniśmy?