Depeche Mode

i

Autor: Rex Features/East News Dave Gahan podczas koncertu

Producent Depeche Mode o pracy z zespołem: "To było jak terapia małżeńska"

2024-02-13 10:30

Dla wielu fanów i krytyków tworzenie muzyki jest dokładnie tym, o czym swego czasu śpiewał Dire Straits: kasa za nic i dziewczyny za darmo („Money for Nothing"). Tymczasem praca w studio nie zawsze jest wesołym tyglem pomysłów, gdzie można bez końca eksperymentować i bawić się dźwiękami niczym klockami lego. Czasami, a nawet bardzo często, produkcja płyty i ucieranie się koncepcji produkcyjnych przypomina mecz wolnej amerykanki, w którym każdy zawodnik jest przeciwko reszcie. Dlatego właśnie praca w studio to zawsze ważny sprawdzian trwałości składu i niestety nierzadko dochodzi do tego, że po nagraniach dochodzi do pożegnań.

Jeśli nazwisko Jamesa Ellisa Forda nic Wam nie mówi spieszymy z wyjaśnieniem. To ważna postać w świecie muzyki, jednak najczęściej stoi z tyłu. Jego własny rockowy projekt Simian zakończył działalność, a jego elektroniczne dziecko, Simian Mobile Disco jest w stanie uśpienia. Ford jednak znany jest przede wszystkim ze współpracy jako producent z takimi gwiazdami jak Florece and the Machine, Gorillaz, Peto Shop Boyz oraz Depeche Mode i właśnie o współpracy z tymi ostatnimi opowiadał podczas swojego wywiadu dla portalu NME.

Można powiedzieć, że asystował przy narodzinach „Memento Mori” z 2023 roku oraz wcześniejszym „Spirit”. To właśnie przy tym albumie praca miała być najtrudniejsza ze względu na nastroje między muzykami.

Pięć lat później słynne elektroniczne trio stanie się duetem. Wraz ze śmiercią Andy'ego Fletchera odejdzie spora część kompozytorskiej i producenckiej siły Depeche Mode. Miał 60 lat, co nie jest na dzisiejsze normy aż tak podeszłym wiekiem. Dave Gahan i Martin Gore nie mogli być na coś takiego przygotowani, a jednak pracę nad ostatnim albumem grupy Ford wspomina jako pozytywne, choć oczywiście naznaczone cieniem utraty przyjaciela.

Depeche Mode - 5 ciekawostek o albumie “Songs Of Faith And Devotion” | Jak dziś rockuje?

Wszyscy byli wtedy w okropnym miejscu, klimat był dziwny, ludzie się nie dogadywali. Przez większość czasu wyglądało to jak terapia małżeństwa, która miał zapobiec kompletnemu wykolejeniu się projektu i rozpadowi grupy – mówił w rozmowie z dziennikarzami.

Płyta „Memento Mori” jest wzruszającym rozliczeniem się z pamięci po zmarłym przyjacielu, pełnym refleksji nad przemijaniem i kruchością życia. Szkoda, że dopiero tragedia pozwoliła się zbliżyć znów do siebie artystom, którzy przecież razem zakładali ten zespół. Ta sytuacja jednak mówi wiele o naturze człowieka i tym jak w obliczu ostateczności potrafimy się zmieniać, wybaczać, próbować naprawiać dawne błędy.

Wszyscy zgodziliśmy się przy tym pracować słuchając nagrań demo, ale niestety Andy Fletcher odszedł, co było szokiem dla wszystkim. Nie spodziewałem się, że płyta powstanie, ale Martin i Dave uważali, że najlepszą rzeczą, jaką mogą zrobić to pracować dalej. Było to słodko-gorzkie i interesujące doświadczenie. W cieniu otarcia się o śmiertelność Martin i Dave zaczęli reperować własne relacje i wyglądali dawno zaginieni bracia. Nadrabiali stracony czas, rozmawiali ze sobą otwarcie, nawet napisali piosenkę razem – opowiada producent.