Płyta New Order, która udawała dyskietkę. Kultowy projekt Petera Saville’a
W marcu 1983 roku na rynku pojawił się singiel, który wizualnie nie przypominał niczego, co do tej pory widzieli fani muzyki. Zespół New Order wydał „Blue Monday” w opakowaniu zaprojektowanym przez Petera Saville’a, które do złudzenia imitowało 5,25-calową dyskietkę komputerową. Wybór ten nie był przypadkowy, ponieważ muzycy podczas nagrywania utworu intensywnie korzystali z nowoczesnych automatów perkusyjnych i samplerów, a ich dane zapisywano właśnie na takich nośnikach.
Projekt był na tyle radykalny, że na przedniej stronie nie znalazły się żadne napisy, nawet nazwa kapeli czy tytuł piosenki. Saville stworzył za to specjalny kod barwny, czyli system kolorowych bloków umieszczonych na krawędzi, który fani musieli samodzielnie odczytać za pomocą klucza z kolejnej płyty. Choć wyglądało to bardzo dobrze i nowocześnie, to skomplikowany proces wycinania dziur w kartonie oraz użycie drogich, metalicznych farb sprawiły, że koszty produkcji od początku były wyjątkowo wysokie.
Ekonomia absurdu w Factory Records. Każda sprzedana sztuka przynosiła straty
Szefostwo niezależnej wytwórni Factory Records miało specyficzne podejście do prowadzenia biznesu, w którym wizja artystyczna zawsze stała ponad tabelkami w Excelu. Kiedy Peter Saville przedstawił swój pomysł, nikt nie przeprowadził dokładnej analizy kosztów ani nie sprawdził, czy tak skomplikowana okładka w ogóle się opłaca. Szybko okazało się, że cena hurtowa singla była niższa niż wydatki poniesione na jego wyprodukowanie w drukarniach i introligatorniach.
Wytwórnia traciła od 2 do 5 pensów na każdej sztuce – wspomniał basista Peter Hook w swojej autobiografii pod tytułem „Substance”
W tamtym czasie standardowy 12-calowy singiel kosztował w brytyjskich sklepach około 1,50 funta. Każdy kolejny tysiąc zamówionych kopii, zamiast cieszyć właścicieli firmy, pogłębiał dziurę budżetową małej wytwórni z Manchesteru. Paradoksalnie, im większym przebojem stawało się „Blue Monday”, tym w trudniejszej sytuacji znajdowali się wydawcy, którzy musieli dopłacać do produkcji swojego największego hitu.
Sztuka ważniejsza niż pieniądze. Podejście Tony'ego Wilsona do biznesu
Tony Wilson, charyzmatyczny lider Factory Records, był postacią, która rzadko przejmowała się twardymi danymi finansowymi i ostrzeżeniami księgowych. Gdy pracownicy zaczęli alarmować, że hit New Order generuje straty, Wilson miał odpowiedzieć, że kompletnie go to nie interesuje, bo projekt Saville’a jest po prostu piękny i buduje legendę marki. Wierzył, że prestiż i unikalny wizerunek kapeli są warte każdych pieniędzy, a Factory Records ma być przede wszystkim laboratorium kreatywności, a nie zwykłą firmą nastawioną na szybki zysk.
Koniec finansowego koszmaru. Jak uratowano budżet dzięki sprytnej zmianie?
W popkulturze do dziś krąży mit, według którego „Blue Monday” doprowadziło wytwórnię do bankructwa przez nieskończone straty. Prawda jest jednak nieco inna, ponieważ po sprzedaniu pierwszych kilkuset tysięcy egzemplarzy, firma w końcu zdecydowała się na zmiany w procesie produkcji. Aby uratować finanse i przestać tracić pieniądze, wymuszono modyfikację projektu okładki w kolejnych tłoczeniach, które trafiały do sklepów.
W nowszych wersjach zrezygnowano z wycinania otworów w kartonie, co było zdecydowanie najdroższym etapem prac. Zamiast tego na okładkach zaczęto po prostu nadrukowywać grafikę, która tylko imitowała dziury w dyskietce, a srebrną, metaliczną wkładkę zastąpiono zwykłym papierem. Dzięki tym prostym zabiegom „Blue Monday” przestało przynosić straty i ostatecznie stało się jednym z najbardziej dochodowych singli w historii Manchesteru, ostatecznie ratując finanse Factory Records na kilka kolejnych lat.