2026 rok zaczął się z naprawdę wysokiego "A" dla wszystkich fanów i fanek zespołu Megadeth. Ten spełnił swoje zapowiedzi sprzed kilku miesięcy i dokładnie 23 stycznia wydał swój siedemnasty studyjny album. Wydawnictwo zatytułowane po prostu eponimem jest jednak naprawdę szczególne w historii formacji. Zdaniem jej lidera, Dave'a Mustaine'a jest to finalny jej krążek.
Po muzycznej premierze przyszedł czas na koncerty. Najbliższe nie miesiące, a co najmniej kilka lat grupa ma zamiar spędzić w trasie, na której będzie żegnać się ze swoimi słuchaczami i słuchaczkami z całego świata. Czy to jednak aby na pewno koniec wydawniczej serii od Megadeth? Nie do końca jest o tym przekonany perkusista formacji. Dirk Verbeuren całkiem niedawno w jednym z wywiadów przyznał, że jest wręcz więcej, niż pewny, że wybrane występy zespołu będą rejestrowane, a następnie ujrzą światło dzienne pod postacią albumu koncertowego.
ZOBACZ TAKŻE: Megadeth wyda kolejny album koncertowy?
Megadeth nie porzuca myśli o nowej muzyce?!
Czyżby jednak wersje live tak klasyków Megadeth, jak i utworów z nowego krążka to nie było wszystko, na co mogą liczyć fani i fanki? Zaskakująco na tym tle wypadają słowa Jamesa LoMenzo. Basista formacji udzielił niedawno wywiadu dla Loud And Proud Italy, w którym pojawił się wątek szansy na to, czy ta, pomimo wydania rzekomo ostatniego albumu, naprawdę odrzuca możliwość nagrywania nowej muzyki.
James zdecydowanie zaskoczył, odpowiadając, że przecież nie ma nigdzie żadnego prawa, które mówiłoby, że po tym, gdy ukazała się płyta, którą dany zespół określa jako swoją ostatnią, to nie może on ponownie wejść do studia i zarejestrować nowego materiału. Basista zwrócił uwagę na to, że mogłoby to mieć miejsce w trakcie serii występów w mobilnym studiu nagraniowym. Dodał jednak szybko, że grupa nie przeprowadzała żadnych konkretnych rozmów w tym temacie i zapewnił, że Megadeth stawiają przede wszystkim na szczerość, a słowa o pożegnaniu zdecydowanie nie są taktyką marketingową.
Nie ma prawa, które mówi, że nie możemy tworzyć muzyki tak, jak ją tworzymy. Led Zeppelin kiedyś… jak wielkie zespoły, klasyczne zespoły, które kochamy, ruszali w trasę, otwierali studio, nagrywali coś i w końcu mieli wystarczająco dużo, żeby nagrać pół albumu, prawda? To całkiem możliwe. [...] To nie jest coś, o czym rozmawialiśmy, ale skoro o tym wspomniałeś, tak. Chodzi mi o to, że nie ma zasady, która zatrzymywałaby tę maszynę. Ale nie chcemy być nieuczciwi. Nie chcemy, to nie jest wielka akcja promocyjna w stylu: "Hej, to ostatni raz, kiedy zobaczysz Megadeth". Widzieliśmy już wszystkie zespoły, które to robiły, więc to jest główna rzecz, którą wszyscy omawialiśmy - stwierdził muzyk w wywiadzie.