Ojciec zabił żonę, jego syn zamordował dziadków. "To jakaś klątwa"

2026-03-07 5:25

Za ogrodzeniem szarego bliźniaka w Raciążu (mazowieckie) wszystko wyglądało zwyczajnie. Niska brama, przyprószony śniegiem chodnik, firanki w oknach. Spokojna ulica, na której ludzie znają się od lat. Starsze małżeństwo, które każdy kojarzył. On przez dekady naprawiał pralki i lodówki. Ona śpiewała w chórze, działała w kole gospodyń, była pierwsza tam, gdzie trzeba było pomóc. Po rodzinnej tragedii sprzed lat, kiedy ich syn zabił żonę, ten dom stał się schronieniem dla wnuka. Miejscem, w którym przemoc miała się skończyć. Ale zło znowu dało znać o sobie...

  • W Środę Popielcową w Raciążu, 29-letni Aleksander G. zabił swoich dziadków - 86-letniego Andrzeja i 72-letnią Danutę G. Najpierw zaatakował emeryta, kilka chwil później zginęła babcia.
  • Sprawca użył toporka i długiego noża przypominającego maczetę ogrodową. Ciosy były silne, powtarzane, zadawane z ogromną siłą. Potem - jak ustalili śledczy - poćwiartował ciało. Jedną z odciętych nóg wrzucił do domowego pieca. Do tego samego pieca, który ogrzewał dom zimą. Do tego samego, przy którym dziadkowie suszyli rękawice wnuka. 
  • Potem 29-latek, jakby oprzytomniał. Sięgnął po telefon. O godz. 22.40 zadzwonił na numer 112. - Zabiłem dwie osoby - powiedział spokojnie.

Podwójne zabójstwo w Raciążu

Czekał na nich przed domem. Umyty, przebrany, trzeźwy. Nie próbował uciekać. Wewnątrz domu policjanci zastali widok, którego nie zapomina się do końca życia. Prokuratura postawiła Aleksandrowi G. dwa zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyzna przyznał się do popełnienia zbrodni. Podczas pięciogodzinnego przesłuchania przed prokuratorem w Płońsku był opanowany. Składał obszerne wyjaśnienia. Bez widocznych emocji.

Czytaj więcej o sprawie: Wnuk zawiadomił, że zamordował dziadków. Byliśmy na miejscu zbrodni w Raciążu. Wstrząsające, co przed laty zrobił jego ojciec

Wstrząsający kontrast

Jeszcze kilka dni wcześniej sąsiedzi widzieli go, jak prowadził babcię pod rękę do kościoła. Niósł jej torby z zakupami. Odsuwał krzesło przy stole. Pomagał przy odśnieżaniu. Był też na grobie matki. - Patrzyłam na niego i myślałam: dobry wnuk, pomaga staruszce - mówi "Super Expressowi" pani Alicja Jędrzejak (69 l.), którą spotkaliśmy w czwartek przed południem. - A teraz słyszę, że pociął dziadka maczetą i wrzucił nogę do pieca? To jest niewyobrażalne. Jakby w człowieku coś się urwało - dodaje poruszona kobieta.

- To nie był żaden awanturnik - mówi nam sąsiad ofiar. - Cichy, zamknięty w sobie, ale grzeczny. Jak się dowiedziałem, co zrobił, to mnie zatkało. Pomagał babci, a potem zrobił coś tak potwornego - kręci z niedowierzaniem głową.

Zło już tu było

Sześć lat temu ojciec Aleksandra, Marek G. (45 l.), zamordował swoją żonę - Beatę Agnieszkę G., pielęgniarkę wracającą z 24-godzinnego dyżuru. Zajechał jej drogę na lokalnej szosie. Wybił szybę w aucie. Uderzał w głowę toporem. Gdy próbowała uciec, oblał ją benzyną i podpalił. Sekcja wykazała, że jeszcze żyła, gdy płonęła. Mężczyzna, po dokonaniu zabójstwa, wrócił do domu, spalił swoje ubrania i poszedł do pracy, gdzie został zatrzymany. Sąd skazał go na 25 lat więzienia za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem i wieloletnie znęcanie się nad żoną.

W tym domu przemoc była wcześniej. Krzyki, kontrola, groźby, strach. Syn dorastał, patrząc na ojca, który niszczył matkę. Najpierw słowami, potem rękami, w końcu ogniem. - Marek był zazdrosny o Agnieszkę, ona w końcu go zostawiła. Śledził ją nawet po tym, jak wyprowadziła się od niego - mówi jedna z mieszkanek.

Klątwa nad rodziną

Po wyroku ojca, wnuk zamieszkał z dziadkami. To oni próbowali odbudować to, co zostało z rodziny. Dali mu pokój, ciepło, normalność. Chcieli zatrzymać zło na swoim pokoleniu. Nie zatrzymali.

Dziś mieszkańcy mówią o krwawej powtarzalności. Najpierw ojciec zabił matkę Aleksandra. Teraz syn zabił rodziców ojca. Ta sama brutalność. To samo okrucieństwo. Jakby przemoc przeszła z ojca na syna i wróciła pod ten sam dach. - To jakaś klątwa nad rodziną - usłyszał reporter "Super Expressu" pod sklepem. - Jedna zbrodnia rodzi drugą. Być może syn ukarał dziadków za swojego ojca - mówi mieszkaniec Raciąża.

Śledczy badają motyw. Pojawiają się informacje o możliwym leczeniu psychiatrycznym 29-latka. Odpowiedzi mają przynieść opinie biegłych, ale dla Raciąża to już druga tragedia tej samej rodziny. Drugi raz krew i ogień.

Dziś za ogrodzeniem zwykłego bliźniaka nie ma już codziennego życia. Jest cisza, zamknięta brama i naklejone policyjne plomby. Ludzie przechodzą wolniej. Patrzą i próbują zrozumieć, jak pomoc przy zakupach mogła zamienić się w maczetę i piec. Bo jeszcze niedawno wszystko wyglądało zwyczajnie. Spokojna ulica, znajome twarze. Starsze małżeństwo i wnuk, który miał zacząć od nowa.

Aleksandrowi G., za zabójstwo dziadków grozi dożywocie. Sąd. Aresztował go na wniosek prokuratury. W areszcie będzie czekał na proces.

Galeria ze zdjęciami: Podwójne zabójstwo w Raciążu. Materiały z miejsca dramatu

Pokój Zbrodni - Radosław J. Targówek
Źródło: Ojciec zabił żonę, jego syn zamordował dziadków. "To jakaś klątwa"