W poniedziałkowe popołudnie, 14 września 2026 roku, wartość baryłki ropy Brent poszybowała do ponad 107 dolarów, chociaż zaledwie siedem dni wcześniej kosztowała ona niespełna 100 dolarów. Ta nagła zmiana wynika z decyzji saudyjskiego resortu energii, który w miniony piątek musiał wstrzymać działanie kluczowego ropociągu Wschód-Zachód po atakach w rejonie Medyny i Rijadu. W rozmowie z Polską Agencją Prasową ekspertka biura Reflex oceniła obecną sytuację, mówiąc: „Ceny benzyny na stacjach przekroczą w tym tygodniu 8 zł/l, a oleju napędowego - 9 zł/l, ale poziom 10 zł/l nie zostanie osiągnięty”. Specjalistka zauważyła również, że sytuacja na zagranicznych giełdach bezpośrednio i mocno uderzy w polskiego kierowcę. Swoją analizę dla PAP podsumowała słowami: „Wpływ sytuacji na światowych rynkach ropy i paliw będzie dla nas negatywny. Ceny hurtowe rosły przez cały poprzedni tydzień, zwłaszcza ceny diesla”.
Z wypowiedzi przedstawicielki Reflex wynika jasno, że postępująca tendencja wzrostowa kosztów tankowania na terenie naszego kraju na pewno przybierze na sile, czemu niestety sprzyja słabnąca pozycja polskiej waluty. Ekspertka w swojej relacji dla PAP spuentowała ten fakt bezwzględnie: „A więc perspektywa nie jest dobra i pewnie te bariery psychologiczne - 8 zł/l dla benzyny, 9 zł/l dla oleju napędowego zostaną w tym tygodniu pobite”. Ostrzegła zarazem, że ewentualne powstrzymanie gwałtownych podwyżek wywołanych saudyjską awarią wymagałoby natychmiastowego spadku globalnych cen surowca o dobrych kilka dolarów. Specjalistka uważa jednak taki scenariusz w obecnych realiach rynkowych za niemal całkowicie niemożliwy do zrealizowania.
Dobrą wiadomością w prognozach Urszuli Cieślak jest zapowiedź, że bariera 10 złotych za litr raczej nie pojawi się na pylonach. Rozmówczyni PAP wyznała wprost: „Jeżeli rzeczywiście będziemy szli w kierunku 10 zł/l, to sądzę, że będzie jakiś pakiet pomocowy, bo będzie tak bardzo mocna presja ze strony opozycji i konsumentów, że rząd mimo wszystko się ugnie, mimo deklarowanego braku finansowania. Przecież wysoki poziom cen w dłuższym okresie powoduje, że wpływy z VAT są na wyższym poziomie”. Dodatkowo zauważono, że w trakcie poniedziałkowego poranka największe krajowe sieci handlowały paliwem po stawkach sprzed tygodnia, a minimalnie drożej było u mniejszych niezależnych przedsiębiorców. Duże koncerny dbały natomiast przez cały weekend, aby koszty tankowania bezpośrednio przy ruchliwych autostradach utrzymywały się na równym poziomie z pozostałymi placówkami w państwie.
Przedsiębiorcy prowadzący punkty sprzedaży detalicznej wcale nie chcą osiągać historycznych maksimów w swoich cennikach, co wynika ze ścisłej kalkulacji biznesowej. Omawiając tę strategię z agencją prasową PAP, ekspertka podsumowała to zjawisko: „Właścicielom stacji zależy mimo wszystko na tym, żeby nie bić rekordów cenowych. Wbrew pozorom stacjom może się opłacać utrzymywanie niższej marży a sprzedawanie więcej paliwa, żeby zyskać więcej klientów, bo to też zwiększa liczbę klientów na ofertę pozapaliwową”. Oznacza to w praktyce, że rezygnacja z gigantycznych marż za samą benzynę napędza o wiele większy ruch w sklepie obok dystrybutorów, a to ostatecznie generuje wymierne zyski dla całego kompleksu usługowego.