Nowy sezon "Bridgertonów" jest koszmarny - recenzja

2026-01-29 9:01

"Bridgertonowie" wrócili z czwartą odsłoną, a przynajmniej jej pierwszą połową, bo do Netflixa wciąż nie dociera, że dzielenie sezonów na pół jest poronionym pomysłem. Ja seans mam już za sobą i przychodzę ze złymi wieściami - nasze ukochane guilty pleasure się już mocno przeterminowało.

Bridgertonowie - recenzja pierwszej połowy czwartego sezonu

i

Autor: Netflix/ Materiały prasowe

To nie jest dobry czas dla powrotów wielkich produkcji Netflixa. Po katastrofalnej porażce piątej odsłony "Stranger Things", która była tak zła, że wywołała u fanów zbiorową psychozę, i koszmarnym piątym sezonie "Emily w Paryżu", familia Bridgertonów kontynuuje złą passę.  

"Bridgertonowie" jeszcze nigdy nie byli tak źli - recenzja pierwszej połowy czwartego sezonu

Netflixowi chyba naprawdę przyda się ten zakup HBO, bo o ile drugi streamer zaliczył mocne otwarcie roku (chwalone powroty "Branży" i "The Pitt" oraz bardzo udany debiut "Rycerza Siedmiu Królestw"), pierwszy zalicza porażkę za porażką. Smuci mnie to o tyle, że "Emily w Paryżu" i "Bridgertonów" zaliczałam dotąd w poczet moich ukochanych guilty pleasures. Te jednak, jak widać, mają dość krótki termin ważności.

"Bridgertonowie": rozmawiamy z gwiazdami hitu Netflixa | WYWIAD

W czwartym sezonie "Bridgertonów" na pierwszy plan wysuwa się ulubieniec lwiej części widzów, Benedict. Fabułę oparto na opowieści o Kopciuszku, gdyż nasz przeuroczy bawidamek poznaje na balu maskowym tajemniczą niewiastę, w której zakochuje się bez pamięci, a następnie namiętnie (i bez skutku) jej szuka. W tak zwanym międzyczasie ratuje z opresji nader rozgarniętą i wykształconą służkę, do której również zaczyna pałać gorącym uczuciem. W efekcie mamy do czynienia z pokracznym trójkątem miłosnym, w którym udział biorą wyłącznie dwie osoby. I mogłoby to być nawet zabawne, gdyby nie było tak nużące i pozbawione jakiegokolwiek polotu.

Bridgertonowie - recenzja pierwszej połowy czwartego sezonu

i

Autor: Netflix/ Materiały prasowe

Nie ukrywam, że Kopciuszka zawsze uważałam za najsłabsze ogniwo w drużynie kultowych księżniczek (choć wersję braci Grimm, w której przyrodnie siostry chlastają sobie stopy, byle wcisnąć je w pantofelek, na swój sposób szanuję), niemniej zakładałam, że twórcy "Bridgertonów" zdołają sprzedać tę opowieść tak, że obędzie się bez większego bólu i żenady. Tymczasem, mimo naprawdę usilnych starań, nie jestem w stanie kupić, ani nawet traktować jakkolwiek poważnie, tej kuriozalnej relacji. Zwłaszcza, że nie pomagają też Luke Thompson i Yerin Ha, którzy dobrze wypadają jako Benedict i Sophie... ale wyłącznie oddzielnie.

Pomiędzy tymi bohaterami nie ma za grosz chemii, a scenom romantycznym brakuje tej iskry, która cechowała pierwsze trzy sezony. Przez cztery godziny wgapiałam się w ekran i zachodziłam w głowę, dlaczego niby ta relacja miałaby mnie jakkolwiek obchodzić. Zwłaszcza, że jest nieskończenie, za przeproszeniem, głupia. "Bridgertonowie" nigdy nie byli szczególnie lotnym serialem, ale wszystko ma swoje granice. Głupotki i naiwnostki wynagradzano nam szeregiem zalet, które w tym sezonie zupełnie straciły na sile, albo zwyczajnie zniknęły (nawet muzyka jest jakaś taka... nijaka).

Nawet Lady Danbury już nas nie ocali

Benedict, tygodniami nie potrafiący połączyć wątków, które połączyłoby przeciętnej inteligencji sześcioletnie dziecko, i jego ukochana w dwóch wcieleniach to jedno, ale jest też przecież drugi plan. Który również nie zachwyca. Eloise zrobiła się już nudna, gdyż jej wątek to zacięta od trzech sezonów płyta, Penelopie spiłowano pazury, a królowa jeszcze nigdy nie była tak irytująca. Wątek zmęczonej ich przyjaźnią Lady Danbury wydaje się zresztą wciśnięty do tego sezonu na siłę, byle tylko uzasadnić obecność bohaterek w fabule. Trochę życia i szczyptę pikanterii w tę nużącą jak niedzielne kazanie opowieść wnosi Francesca ze swymi problemami małżeńskimi, ale z drugiej strony jest to wątek, na który fani książek będą narzekać najbardziej. I tak źle, i tak niedobrze.

Reasumując - niestety wygląda na to, że "Bridgertonowie" jadą już na oparach i obawiam się, że nim dotrwamy do ostatniego odcinka czwartego sezonu (premiera pod koniec lutego), czar na dobre pryśnie i piękna dotąd karoca zmieni się w spleśniałą dynię. Serial ewidentnie przekroczył bowiem swój termin ważności i zamiast bawić, nuży. A o ile głupotę i naiwność wybaczyć potrafię, marnowania mojego czasu już nie.

“Bridgertonowie” – jak dobrze pamiętasz poprzednie sezony?
Pytanie 1 z 8
Podczas swego debiutu Daphne Bridgerton zyskała tytuł diamentu sezonu:
Bridgertonowie QUIZ: jak dobrze pamiętasz poprzednie sezony? Nie spraw zawodu Lady Whistledown!
Źródło: Nowy sezon "Bridgertonów" jest koszmarny - recenzja