Spis treści
Trzeci sezon "Euforii" debiutuje dziś z pierwszym odcinkiem, po aż czterech latach przerwy. Bohaterowie się zmienili, ukończyli liceum i ruszyli na podbój wielkiego świata, ale trudno powiedzieć by jakkolwiek dojrzeli. Niektórzy, jak Cassie (Sydney Sweeney) czy Rue (Zendaya), stoją w miejscu, inni zaś zaliczyli potężny regres - tu przede wszystkim Jules (Hunter Schafer). Jeszcze inni zaś po prostu... są. Widziałam już trzy odcinki nowej serii i nie mam dobrych wieści.
To już nie jest ta sama "Euforia" - recenzja 3. sezonu
Oczywiście trudno wymagać, by serial zachował dotychczasową formę, gdy przestał już opowiadać o nastolatkach, a skupia się na perypetiach młodych dorosłych. Niemniej w trzecim sezonie "Euforia" kompletnie traci swą dotychczasową aurę, która zapewniała jej miejsce w sercach widowni i popularność w social mediach. Wizualnie wciąż jest to jeden z najatrakcyjniejszych seriali, jakimi w ostatnich latach uraczyły nas streamingi, ale to w gruncie rzeczy jedyna zaleta, jaką dostrzegam w nowych odcinkach. Boleśnie czuć brak Labrintha, który rozstał się z "Euforią" w atmosferze skandalu (o którym wciąż w gruncie rzeczy niewiele wiemy), a jeszcze boleśniej wybrzmiewa nieobecność Fezco (świętej pamięci Angus Cloud), aczkolwiek muszę przyznać, że z tego "problemu" Levinson wybrnął w chyba najlepszy możliwy sposób. Nie zmienia to jednak faktu, że jego zapewnienia jakoby trzeci sezon był hołdem ku pamięci Angusa, są wyłącznie pustymi frazesami i obrzydliwie wykalkulowanym chwytem marketingowym.
Sam Levinson ewidentnie zapomniał, lub nigdy nie rozumiał, co sprawiało, że "Euforia" tak rezonowała z publiką. Wielu widzów mogło utożsamiać się z bohaterami, wraz z nimi na nowo przeżywać swe błędy lat młodzieńczych. Mogliśmy ich kochać lub nienawidzić, ale ich los autentycznie nas OBCHODZIŁ, każdego bez wyjątku. Kolektywnie współczuliśmy Cassie, gdy mierzyła się z ostracyzmem i seksualizacją, by następnie krytykować ją za popełniane w drugim sezonie błędy. Klaskaliśmy przed ekranami, gdy Fez zrobił Nate'owi (Jacob Elordi) z twarzy durszlak, darliśmy szaty, gdy Rue znów wracała do nałogu i śmialiśmy się w głos, gdy wyoutowała Cassie. Toczyliśmy dysputy czy Maddy jest ikoną, czy może też paskudną dziewuchą bez kręgosłupa moralnego i analizowaliśmy poziom hipokryzji Lexi (Maude Apatow), która uznała, że ośmieszenie własnej siostry przed całą szkołą jest dobrym pomysłem, o ile ubierze to w szaty "sztuki". No i wszyscy z całego serca kibicowaliśmy Fezowi.
W trzecim sezonie po tym zaangażowaniu emocjonalnym nie ma nawet śladu, głównie dlatego, że pan Levinson skupił się na hasłach "kontrowersja" i "skandal", serwując nam twór serialopodobny, który nie do końca wie, o czym właściwie chce nam opowiedzieć, a bohaterowie bardziej niż postaci z krwi i kości, przypominają puste karykatury. Cassie to chodzący przeseksualizowany mem, życiowe wykolejenie Rue zrobiło się już, za przeproszeniem, nudne, a Lexi i Nate służą obecnie (w pierwszy trzech odcinkach) za słupy fabularne, które parokrotnie muszą przejść się po ekranie, by dodać kontekstu wątkowi Cassie. W efekcie ich losy ani trochę nas nie obchodzą, a co gorsza - absolutnie żenują.
i
3. sezon "Euforii" jest zwyczajnie obrzydliwy
Dziennikarka The Telegraph, Eleanor Halls, określiła trzeci sezon "Euforii" mianem "mizoginistycznej fantazji starego oblecha" i uważam, że trafiła w sedno. Okazała się jednak nader łaskawa, gdyż wesołą twórczość Levinsona wyceniła na dwie gwiazdki z pięciu - w mojej opinii zasługuje na tyle samo, ale w dziesięciostopniowej skali, i to wyłącznie za ładne zdjęcia i starania części obsady. Pal licho, że nowe odcinki "Euforii" są zwyczajnie nudne i nieangażujące, gdyż są przede wszystkim obleśne. Twórca wziął sobie za punkt honoru "jechanie po bandzie" i wywołanie jak największej kontrowersji, udowadniając jednocześnie, że fatalny "Idol" nie był wypadkiem przy pracy, a potężnym sygnałem ostrzegawczym, że w głowie Levinsona nie dzieje się najlepiej.
Nadmiernie przeseksualizowane - i za długie - sceny połykania narkotyków do przerzutu, defekacje zarówno ludzkie jak i zwierzęce, wszechobecna prostytucja w najróżniejszych odmianach (poważnie, nie ma tu chyba wątku, który nie kręciłby się wokół sex workingu), prześmiewcze i lekceważące podejście do pedofilii i przestępstw seksualnych oraz przedmiotowe traktowanie kobiet to trzecia "Euforia" w pigułce. Okej, jest JEDEN wątek, który - na ten moment - nie kręci się wokół chędożenia za pieniądze i jest to wątek Lexi, która znów została zepchnięta na trzeci plan, bo kobieca bohaterka obchodzi Levinsona wyłącznie wtedy, gdy może ją wpakować w jakiś romans. Zabrakło Feza, skończyło się zainteresowanie Lexi.
i
"Euforia" - czy warto obejrzeć 3. sezon?
"Gwiazdą" sezonu jest oczywiście Sydney Sweeney, która jawi się niczym doskonała partner in crime dla Levinsona. Domyślam się, że wyczynami w nowej "Euforii" usiłowała pokazać, że ma dystans do krytyki, jaka na nią spływa, tymczasem osiągnęła coś zgoła odwrotnego. W niemal każdej scenie z jej udziałem w mojej głowie dźwięczała jedna myśl: "nie ma pieniędzy, za jakie dałabym się tak upodlić". Pokuszę się zresztą o wniosek, że aktorzy musieli mieć podpisany jakiś cyrograf, bo nie chce mi się wierzyć, że (z wyjątkowej Sweeney, która gra tu samą siebie) zgodzili się w czymś takim wystąpić.
Reasumując, trzeci sezon "Euforii" to potężny zawód nawet dla tych, którzy spodziewali się porażki. Samowi Levinsonowi wydaje się, że jest drugim Pasolinim czy Tarantino, tymczasem jawi się jako, nieco bardziej utalentowany, duchowy brat Patryka Vegi. Szokuje dla samego szokowania, byle wzbudzić tanią sensację, i obnaża swoje obrzydliwe zboczenia oraz niepokojącą słabość do nagich ciał młodziutkich aktorek (a już zwłaszcza biustu Sydney Sweeney) ubierając to w szaty sztuki. Po jego wyczynach w "Idolu" nie jestem szczególnie zaskoczona tym, że Levinson coś takiego nakręcił, szokuje mnie jednak liczba osób, która musiała to przecież zatwierdzić i uznać, że nadaje się do emisji. Zazwyczaj staram się nie odwodzić od oglądania nawet tych najbardziej koszmarnych filmów i seriali, byście mogli wyrobić sobie własną opinię, tu jednak przestrzegam - tylko zmarnujecie czas i seans skończycie potężnie zniesmaczeni. Jak już chcecie obejrzeć jakąś serialową nowość, sięgnijcie lepiej po "Roostera" czy "Chętnych na seks" (też w HBO Max), a "Euforię" sobie darujcie.
PRZECZYTAJ TEŻ: Ten film wkurza i bawi. Po seansie jeszcze długo będziecie o nim myśleć
Źródło: 3. sezon "Euforii" jest tak obrzydliwy, że aż nie wierzę, że go obejrzałam - recenzja
