Słynny producent wspomina pracę z The Rolling Stones. "Keith i Mick w ogóle ze sobą nie rozmawiali"
Rok 1985 był dla zespołu The Rolling Stones wyjątkowo trudny. Relacja wokalisty Mick Jagger i gitarzysty Keith Richards znajdowała się wówczas w punkcie krytycznym. Atmosfera w studiu nagraniowym była więc tak gęsta, że można byłoby tam powiesić siekierę.
W tamtym okresie do współpracy z zespołem, w roli producenta, został zaproszony Steve Lillywhite, który wcześniej nagrywał z U2 (to właśnie on odpowiada za pierwsze trzy albumy irlandzkiego kwartetu).
– Pracowałem z Keithem i Mickiem, kiedy w ogóle ze sobą nie rozmawiali. Przez cały czas trwania sesji może przegadali ze sobą łącznie z godzinę. To było piekło. Dosłownie nie byli obecni [w tym samym pomieszczeniu - przyp. red.] – powiedział Lillywhite w podcaście Word in Your Ear.
Producent przyznał otwarcie, że w trakcie prac nad albumem Dirty Work czuł się jak... posłaniec. Jeden członek The Rolling Stones podchodził do niego i mówił, co mu się nie podoba. Następnie musiał to przekazać drugiemu muzykowi, który siedział w innym pomieszczeniu. Lillywhite porównał swoją rolę do roli dyplomaty: – Mówię, że byłem Henrym Kissingerem [jako doradca ds. bezpieczeństwa narodowego i sekretarz stanu w administracjach Richarda Nixona i Geralda Forda, zdefiniował amerykańską politykę zagraniczną w okresie zimnej wojny].
Mimo że atmosfera nie była najlepsza, Lillywhite wyniósł ze współpracy z formacją The Rolling Stones pewną zasadę, którą do dziś zresztą stosuje. – Nigdy nie zabraniaj ludziom wstępu do studia. Zawsze stosuj zasadę otwartych drzwi. Kiedy ludzie przychodzą i czegoś słuchają, niejako słyszę to ich uszami. Więc może jest coś, co podświadomie wydaje mi się nie do końca w porządku, ale jeszcze nie dotarło do mojej świadomości. Natomiast w momencie, gdy ktoś tam siedzi i słucha, a ja puszczam mu roboczy miks, nagle mówię: "Mam to". Teraz już wiem, co musimy zmienić – podsumował słynny producent.
Album Dirty Work ukazał się na rynku w marcu 1986. Co ciekawe, poradził sobie całkiem nieźle na listach przebojów, choć jeśli chodzi o ceny krytyków muzycznych zebrał dość chłodne oceny.