Paul Simonon rozbił bas, a zdjęcie trafiło na „London Calling”. Historia okładki The Clash

2026-10-18 14:55

Jedna chwila z nowojorskiego koncertu The Clash stała się obrazem, który dziś trudno oddzielić od samego „London Calling”. Paul Simonon uniósł bas i roztrzaskał go o scenę, wściekły na zachowanie ochrony, a Pennie Smith zdążyła nacisnąć migawkę. Poruszone zdjęcie, które autorka początkowo uznała za nieudane, trafiło na okładkę jednej z najważniejszych płyt końca lat 70.

Paul Simonon z The Clash rozbijający gitarę basową na scenie. O historii okładki London Calling przeczytasz na EskaRock.
Autor: The Clash/ Materiały prasowe

Palladium, ochrona i rozbity bas Simonona

We wrześniu 1979 roku The Clash grali trasę po Ameryce Północnej. Z zespołem podróżowała fotografka Pennie Smith, a także rysownik i ilustrator Ray Lowry, bliski współpracownik grupy. Podczas występu w nowojorskim Palladium Smith stanęła z boku sceny, obserwując muzyków i publiczność. Nie przyjechała jednak do Palladium, by realizować sesję promocyjną ani fotografować materiał na okładkę kolejnego albumu.

Palladium było salą z miejscami siedzącymi, co od początku kłóciło się z charakterem koncertu The Clash. Zespół próbował zachęcić ludzi do wstania, lecz ochrona nakazywała widzom wracać na fotele. Simonon nie krył irytacji. Po latach podkreślał, że nie rozbił instrumentu dla efektu scenicznego. Zareagował na to, że ochrona zmuszała publiczność do pozostania na miejscach.

Źródła nie są zgodne co do dokładnej daty tego wydarzenia. Część opracowań wskazuje 20 września 1979 roku, natomiast Fender podaje datę 21 września, gdy The Clash również występowali w Palladium. Pewne jest, że fotografia powstała podczas nowojorskich koncertów we wrześniu, krótko przed brytyjską premierą „London Calling” w grudniu 1979 roku. Fotografię można było jeszcze wykorzystać w projekcie okładki, choć prace nad płytą były już zaawansowane.

Grabowski z Dezertera: Punkowcy stawali się skinami. To była bolesna przemiana | Mellina

Fender Precision, którego Simonon nie chciał stracić

Simonon rozbił swój ulubiony Fender Precision z początku lat 70. Instrument był ciężki, dawał mocne niskie brzmienie i dobrze pasował do stylu basisty, który łączył wpływy reggae, soulu, funku, rockabilly oraz punku. Biały pierwotnie bas z czarnym pickguardem Simonon przerobił po swojemu. Na korpusie pojawiły się plamy farby, naklejka z czaszką i skrzyżowanymi piszczelami oraz napis PRESSURE. Nie był to więc zapasowy sprzęt poświęcony na potrzeby widowiska, ale ceniony instrument sceniczny.

Po koncercie Joe Strummer chciał zachować jeden z odłamków, ale Simonon zabrał go ze sobą. Ten szczegół dobrze pokazuje, że gwałtowny gest nie wynikał z obojętności wobec sprzętu.

Zdjęcie, które Pennie Smith uznała za nieudane

Gdy Simonon zamachnął się basem, przesunął się w stronę Smith. Fotografka odruchowo cofnęła się, jednocześnie robiąc zdjęcia. Efektem był ciasny, poruszony kadr, na którym basista wygląda jak zatrzymany tuż przed uderzeniem instrumentem o scenę. Smith nie była zadowolona z ujęcia, bo wyszło poruszone i nieostre.

Właśnie tę wadę dostrzegł jednak Ray Lowry. Rozmycie, ziarno i dynamiczna sylwetka Simonona sprawiały, że zdjęcie wyróżniało się na tle typowych fotografii koncertowych. Lowry zobaczył w nim energię koncertu: napięcie, hałas i moment, w którym emocje biorą górę. Zamiast wygładzać dokumentalny charakter ujęcia, uczynił z niego centrum projektu albumu.

Okładka „London Calling” nawiązała do debiutu Elvisa Presleya

Projekt graficzny „London Calling” był świadomym nawiązaniem do debiutanckiego albumu Elvisa Presleya z 1956 roku. Ray Lowry umieścił różowy napis London pionowo przy lewej krawędzi, a zielony Calling poziomo na dole. Układ i kolory odsyłały do okładki „Elvis Presley”, gdzie podobnie rozmieszczono imię i nazwisko muzyka przy czarno-białym zdjęciu koncertowym.

W miejsce Presleya śpiewającego z gitarą Lowry umieścił Simonona w chwili, gdy ten zamierza rozbić bas. Cytat nie był prostą kopią, lecz zestawieniem dwóch momentów historii rocka. The Clash wykraczali już poza ramy szybkiego, surowego punku. Na „London Calling” obok punk rocka pojawiły się reggae, ska, soul, funk i rockabilly.

Fotografia z Palladium opowiada więcej niż historię jednego koncertu. Dokumentuje moment, w którym Simonon wyładował złość na ochronę nakazującą widzom pozostanie na miejscach. Pokazuje też zespół, który na „London Calling” wykraczał daleko poza punk rock. Rozbity Fender, przypadkowo poruszony kadr i graficzny hołd dla Elvisa złożyły się na znak rozpoznawczy „London Calling”.