Obiecał, że umrze na scenie. GG Allina zabiła prozaiczna heroina

2026-02-01 19:43

Rock'n'roll od zawsze flirtował z niebezpieczeństwem, przesuwając granice tego, co akceptowalne. Jednak historia GG Allina to opowieść o artyście, który uczynił z autodestrukcji główny punkt programu, obiecując publiczne samobójstwo. Prawda o jego końcu jest jednak znacznie bardziej ponura i pokazuje, co się dzieje, gdy szokujący performance przegrywa z prozaiczną rzeczywistością.

GG Allin

i

Autor: Wikimedia Commons / CC BY-SA 4.0

Ostatni Prawdziwy Rock'n'Rollowiec czy Mistrz Samodestrukcji?

Kevin Michael Allin, znany światu jako GG Allin, nie tyle zapisał się w historii muzyki, co raczej wypalił na niej swoje imię rozgrzanym do czerwoności prętem. Jego legenda wyrosła nie tylko na konfrontacyjnej muzyce, ale przede wszystkim na obietnicy popełnienia samobójstwa na scenie, co miało być ostatecznym środkowym palcem wymierzonym w system. Występy Allina były ekstremalnym spektaklem i brudnym performance'em, w którego repertuarze regularnie gościły samookaleczenia, defekacja i otwarte ataki na publiczność. Mimo wielokrotnie powtarzanych zapowiedzi spektakularnego końca, jego historia zgasła w sposób prozaiczny i ponury. To nie światła sceny, a przedawkowanie heroiny w nowojorskim mieszkaniu stało się mrocznym symbolem punkowej idei doprowadzonej do autodestrukcyjnego absurdu.

Czego brakuje w dzisiejszej muzyce rockowej? Slash wyjaśnia

Urodził się jako Jesus Christ Allin. Jak powstał największy antychryst punk rocka?

Mało kto wie, że najbardziej obrazoburczy punkrockowiec w historii urodził się z imieniem, które brzmi jak kosmiczny żart, czyli jako Jesus Christ Allin. Jego dzieciństwo naznaczyła trauma za sprawą fanatycznie religijnego ojca, który terroryzował rodzinę, groził jej śmiercią i wykopał rzekome groby w piwnicy ich pozbawionego prądu i wody domu. Dopiero po rozwodzie rodziców i ponownym ślubie matki przyszły muzyk oficjalnie zmienił imię na Kevin Michael Allin. Ten toksyczny koktajl ekstremizmu i izolacji bez wątpienia ukształtował jego antyautorytarną postawę i stał się gitarowym fundamentem dla jego mrocznej, mizantropijnej filozofii.

Początki muzycznej drogi Allina zupełnie nie zapowiadały przyszłego skandalisty. W latach 70. wraz z bratem Merle'em grał covery kawałków Kiss i Aerosmith, zanim na poważnie odpalił własne składy, czyli Malpractice i The Jabbers. To właśnie z tą drugą formacją w 1980 roku nagrał debiutancki album „Always Was, Is and Always Shall Be”. Kluczem do zrozumienia jego motywacji okazał się „The GG Allin Manifesto”. Ogłosił w nim misję przywrócenia rock'n'rollowi pierwotnego niebezpieczeństwa i odrzucenia wszelkiej komercji. To właśnie ta filozofia pchnęła go na ścieżkę coraz bardziej szokujących i transgresyjnych form artystycznego wyrazu.

Defekacja na scenie i obietnica samobójstwa. Dlaczego GG Allin nigdy jej nie spełnił?

Sceniczny performance GG Allina szybko stał się jego przekleństwem i znakiem firmowym, a przy okazji głównym powodem licznych problemów z prawem. Przełom nastąpił podczas koncertu w 1985 roku w Peorii, gdzie po raz pierwszy celowo dokonał defekacji na scenie. Wkrótce do jego arsenału scenicznych prowokacji dołączyło spożywanie własnych odchodów, cięcie się szkłem i prowokowanie bójek z publicznością. W 1989 roku został skazany za napaść na kobietę w Michigan. Sam twierdził, że okaleczanie, palenie i picie jej krwi odbywało się za obopólną zgodą, jednak sąd miał inne zdanie i skazał go na 15 miesięcy więzienia, co było zaledwie jednym z wielu wyroków w jego bogatej kartotece.

Kulminacją jego artystycznej wizji miała być publiczna śmierć. W 1989 roku zapowiedział, że odbierze sobie życie na scenie podczas koncertu w Halloween, jednak tego dnia siedział już za kratkami. Obietnicę tę powtarzał w kolejnych latach, ale ironia losu sprawiała, że w okresie Halloween niemal zawsze trafiał do więzienia. Sam Allin komentował te sytuacje w charakterystyczny dla siebie sposób, mówiąc: „Z GG nie dostajesz tego, czego się spodziewasz, dostajesz tego, na co zasługujesz”. Jego niespełniona groźba stała się kluczowym elementem mrocznej legendy, która do dziś każe pytać, gdzie kończył się artysta, a zaczynał zdesperowany prowokator.

Ostatni koncert GG Allina to marsz nago przez miasto. Zmarł kilka godzin później

Ostatni występ GG Allina odbył się 27 czerwca 1993 roku w nowojorskim klubie The Gas Station i był idealnym podsumowaniem jego kariery. Po zaledwie trzech utworach wybuchły zamieszki, a sam muzyk, nagi i umazany fekaliami, poprowadził grupę fanów na chaotyczny marsz ulicami Manhattanu. Był to jego ostatni publiczny performance, po którym udał się do mieszkania znajomego. Tam, z dala od świateł sceny i krzyku tłumu, zażył śmiertelną dawkę heroiny i zmarł we śnie wczesnym rankiem 28 czerwca 1993 roku, dwieście dni przed swoimi 37. urodzinami. Nawet jego pogrzeb, podczas którego opuchnięte ciało ubrano w skórzaną kurtkę i suspensorium, stał się makabrycznym widowiskiem. W ten sposób samozwańczy „ostatni prawdziwy rock'n'rollowiec” ostatecznie zrealizował swój pakt ze śmiercią, choć w zupełnie inny sposób, niż przez lata obiecywał. Zrobił to nie w blasku jupiterów, ale w cichej agonii, zostawiając po sobie legendę brudną jak jego ostatni koncert.

Oto najważniejsi wykonawcy w historii rocka według sztucznej inteligencji [TOP10]: