Led Zeppelin i historia albumu Presence
W lutym 1975 roku brytyjska formacja Led Zeppelin wypuściła w świat podwójny album Physical Graffiti. Muzycy sporo też koncertowali. Od początku roku do końca maja odbyło się ponad 40 występów: w Europie oraz Ameryce Północnej. W sierpniu kwartet miało natomiast rozpocząć się tournée po Stanach Zjednoczonych. Najpierw jednak przyszła pora na trochę odpoczynku.
4 sierpnia 1975 wokalista Robert Plant wraz ze swoją rodziną spędzał urlop na greckiej wyspie Rodos. Tego dnia doszło do wypadku samochodowego w wyniku, którego frontman Led Zeppelin doznał poważnych obrażeń. To zdarzenie zatrzymało działalność koncertową zespołu. Planowana trasa musiała zostać odwołana, a przyszłość grupy stała się niepewna.
Absolutna kontrola
Gitarzysta Jimmy Page nie zamierzał się bynajmniej poddawać. Skoro nie było wiadomo, kiedy powrót Zeppelinów na scenę będzie możliwy, podjęto decyzję o nagrywaniu kolejnej płyty. – Im dłużej będziemy czekać, tym trudniej będzie wrócić – argumentował Page w rozmowie z Richardem Cole'em, menedżerem trasy LZ. We wrześniu wokalista oraz gitarzysta zameldowali się w Malibu w Kalifornii, aby przygotować materiał, który potem pokazali pozostałym muzykom. Basista John Paul Jones oraz perkusista John Bonham dołączyli do nich w październiku. Cała czwórka ćwiczyła wówczas nowe utwory w hollywoodzkim SIR Studio.
– To był pierwszy album, gdzie Jimmy miał absolutną kontrolę nad wszystkim, a cała reszta prawie nic do gadania – powiedział Dave Lewis, twórca fanzinu Tight But Loose o Led Zeppelin w książce Kiedy giganci chodzili po Ziemi autorstwa Micka Walla. Głównym dowodzącym, przy okazji siódmego studyjnego albumu zespołu, został więc Page. – Nikt tak naprawdę nie miał żadnych nowych pomysłów. Wszystko zostało na moich barkach, każdy riff, pewnie dlatego płyta wyszła taka ciężka i gitarowa. Ale nie obwiniam nikogo. Wszyscy byliśmy trochę przybici, okoliczności nie były najlepsze – wyjaśnił.
Polecany artykuł:
Naglący termin
Jakby tego było mało, nagrywanie Presence odbywało się w... ekstremalnych warunkach. Muzycy mieli na wszystko zaledwie 18 dni. Pośpiech wynikał z tego, że do studia Musicland w Monachium (znanego z nowoczesnego wyposażenia i komfortowych warunków) zaraz po Zeppelinach mieli wejść The Rolling Stones. Zarezerwowali oni sobie wcześniej termin na potrzeby prac przy płycie Black and Blue. – Jak tylko zarejestrowaliśmy wszystkie partie, wraz z Keithem Harwoodem zaczęliśmy miksować. Kto się ocknął pierwszy, budził drugiego i kontynuowaliśmy do następnego urwania się filmu – powiedział gitarzysta Led Zeppelin, cytowany w książce Światło i cień. Jimmy Page w rozmowach autorstwa Brada Tolinskiego. Nic więc dziwnego, że muzyk wspominał, że pracował po 18-20 godzin na dobę. – Nie chciałem, by nagrania się przeciągały. Czułem, że w tamtych okolicznościach na płycie może pojawić się negatywny, niszczący czynnik. Naglący termin przyczynił się do tego, że stworzyliśmy ciekawy album – przyznał Page.
Prace, co nie będzie żadnym zaskoczeniem, okazały się sporym wyzwaniem dla Planta, który śpiewał wszystkie partie siedząc na wózku inwalidzkim lub wspierając się na kulach. Wokalista walczył zarówno z bólem fizycznym, jak i psychicznym (studio znajdowało się w piwnicy starego hotelu, co wywoływało u frontmana klaustrofobię, lęk przed zamkniętymi przestrzeniami).
Presence ukazał się ostatecznie 31 marca 1976. W Wielkiej Brytanii całość pokryła się złotem już w przedsprzedaży. Oczywiście, zespół osiągnął szczyt na liście przebojów w rodzimym kraju. W Stanach Zjednoczonych Presence także dotarł do pierwszego miejsca (w drugim tygodniu). Jeśli chodzi o recenzje, nie wszyscy dziennikarze przychylnie ocenili płytę po premierze. Jednak z biegiem lat, zyskała ona status kultowego. – Album odzwierciedlał wysoki poziom emocji, które wtedy nami targały – dodał gitarzysta Led Zeppelin w książce Światło i cień.... Chyba lepszej puenty nie dałoby się znaleźć...
Jakie ciekawostki skrywa album Presence? Tego dowiecie się z galerii, którą umieściliśmy na samej górze niniejszego artykułu.