Nirvana wciąż była na samym szczycie swojej kariery, gdy działalność zespołu zakończyła się - i to w tragicznych okolicznościach. W 1994 roku nie był już tajemnicą fakt, że lider kapeli, Kurt Cobain, zmaga się z demonami w postaci uzależnienia od substancji psychoaktywnych. W marcu tego roku muzyk trafił do szpitala we Włoszech z powodu przedawkowania. Kilka dni później już w Seattle do domu Cobainów wezwana została zaalarmowana przez Courtney Love policja. Żona Kurta twierdziła, że ten zamknął się w pokoju z bronią i groził odebraniem sobie życia. W końcu 25 marca odbyła się interwencja z udziałem bliskich i przyjaciół Cobaina, w wyniku której zgodził się on udać na odwyk.
Długo jednak w ośrodku wokalista nie wytrzymał i uciekł z niego 1 kwietnia, po czym udał się do Seattle. Przez kilka dni trwały poszukiwania Kurta, aż w końcu 8 kwietnia elektryk odnalazł jego zwłoki w jego domu Lake Washington Boulevard. Muzyk miał ranę postrzałową głowy, a obok znaleziono list pożegnalny. Śmierć lidera Nirvany została oficjalnie uznana za samobójstwo, od lat jednak żywe są teorie spiskowe wskazujące na to, że stan, w jakim był w tamtej chwili Kurt (chodzi o zawartość substancji odurzających w jego organizmie) uniemożliwiał mu popełnienie samobójstwa. Zdaniem pewnych grup, Cobain został zamordowany, co zlecił nikt inny, jak jego ówczesna żona, Courtney Love.
Nowy raport w sprawie śmierci Kurta Cobaina
Tym większe emocje budzi opublikowany teraz, a omówiony na łamach "Daily Mail" nowy raport, dotyczący śmierci artysty. Odpowiada za niego niezależna grupa badaczy z zakresu medycyny sądowej, specjalizujących się w badaniu przypadków śmierci, w których obecny był temat broni i środków psychoaktywnych. Na współpracę z tym gronem zdecydowali się specjalista w tym zakresie, Brian Burnett oraz badaczka Michelle Wilkins. Zespół spędził czas na wyczerpującym przeglądzie dokumentów na temat śmierci Cobaina, a jego wnioski są zaskakujące. Zdaniem badaczy, lider Nirvany nie popełnił samobójstwa, a został przymuszony do zażycia zabójczej dawki heroiny, napisania listu pożegnalnego, a kolejno został on postrzelony przez bliżej nieokreślonego sprawcę - lub sprawców.
Grupa powołuje się na kilka aspektów. Po pierwsze, niedotlenienie mózgu i wątroby było typowe dla przedawkowania, a nie śmierci z powodu postrzału. Kolejno ślady krwi na ciele Cobaina i na miejscu zdarzenia mają nie pokrywać się z tym, jakoby to on sam strzelił do siebie. Do tego napisano, iż ciało artysty najprawdopodobniej zostało przeniesione, na co wskazuje wyjątkowa czystość zwłok, jeśli chodzi o ślady krwi, a jej obecność na tyle jego koszuli. Wilkins wskazała także na fakt, iż zestaw do zażywania narkotyków został pozostawiony w sposób niezwykle uporządkowany, nietypowy dla osoby, planującej popełnić samobójstwo. W końcu zażyta dawka heroiny rzeczywiście miała sprawić, że Cobain był w stanie uniemożliwiającym oddanie do siebie strzału - de facto miał on być niemal w stanie śpiączki, ciężko więc byłoby mu utrzymać ważącą niemal 3 kilo strzelbę. Specjaliści opisali także, iż sposób, w jaki miał zginąć Kurt nie powinien doprowadzić do wyrzucenia z broni pocisku - a takowy został jednak odnaleziony na miejscu zdarzenia i to w miejscu innym, niż gdyby rzeczywiście wypadł z broni, gdyby posługiwał się nią muzyk. Zdaniem Wilkins także list Cobaina ciężko nazwać "samobójczym", gdyż pisze on w nim o odejściu, ale z zespołu, a nie z tego świata. Do tego zdaniem badaczki, końcówka listu została napisana przez kogoś innego, gdyż pismo ma tu inny styl.
W reakcji na te rewelacji rzecznik biura koronera hrabstwa King wydał oświadczenie, w którym podtrzymuje, iż działania i autopsja po śmierci Cobaina przeprowadzone zostały w sposób prawidłowy i nie ma w planach wznawiać śledztwa w tej sprawie. Sami badacze zaś zaznaczają, że ich celem nie jest doprowadzenie do aresztowania kogokolwiek, a jedynie to, aby prawda na temat śmierci Kurta Cobaina wyszła na jaw.