Gitarzysta Kim Thayil wspomina powstanie słynnego utworu Soundgarden. Mógł trafić do kosza
Wydany w 1994 roku album Superunknown był dla Soundgarden prawdziwym przełomem. Krążek przyniósł muzykom ogromną popularność. Całość odniosła zasłużony sukces komercyjny (pierwsze miejsce na amerykańskiej liście Billboardu), a utwór Black Hole Sun, jeden z singli, stał się sporym przebojem (teledysk do tego numeru był non stop puszczany na antenie MTV).
To absolutny pomnik lat 90. i hymn całego grunge'owego pokolenia. Okazuje się jednak, że Black Hole Sun o mało... nie wylądował w koszu. Zdradził to gitarzysta Kim Thayil w swojej autobiografii.
Przypomnijmy, że książka zatytułowana A Screaming Life: Into the Superunknown with Soundgarden and Beyond ukazała się na rynku 19 maja 2026 nakładem wydawnictwa Harper Collins. W środku znajdziemy sporo miejsca na temat prac nad płytą Superunknown.
Thayil przyznał otwarcie, że kiedy Chris Cornell przyniósł do studia demówkę Black Hole Sun, był sceptycznie nastawiony do tego numeru.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałem demo Chrisa do "Black Hole Sun", nie spodobało mi się. Dobrze, wiedziałem, że to dobra piosenka, ale po prostu... to nie był kawałek w stylu Soundgarden. Gdyby powstał w ciągu naszych pierwszych sześciu czy siedmiu lat, prawdopodobnie nigdy nie trafiłby na płytę, ponieważ nie był to rodzaj utworu, który chętnie byśmy przyjęli i ograli najpierw na żywo – wyznał muzyk Soundgarden w swojej książce.
Gitarzysta dodał, że utwór ten był zaprzeczeniem ich surowych, opartych na jamowaniu, korzeni. Na szczęście, numer ostatecznie wylądował na albumie Superunknown. Jego historia mogła jednak, jak widać, potoczyć się zupełnie inaczej.
Co z niewydanym albumem Soundgarden z Chrisem Cornellem?
Muzycy Soundgarden cały czas pracują nad nowym materiałem, na którym znajdą się ścieżki wokalne nagrane przez Chrisa Cornell przed śmiercią. – Musimy dokończyć ten proces. Chodzi głównie o samo nagrywanie – powiedział Thayil (w wywiadzie dla LifeMinute). Muzycy jednak się z tym nie spieszą. Gitarzysta ujawnił, że materiał ten powstawał na przestrzeni ostatnich 10-15 lat. – Były tam rzeczy, które zostały nagrane w formie demówek przeze mnie, Matta [Camerona, perkusistę - przyp. red.], Chrisa i Bena [Shepherda, basistę]. Ale, powtarzam, to tylko wersje demo. Są bardzo surowe. To po prostu szkice. Zaczynasz od małego szkicu ołówkiem, a potem wypełniasz go czymkolwiek – kredkami, farbami olejnymi czy pastelami – dodał.
Pieczę producencką nad płytą objął Terry Date, który w przeszłości współpracował już z Soundgarden przy okazji Louder Than Love oraz Badmotorfinger. Na ten moment dyskografię amerykańskiego zespołu wciąż zamyka krążek King Animal z 2012.