John Lennon nie miał wątpliwości. Gdy mówił o rock and rollu, wracał do tego artysty

2026-03-16 13:13

Rock and roll nie spadł z nieba – ktoś musiał nadać mu kształt, temperament i ten bezczelny błysk, bez którego później nie byłoby ani Beatlesów, ani Stonesów. John Lennon dobrze wiedział, komu zawdzięczał ten język. I dlatego, kiedy mówił o Chucku Berrym, nie rzucał pustych komplementów. Nazywał rzeczy po imieniu.

John lennon, Chuck Berry

i

Autor: Universal Archive/UIG Art and History/East News/ materiały prasowe/Michael Negrin/ East News

Chuck Berry - facet, który nauczył raczkującego rocka chodzić

Chuck Berry poskładał rock and roll z kilku żywiołów i sprawił, że wszystko nagle zaczęło działać jak dobrze naoliwiona maszyna. Był rhythm and blues, było country, był młodzieńczy bezczelny luz, ale u Berry’ego doszedł do tego jeszcze jeden element – narracja. Jego piosenki nie tylko brzmiały. One pędziły. Były o samochodach, szkole, dziewczynach, marzeniach i tym szczególnym momencie, kiedy młody człowiek czuje, że świat zaraz eksploduje i dobrze by było mieć przy sobie gitarę. Britannica zalicza Berry’ego do najważniejszych i najbardziej wpływowych postaci rhythm and bluesa i rock and rolla, a PBS podkreśla, że jego utwory stały się budulcem dla całej następnej generacji – od Beatlesów po Stonesów i Dylana.

To właśnie dlatego John Lennon powiedział kiedyś:

Gdyby próbować nadać rock and rollowi inną nazwę, można by nazwać go Chuck Berry

I to nie był żaden efektowny bon mot rzucony od niechcenia. Lennon dobrze słyszał, że u Berry’ego wszystko już było – riff, puls, bunt, styl i to poczucie, że muzyka nie musi stać na baczność. Może się śmiać, pędzić, drażnić i opowiadać o życiu tak, jak naprawdę brzmi na ulicy.

Zobacz też: Od tej piosenki zaczął się rock'n'roll? Historia powstania utworu "Maybelline"?

Eska rock: Tym utworem John Lennon chciał zmienić nastawienie świata. Historia powstania „Imagine”

Beatlesi nie wzięli się z próżni

W całej historii Beatlesów jest coś, o czym czasem zapomina się, kiedy patrzy się na nich już jak na pomnik. Zanim stali się zespołem, który zmienił muzykę popularną, byli chłopakami z Liverpoolu chłonącymi amerykański rock and roll. I Chuck Berry był dla nich jednym z najważniejszych drogowskazów. The Beatles oficjalnie wydali własną wersję „Roll Over Beethoven” na With The Beatles, a później nagrali także „Rock And Roll Music”, czyli kolejny numer Berry’ego wpisany w ich repertuar. Nie były to przypadkowe covery wrzucone na szybko – to były utwory, na których uczyli się energii, frazy i rockandrollowego rozpędu.

Zresztą nie tylko oni. Cała brytyjska inwazja w dużej mierze wyrosła na amerykańskich wzorcach, a Britannica wprost wskazuje, że brytyjscy nastolatkowie uczyli się rock and rolla właśnie m.in. na muzyce Berry’ego. To dlatego, kiedy Beatlesi i Stonesi wrócili z tym brzmieniem do Stanów, nie przynieśli niczego z kosmosu – oni oddali Ameryce jej własny ogień, tylko rozpalony na nowo.

Berry dał młodym zespołom coś jeszcze – konkret. Jego piosenki miały riff, który dało się zapamiętać po pierwszym przesłuchaniu, i rytm, który od razu kazał ruszyć nogą. Nie trzeba było kończyć szkoły muzycznej, żeby zrozumieć, że w tym jest moc. Wystarczyło chwycić gitarę i spróbować dogonić ten groove.

Lennon wiedział, że tu zaczyna się cała historia

W tym właśnie tkwi siła cytatu Lennona. On nie mówił tylko o swoim idolu. On stawiał pomnik człowiekowi, bez którego cała późniejsza historia rocka wyglądałaby inaczej. Bo Chuck Berry nie był tylko ważny. On był źródłowy. Amerykański nadawca publiczny przypomina, że jego wpływ słychać było w gitarowych zagrywkach, riffach, tekstach, sposobie opowiadania i samym nastawieniu całych pokoleń rockmanów. Nawet tam, gdzie późniejsze zespoły poszły już w psychodelię, hard rock albo ambitniejszy pop, ten pierwszy impuls wciąż dało się wyczuć pod skórą.

Jeśli Beatlesi stali się jedną z największych sił w historii muzyki, to wcześniej sami byli dzieciakami zasłuchanymi w gościu, który pokazał, że gitara może mówić językiem ulicy, a piosenka może mieć ten sam temperament co rozpędzony samochód. I może właśnie dlatego Chuck Berry do dziś działa na wyobraźnię tak mocno. Bo kiedy słuchasz jego numerów, słyszysz nie tylko starego mistrza. Słyszysz moment, w którym rock and roll naprawdę ruszył z miejsca – a cała reszta, z Lennonem i Beatlesami włącznie, pobiegła już za nim.

Galeria: John Lennon poza The Beatles. Oto TOP5 najlepszych solowych albumów artysty