Janick Gers pielęgnuje pamięć o ojcu. Gitarzysta Iron Maiden jest dumny z polskich korzeni

Janick Gers od ponad trzech dekad współtworzy legendarną grupę Iron Maiden i słynie z niezwykłej energii na scenie. Mało kto jednak wie, że za jego sukcesem stoi poruszająca historia polskiego oficera marynarki wojennej, który po wojnie musiał ułożyć sobie życie na emigracji. Muzyk na każdym kroku podkreśla swoje pochodzenie i regularnie odwiedza krewnych mieszkających nad Wisłą.

Gitarzysta Iron Maiden Janick Gers gra na scenie. O jego dumie z polskich korzeni przeczytasz na EskaRock.
Autor: adels/ CC BY-SA 2.0
Oto najlepsze metalowe albumy koncertowe w historii. Jakie tytuły wskazała sztuczna inteligencja?

Bolesław Gers i ucieczka przed komunistami. Historia polskiego marynarza

Fundamentem tożsamości gitarzysty Iron Maiden jest historia jego ojca, Bolesława Gersa. Był on oficerem Polskiej Marynarki Wojennej, który w 1939 roku po ataku Niemiec na Polskę zdołał przedostać się do Wielkiej Brytanii. Tam służył na polskich niszczycielach pod dowództwem brytyjskiej Royal Navy, biorąc udział w niebezpiecznych bitwach morskich na Oceanie Atlantyckim. Gdy wojna się skończyła w 1945 roku, Bolesław stanął przed dramatycznym wyborem. Wiedział, że powrót do Polski rządzonej przez komunistów wiąże się z ogromnym ryzykiem represji, a nawet więzienia, co spotkało wielu oficerów wracających z Zachodu.

Ostatecznie polski marynarz zdecydował się zostać na Wyspach i osiedlił się w portowym mieście Hartlepool. To właśnie tam poznał swoją przyszłą żonę i założył rodzinę, ciężko pracując w przemyśle stoczniowym, aby zapewnić dzieciom godny byt. Janick przyszedł na świat w 1957 roku i od małego słuchał opowieści o wojnie i utraconym kraju. Te lekcje pokory i szacunku do pracy miały ogromny wpływ na jego późniejszą karierę muzyczną.

Mój ojciec stracił swój kraj, musiał zaczynać wszystko od zera wśród obcych ludzi. To nauczyło mnie, by niczego w życiu nie brać za pewnik – stwierdził Janick Gers w rozmowie z magazynem Metal Hammer

Od "Janka" do Janicka. Jak ojciec wychował przyszłą gwiazdę rocka?

Mało kto wie, że imię gitarzysty to tak naprawdę zangielszczona wersja polskiego imienia "Janek". Bolesław Gers chciał, aby syn nosił w sobie polski ślad, ale jednocześnie wiedział, że chłopak musi odnaleźć się w brytyjskiej rzeczywistości. W tamtych czasach w Anglii nastroje wobec imigrantów bywały różne, dlatego w domu Gersów mówiło się głównie po angielsku. Janick nie nauczył się płynnie mówić w języku ojca, choć do dziś pamięta podstawowe zwroty, powitania i kilka mocniejszych słów, których Bolesław używał w chwilach zdenerwowania.

Gitarzysta często wspomina, że ojciec zaszczepił w nim etos ciężkiej pracy. W świecie rockandrolla, gdzie wielu muzyków szybko traci kontakt z rzeczywistością, Gers zawsze twardo stąpał po ziemi. Nigdy nie narzekał na trudy tras koncertowych, pamiętając, przez co musiał przejść jego ojciec, by w ogóle przeżyć. Ta dyscyplina i oddanie pasji sprawiły, że Janick stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych muzyków w historii heavy metalu, najpierw u boku Bruce’a Dickinsona w jego solowym projekcie, a od 1990 roku jako stały członek Iron Maiden.

Rodzinne zjazdy na zapleczu Iron Maiden. Janick Gers wraca do Polski

Po upadku komunizmu w 1989 roku kontakt z rodziną w Polsce stał się znacznie łatwiejszy. Janick zaczął odnajdywać swoich krewnych i nawiązywać z nimi bliskie relacje. Od lat każdy koncert Iron Maiden w naszym kraju jest dla niego okazją do wielkiego rodzinnego spotkania. Muzyk regularnie zaprasza swoje kuzynostwo i dalszą rodzinę na występy grupy, fundując im wejściówki VIP i spędzając z nimi czas za kulisami. Dla polskiej części rodziny Gersów te spotkania są powodem do dumy, a dla samego Janicka dowodem na to, że jego więź z ojczyzną przodków jest wciąż żywa.

Podczas koncertów w Warszawie, Łodzi czy Wrocławiu Janick zawsze wykazuje największy entuzjazm w kontaktach z fanami. To on najczęściej przejmuje od publiczności polskie flagi, które później dumnie wiesza na swoich wzmacniaczach lub zarzuca sobie na ramiona w trakcie grania solówek. Wokalista grupy, Bruce Dickinson, doskonale zna historię przyjaciela i często ze sceny dedykuje utwory Janickowi oraz jego polskiej rodzinie, co zawsze wywołuje ogromny aplauz publiczności.

Słowiańska krew na scenie i wizyty w miejscach pamięci

Styl gry Janicka Gersa jest unikalny i pełen ekspresji – muzyk biega po scenie, robi szpagaty i podrzuca swoją gitarę wysoko w powietrze. Zapytany kiedyś o to, skąd bierze tyle energii, zażartował, że to zasługa słowiańskiej krwi, która po prostu nie pozwala mu stać w miejscu. Ta żywiołowość stała się jego znakiem rozpoznawalnym i idealnie pasuje do historycznych, często wojennych tekstów Iron Maiden. Dzięki opowieściom ojca o bitwach morskich, Janick ma bardzo osobisty stosunek do utworów opowiadających o bohaterstwie i trudach wojny.

Prywatnie Janick interesuje się historią i przy okazji tras koncertowych po Polsce stara się odwiedzać ważne miejsca pamięci. Razem z kolegami z zespołu odwiedzał między innymi tereny dawnych obozów koncentracyjnych oraz muzea wojskowe, by oddać hołd ofiarom i lepiej zrozumieć losy ludzi takich jak jego ojciec. Choć urodził się i wychował w Anglii, Janick Gers udowadnia, że polskie korzenie to coś więcej niż tylko nazwisko – to system wartości i pamięć, którą niesie się przez całe życie, nawet na największych stadionach świata.