Nienawiść Black Francisa i Kim Deal. Jak ich wojna stworzyła brzmienie Pixies?
Każda wielka rockowa historia potrzebuje iskier, które podpalą scenę. W przypadku Pixies paliwem rakietowym okazała się toksyczna relacja między frontmanem Black Francisem a basistką Kim Deal. To właśnie ich wewnętrzna wojna, podsycana artystycznymi starciami i osobistymi animozjami, stała się fundamentem brzmienia, które zdefiniowało alternatywę lat 90. Charakterystyczna dynamika „cicho-głośno-cicho” była muzycznym echem ich relacji, rewolucjonizując przy tym całą muzykę gitarową. Ten sam konflikt, który dał światu przełomowy album „Doolittle” z 1989 roku, tykał pod powierzchnią niczym bomba zegarowa. Ostatecznie eksplodowała ona w postaci jednego z najbardziej zaskakujących rozpadów dekady, ogłoszonego przez lidera bez jakiejkolwiek wiedzy reszty składu.
Napięcie można było wyczuć niemal od samego początku. Kiedy w 1986 roku Charles Thompson i Joey Santiago szukali w Bostonie basisty, na ich drodze stanęła Kim Deal, która wcześniej nie miała z tym instrumentem nic wspólnego. Szybko jednak okazało się, że jej ambicje wykraczały daleko poza trzymanie rytmu. Deal chciała pisać własne utwory i mieć realny wpływ na kształt zespołu, ale natrafiła na twardy mur w postaci Francisa, który trzymał twórczą kontrolę w żelaznym uścisku. Ta walka o artystyczne terytorium zatruwała atmosferę w studiu, a sesje nagraniowe do „Doolittle” były naszpikowane kłótniami. Ówczesny mąż basistki, John Murphy, celnie podsumował, że dynamika w zespole płynnie „przeszła od samej zabawy do ciężkiej pracy”.
Francis rzucił w nią gitarą na scenie. Bunt Kim Deal i narodziny The Breeders
Wewnętrzne demony zespołu w końcu wydostały się ze studia i rozpętały prawdziwy sceniczny pożar na oczach fanów. Punktem zwrotnym stała się europejska trasa koncertowa w 1989 roku. Podczas występu w Stuttgarcie Francis cisnął gitarą w kierunku Deal, a zaledwie kilka dni później we Frankfurcie basistka odmówiła wyjścia na scenę. Ten akt buntu niemal kosztował ją miejsce w zespole. Jak wspominał gitarzysta Joey Santiago, po tym incydencie między muzykami zapadła grobowa cisza. Komunikacja została zerwana, a zespół przestał istnieć jako zgrany kolektyw.
Czując się coraz bardziej spychana na margines, Kim Deal znalazła wentyl bezpieczeństwa i artystyczną wolność poza macierzystą formacją. Jeszcze w 1989 roku, podczas przerwy w działalności Pixies, połączyła siły z Tanyą Donelly z Throwing Muses, tworząc projekt The Breeders. Zespół ten dał jej pełną swobodę twórczą, której tak brakowało jej pod dominacją Francisa. Okazało się to artystycznym nokautem. Po rozpadzie Pixies to właśnie album The Breeders „Last Splash” z 1993 roku pokrył się platyną, odnosząc większy sukces komercyjny niż jakakolwiek płyta jej poprzedniej kapeli.
Koniec ogłoszony w radiu, reszta dostała faks. Brutalne kulisy rozpadu Pixies
Ostatnie lata istnienia Pixies to kronika powolnej erozji geniuszu. Wydany w 1991 roku album „Trompe le Monde” wielu krytyków uważa za nieoficjalny solowy debiut Black Francisa, na którym wkład Kim Deal został zredukowany do absolutnego minimum. Czara goryczy przelała się podczas trasy z U2 w 1992 roku. Oto Pixies, ikony undergroundu gardzące blichtrem gwiazd rocka, musieli otwierać koncerty dla stadionowych gigantów, których show opierało się na kosztownych rekwizytach. Sam Francis przyznał po latach, że choć ich koncerty wciąż przyciągały tłumy, czuł, że zespół przestał się rozwijać i „może stawał się trochę nudny”.
Koniec nadszedł w sposób równie zimny i bezosobowy, jak relacje panujące w zespole od dłuższego czasu. W styczniu 1993 roku Black Francis w wywiadzie dla BBC Radio 5 po prostu ogłosił, że Pixies przestają istnieć. Joey Santiago dowiedział się o tym z telefonu, a Kim Deal i perkusista David Lovering otrzymali jedynie lakonicznego faksa. Tak zakończyła się historia grupy, której muzyka, inspirująca między innymi samego Kurta Cobaina, narodziła się z nienawiści, która finalnie ją strawiła. Francis po latach stwierdził, że być może udałoby się to wszystko uratować, gdyby „starsi ludzie wokół” zauważyli, że zespołowi potrzebny był zwykły urlop.