Sprawa Iwony Wieczorek. Przesłuchiwani będą funkcjonariusze służb?
Jak ustalił Onet, prokuratura przesłuchuje kolejne osoby w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek. Wśród wzywanych mają być także funkcjonariusze służb - informuje portal powołując się na nieoficjalne źródła. Szef małopolskiego wydziału ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji, prok. Eryk Stasielak, nie odniósł się jednak do tych doniesień.
Nie wiadomo, które dokładnie wątki są obecnie przedmiotem analizy jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych w Polsce, choć już wcześniej pojawiały się pytania dotyczące możliwego udziału policjantów.
Przypomnijmy, że w lutym bieżącego roku prok. Stasielak mówił „Faktowi”, że śledczy nadal przesłuchują świadków, w tym nowe osoby, które zgłosiły się po apelu w sprawie Iwony Wieczorek. Później, w rozmowie z innymi mediami, informował również o pojawieniu się w Trójmieście nowych, obiektywnych dowodów. Do Sopotu miał przyjechać prok. Tomasz Boduch, związany ze sprawą i posiadający doświadczenie zdobyte m.in. w Archiwum X.
- Nie chodzi o zeznania, a o coś materialnego - mówił prok. Stasielak.
Pod koniec roku zniesiono dozór dla Pawła P. Adwokat zabrał głos
Przypomnijmy, że pod koniec zeszłego roku podjęto decyzję o uchyleniu policyjnego dozoru oraz zakazu opuszczania kraju wobec Pawła P. - jedynego oskarżonego w sprawie Iwony. Mężczyzna został oskarżony o utrudnianie śledztwa w 2022 roku. Zarzuty dotyczyły m.in. niszczenia śladów, zacierania dowodów oraz składania fałszywych zeznań w sprawie zaginięcia gdańszczanki. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że nie ma żadnych przesłanek co do tego, jakoby mężczyzna brał udział z zaginięciu 19-latki w 2010 roku.
Adwokat mężczyzny mec. Krzysztof Woliński stwierdził wówczas, że w jego opinii od początku sprawa ta była "dęta". Z kolei sam Paweł P. skarżył się już wcześniej, że jest napastowany przez śledczych. W trakcie śledztwa mężczyzna był przesłuchiwany wielokrotnie. Działka jego dziadków, a także mieszkanie zostały dokładnie przeszukane.
Podkreślić trzeba jednak, że znajomy zaginionej podkreślał, iż w czasie zaginięcia Iwony przebywał w domu dziadków, co miało wyraźnie zostać przez nich potwierdzone. Zaznaczał jednak, że funkcjonariusze nie zabezpieczyli monitoringu spod budynku, mimo że – jak wspomniał w książce „Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw” autorstwa Marty Bilskiej i Mikołaja Podolskiego – sam miał o to zabiegać i tym samym niepodważalnie potwierdzić swoje alibi. Ostatecznie nagrania nigdy nie zostały zabezpieczone, a co za tym idzie - nie ma niezbitego dowodu, że mężczyzna się tam znajdował.
Sprawa Iwony Wieczorek. Rola Pawła P. i byłego chłopaka, Patryka G.
Przypomnijmy, że postać Pawła P. często pojawia się w w kontekście zaginięcia Iwony Wieczorek z 2010. To z nim, dwoma jego kolegami oraz przyjaciółką 19-latki, Adrią, Iwona bawiła się w Dream Clubie w nocy z 16 na 17 lipca. Nastrój dziewczyny miał się pogorszyć po otrzymaniu SMS-a z informacją, że jej były chłopak - Patryk G. (do którego prawdopodobnie wciąż coś czuła) przebywa w innym klubie i bawi się w towarzystwie innych dziewczyn.
Po zakończeniu imprezy i napiętej atmosferze w grupie, znajomi rozeszli się do domów, a Iwona zdecydowała się wracać pieszo, mimo że miała przed sobą długą drogę. O godz. 4.12 monitoring zarejestrował ją przy wejściu na plażę nr 63 w gdańskim Jelitkowie. To ostatni znany zapis z jej udziałem. Miejsce to znajduje się niedaleko jej domu, a jeszcze bliżej mieszkania byłego chłopaka, Patryka G.
Śledczym nie udało się jednak jednoznacznie ustalić, gdzie w chwili zaginięcia przybywał mężczyzna. Nie wiadomo także, w którym momencie dziewczyna mogła (najprawdopodobniej) stracić życie. Wiadomo jedynie, że o godz. 4.12 Iwona jeszcze żyła.
Jak zaznaczał nieżyjący już dziennikarz, Janusz Szostak, w przeciwieństwie do Pawła P., Patryk G. nie był tak szczegółowo sprawdzany ani wielokrotnie przesłuchiwany. Warto podkreślić też, że matka zaginionej podkreślała, że bardzo przeżył zniknięcie swojej byłej partnerki.