200 tysięcy złotych za pełen błędów raport "Marka Polska". W tle oskarżenia o wykorzystanie sztucznej inteligencji

2026-08-21 13:24

Dokument "Marka Polska", sfinansowany kwotą 200 tysięcy złotych przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, wywołuje ogromne oburzenie. Za projekt odpowiada pełnomocniczka rządu Barbara Mróz-Gorgoń, a obserwatorzy sugerują, że najeżony błędami tekst to wynik działania sztucznej inteligencji.

Sztuczna inteligencja może przynieść polskiej gospodarce 90 mld dol. rocznie!
Autor: Canva.com Zdjęcie poglądowe

Ministerstwo Sportu i Turystyki zapłaciło 200 tys. zł za raport. Prof. Barbara Mróz-Gorgoń krytykowana

Ogólnopolska debata na temat gospodarowania państwowymi funduszami wybuchła po serii internetowych publikacji. Rzecz dotyczy opracowania „Marka Polska - podstrategia turystyczna”, którego przygotowanie zostało wycenione przez resort sportu w rządzie Donalda Tuska na okrągłe 200 tysięcy złotych. Pod tym materiałem widnieje nazwisko wyłącznie jednej osoby. Jako kierownik merytoryczny podpisała się pod nim prof. Barbara Mróz-Gorgoń, czyli pełnomocniczka premiera do spraw promocji polskiej marki i sekretarz stanu we wspomnianym ministerstwie.

Dziennikarze portalu Wirtualna Polska zwrócili uwagę, że całą dyskusję zainicjował działacz Instytutu Sobieskiego Sebastian Meitz. Mężczyzna zamieścił na platformie X wpis z bezpośrednimi pytaniami do autorki, które napędziły aferę. Analityk zastanawiał się głośno, czy państwowa instytucja faktycznie przelała 200 tysięcy złotych za materiał wygenerowany maszynowo i czy to AI ma teraz kształtować polską markę.

Początkowa fala krytyki skupiła się głównie na skrajnym braku rzetelności oraz fatalnym warsztacie pisarskim. Recenzenci momentalnie wychwycili chaotyczną numerację, nieprowadzące donikąd przypisy oraz niewiarygodną bibliografię, w której w ogóle nie umieszczono dat powstania przytaczanych tekstów. Błyskawicznie zaczęto głośno podejrzewać, że sowicie opłacone dzieło to po prostu niesprawdzony przez żadnego redaktora produkt działania bota.

Całą tę sytuację bardzo brutalnie podsumował sam inicjator dyskusji. Według Sebastiana Meitza sprawa jest jasna. Na stole leży wątpliwej jakości tekst, za który ze środków publicznych zapłacono gigantyczną kwotę 200 tysięcy złotych, a za całe przedsięwzięcie ręczy własnym nazwiskiem urzędniczka wysokiego szczebla.

Liczne błędy w raporcie o polskiej turystyce. Dokument "Marka Polska" pełen absurdów

Zgłębianie treści przez specjalistów i internautów szybko obnażyło znacznie poważniejsze wpadki. Lektura całości udowodniła, że kontrowersyjny tekst aż roi się od potężnych potknięć logicznych, merytorycznych i językowych. Stylistyka rzadko przypomina tam naturalną polszczyznę, będąc raczej dziwnym zlepkiem niezliczonych literówek, anglicyzmów i specyficznej nowomowy.

Już sam nagłówek jednego z fragmentów, zatytułowany „Pracowitość i reziliencje”, budzi ogromny niepokój, gdyż jest to niezdarna kalka angielskiego terminu oznaczającego odporność. To jednak zaledwie wstęp do ogromnej liczby absurdów. W rządowym dokumencie możemy natrafić na sformułowania budzące prawdziwe zdumienie:

  • ludzie z młodego pokolenia nazywani są „polilingwalnymi”,
  • zamiast o wycenie startupów mowa o ich „wartościowaniu”,
  • zwykły chleb z mąki żytniej zyskał miano „tradycyjnej chlebowości”,
  • w tekście roi się od niepoprawionych literówek, według których rodacy są „zadrośni” i bywają „hejtercami”, a krajowe atrakcje naturalne podsumowują „Polskie płaskizy”.

Co gorsza, twórczyni strategii potrafi nagle zmienić język w połowie wypowiedzi, tworząc sztuczne i całkowicie niepoprawne konstrukcje w stylu „Despite rzeczywistych osiągnięć”.

Kwestie faktograficzne prezentują się równie dramatycznie. Na kartach publikacji stwierdzono, że Nagroda Nobla trafiła do „5 Polaków”, po czym przywołano zaledwie trzy nazwiska, czyli Olgę Tokarczuk, Marię Skłodowską-Curie oraz Wisławę Szymborską. Całkowicie zapomniano o uwzględnieniu Lecha Wałęsy, Czesława Miłosza, Henryka Sienkiewicza i Władysława Reymonta. Prawda jest taka, że to prestiżowe wyróżnienie odebrało siedmioro naszych rodaków, a słynna chemiczka zdobyła je dwukrotnie.

Plik zawiera ponadto mocno dyskusyjne wnioski. Twórczyni upiera się, że narody mocno doświadczone w przeszłości, takie jak Izrael czy Niemcy, porzuciły opieranie własnej narracji na cierpieniu. Fakty mocno temu przeczą. Zarówno izraelska racja stanu, jak i niemieckie upamiętnianie Holokaustu (Erinnerungskultur) stanowią absolutny fundament ich wizerunku na arenie międzynarodowej. Z dokumentu wynika z kolei, że gigantyczną wadą naszego społeczeństwa jest „głębokie zakorzenienie w historii sufferingu”.

Szlamo-raport za państwowe pieniądze. Radosław Fogiel i publicyści o pracy prof. Mróz-Gorgoń

Zamieszczenie tego materiału w sieci oraz nagłośnienie całego incydentu przez Sebastiana Meitza wyzwoliło w sieci gigantyczną awanturę. Obserwatorzy sceny publicznej, w tym politycy, eksperci i pracownicy mediów, bezlitośnie skrytykowali opracowanie. W większości recenzji przewijało się to samo ostre oskarżenie, według którego przedstawione strony stanowią owoc bezrefleksyjnej pracy modelu językowego.

Przedstawiciele mediów są absolutnie przekonani, że szeroko krytykowany plik „Marka Polska” stanowi książkowy przykład zjawiska „AI slop”. Terminem tym nazywa się fatalnej jakości tekst stworzony przez bota bez żadnej późniejszej redakcji. Zdecydowana większość oburzonych osób wprost mówi o wizerunkowej kompromitacji oraz o bezsensownym trwonieniu budżetu państwa.

Do dyskusji włączył się reprezentant Prawa i Sprawiedliwości Radosław Fogiel. Zauważył on sarkastycznie, że w obliczu tak wielkiej afery internetowe konta autorki zapewne szybko przestaną istnieć. Polityk opisał udostępniony plik jako zwykły bełkot maszyny, za produkcję którego gabinet Donalda Tuska niestety „sowicie opłacił”.

W bardzo zbliżonym, pełnym żalu tonie, całą sprawę skomentował również znany dziennikarz Radosław Ditrich.

Przeczytałem ten raport. Tutaj nie ma wątpliwości - to jest AI slop. Właśnie przewaliliśmy 200 tys. zł publicznych pieniędzy, aby wygenerować to g***o. Brak słów. Nie wstyd Pani Barbaro Mróz-Gorgoń? - pytał Radosław Ditrich.

W dyskusji internetowej wypowiedział się także korespondent gazety „The Guardian”, czyli znany w branży Jakub Krupa.

Jego oburzenie w pełni podzielił Wojtek Kardyś. Znany publicysta również dostrzegł na łamach dokumentu widoczne „halucynacje i AI artefakty”. Mężczyzna nie potrafił ukryć zdziwienia, że nikt w resorcie nie wyłapał usterek przed publikacją. W tym samym czasie pozostali użytkownicy sieci punktowali następne kurioza językowe.

Fale nieprzychylnych opinii spływają ze wszystkich stron. Specjaliści z branży punktują, że nawet prymitywne skopiowanie cudzej pracy wymagałoby większego zaangażowania niż zaprezentowany „szlamo-raport”. Skandal z opracowaniem wycenionym na 200 tysięcy złotych wyrasta obecnie na jaskrawy symbol braku jakiejkolwiek kontroli nad publiczną kasą oraz lekceważącego stosunku do kluczowej strategii budowy wizerunku państwa. Do tej pory prof. Barbara Mróz-Gorgoń oraz władze Ministerstwa Sportu i Turystyki uparcie milczą w obliczu tych poważnych oskarżeń.

Jesteś mądrzejszy niż sztuczna inteligencja? Rozwiąż quiz i sprawdź!
Pytanie 1 z 10
Które państwo było pierwszym, które uznało niepodległość Stanów Zjednoczonych?
AI na dyżurze: jak sztuczna inteligencja usprawnia pracę szpitali
Źródło: 200 tysięcy złotych za pełen błędów raport "Marka Polska". W tle oskarżenia o wykorzystanie sztucznej inteligencji