Jak David Lynch zainfekował rocka? NIN i Manson byli pierwsi w kolejce
Surrealistyczny, gęsty i niepokojący wszechświat Davida Lyncha nie dał się zamknąć w kinowej sali. Jego mroczna estetyka z impetem wdarła się w tkankę rocka alternatywnego lat 90., dostarczając artystom zupełnie nowego języka do opisywania psychologicznego mroku. Tacy gracze jak Nine Inch Nails czy Marilyn Manson odnaleźli w „lynchowskiej” wizji bratnią duszę, świadomie adaptując jej oniryczny niepokój, industrialne pejzaże dźwiękowe i szokujące zderzenia piękna z grozą. To właśnie ta synergia stała się wzorcem z Sevres dla muzycznej eksploracji najciemniejszych zakamarków ludzkiej psychiki, definiując brzmienie i wizerunek całej dekady. Jak się okazało, ten artystyczny sojusz nie był dziełem przypadku, a serią doskonale przemyślanych, potężnych kolaboracji.
Soundtrack, który wylansował Rammstein. Trent Reznor nienawidził z niego własnego utworu!
Punktem zwrotnym, który na stałe wpisał się w historię rocka, okazała się ścieżka dźwiękowa do filmu „Zagubiona autostrada” z 1997 roku. Za jej sterami stanął nie kto inny jak Trent Reznor z Nine Inch Nails, który postawił sobie za cel zbudowanie solidnego mostu między awangardowym kinem a mainstreamową alternatywą. Chciał, by album trafił zarówno do fanów Lyncha stroniących od popkultury, jak i do dzieciaków z MTV, które sięgną po płytę dla świeżego kawałka NIN. Na pokładzie znalazła się prawdziwa śmietanka ówczesnej sceny: Nine Inch Nails, Marilyn Manson, The Smashing Pumpkins oraz, co kluczowe, nieznany szerzej poza Niemcami Rammstein. Ten soundtrack stał się ostatecznym dowodem na to, jaką moc generuje zderzenie wizji kultowego reżysera z gitarowym pazurem czołówki alternatywy.
To właśnie Lynch otworzył Rammsteinowi drzwi do międzynarodowej kariery. Wrzucenie na ekran brutalnych utworów „Rammstein” i „Heirate Mich” wystrzeliło zespół na zupełnie nową orbitę, gwarantując im zaproszenie na legendarną trasę Family Values Tour w 1998 roku u boku Korna i Limp Bizkit. Sam soundtrack okazał się strzałem w dziesiątkę również komercyjnie. Album wbił się na 7. miejsce listy Billboard 200 i pokrył złotem w Stanach, udowadniając, że mroczna estetyka potrafi nieźle zarobić. Jak na ironię, sam Trent Reznor przez lata szczerze nie cierpiał swojego utworu „The Perfect Drug” i kategorycznie odmawiał grania go na żywo. Kawałek doczekał się scenicznego debiutu dopiero po ponad dwóch dekadach, we wrześniu 2018 roku.
Teledyski dla NIN, przyjaźń z Mansonem i krytyka. Jak głęboko Lynch wszedł w rocka?
„Zagubiona autostrada” to jednak zaledwie jeden z przystanków na tej mrocznej trasie. Już wcześniej atmosferyczna muzyka z serialu „Miasteczko Twin Peaks”, która mieszała jazzowy puls z dream popową mgiełką i niepokojącymi plamami ambientu, stała się dźwiękowym fundamentem dla niezliczonych alternatywnych produkcji. Reżyser osobiście chwytał za kamerę, by tworzyć teledyski dla rockowych gigantów, wstrzykując swój surrealistyczny styl w klipy Nine Inch Nails do „Came Back Haunted” czy Chrisa Isaaka do „Wicked Game”. Te relacje często wykraczały poza czysto zawodowe ramy. Lynch napisał wstęp do autobiografii Marilyna Mansona, a Nine Inch Nails zameldowali się na scenie w jednym z odcinków „Twin Peaks: Powrót” w 2017 roku, zamykając pewną symboliczną klamrę.
Oczywiście, tak głęboka artystyczna relacja nie mogła obejść się bez kontrowersji. Pojawiły się głosy krytyków, że w rękach niektórych muzyków „lynchowska” estetyka stała się jedynie zbiorem efektownych, lecz pustych klisz, gubiąc gdzieś po drodze oryginalną głębię. John Balance z legendarnego zespołu Coil sugerował nawet, że dobór kapel do „Zagubionej autostrady” był podyktowany bardziej kalkulacją i chęcią zysku niż artystyczną spójnością. Niezależnie od tych debat, jedno jest pewne: David Lynch dał rockowi alternatywnemu lat 90. potężny zestaw narzędzi do malowania najmroczniejszych pejzaży dźwiękowych. Reżyser nie tylko podkręcił głośność w kinie, ale otworzył muzykom drzwi do zupełnie nowych, niepokojących światów. A echa zza tych drzwi słychać w muzyce do dziś.