Wes Borland w poruszającym wyznaniu o zmarłym basiście Limp Bizkit. "Straciliśmy część naszego DNA"
W połowie października 2025 roku zmarł Sam Rivers, basista i współzałożyciel amerykańskiej formacji Limp Bizkit. Muzyk miał zaledwie 48 lat. Informacja o jego przedwczesnym odejściu, bez dwóch zdań, wstrząsnęła fanami grupy na całym świecie.
Kilka miesięcy po tej bolesnej stracie, gitarzysta grupy, Wes Borland, przerwał milczenie. W rozmowie z serwisem Heavy Consequence postanowił powspominać zmarłego basistę.
Był dla mnie jak rodzina. Postaram się nie rozpłakać... To po prostu tak, jakbyśmy stracili część naszego DNA. Na ten moment to wciąż zbyt trudne, by rozmawiać o tym głębiej – wyznał muzyk.
Borland podkreślił, że jego wkładu w zespół nie da się przeliczyć na żadne pieniądze, a styl gry na basie, który prezentował, był jedyny w swoim rodzaju. – Sam jest osobą nie do zastąpienia. Był bijącym sercem tego zespołu. To szalone, kiedy się o tym mówi... To niezwykle emocjonalne. Myślę, że kiedy to się stało w zeszłym roku, wszyscy byliśmy w stanie głębokiego szoku. Dopiero teraz, tak naprawdę, przechodzimy prawdziwą żałobę – dodał gitarzysta Limp Bizkit.
Muzycy Limp Bizkit, pomimo śmierci basisty, kontynuują działalność (na początku czerwca 2026 zagrali m.in. w krakowskiej Tauron Arenie w Krakowie; relację z tego występu znajdziecie na naszej stronie). Obowiązki basisty przejął Richie Buxton. Wes Borland niezwykle ciepło wypowiada się o nowym koledze z zespołu.
– Mamy ogromne szczęście, że jest z nami Richie. To świetny muzyk i po prostu wspaniały facet. Zamierzamy trzymać się go tak długo, jak to możliwe, ponieważ gra też w zespole ze swoją żoną, Eccą Vandal, i radzą sobie naprawdę świetnie, a ich kariera nabiera ogromnego rozpędu – podsumował gitarzysta we wspomnianym wywiadzie.
Obecnie grupa koncertuje na Starym Kontynencie. Później będzie natomiast grała w Kanadzie oraz Stanach Zjednoczonych.