Beatlesi w fartuchach rzeźników. Dlaczego ta okładka zniknęła w 24 godziny?
Był czerwiec 1966 roku, a Beatlemania trzęsła Ameryką w posadach. Nikt jednak nie spodziewał się, że Czwórka z Liverpoolu szykuje prawdziwe trzęsienie ziemi, które wstrząśnie rynkiem muzycznym. Kiedy na sklepowe półki trafił album „Yesterday and Today”, fani zamiast uśmiechniętych idoli zobaczyli scenę jak z koszmaru. Muzycy, odziani w białe, rzeźnickie fartuchy, z psychodelicznym uśmiechem prezentowali surowe kawałki mięsa i poćwiartowane lalki. Fotografia autorstwa Roberta Whitakera wywołała natychmiastową burzę. Dystrybutorzy i sprzedawcy uznali okładkę za wyjątkowo niesmaczną i kategorycznie odmówili eksponowania płyty. Reakcja była tak gwałtowna, że wytwórnia Capitol Records wcisnęła przycisk paniki i już po jednym dniu nakazała wycofanie całego nakładu ze sprzedaży.
Wytwórnia odpaliła bezprecedensową akcję pod kryptonimem „Operacja Retrieve”, której celem było odzyskanie z rynku wszystkich 750 000 egzemplarzy. Cała operacja kosztowała Capitol Records zawrotną na tamte czasy kwotę 250 000 dolarów, co dziś przekłada się na ponad 2,4 miliona dolarów. Te gigantyczne koszty sprawiły, że album, który miał być kolejnym złotym strzałem, początkowo przyniósł wytwórni straty. Paradoks polegał na tym, że pomimo całego zamieszania płyta wbiła się na szczyt listy przebojów Billboard, okupując go przez pięć tygodni i ostatecznie rozchodząc się w ponad dwumilionowym nakładzie.
John Lennon ją kochał, George nienawidził. Skąd wziął się ten krwawy pomysł?
Skąd w ogóle wziął się ten krwawy pomysł, który wyprzedził o dekady estetykę punka i metalu? Wszystko zaczęło się 25 marca 1966 roku podczas sesji zdjęciowej w Londynie, którą prowadził ulubiony fotograf zespołu, Robert Whitaker. Zainspirowany pracami surrealisty Hansa Bellmera, Whitaker zaplanował artystyczny happening zatytułowany „A Somnambulant Adventure”. Miał to być jego komentarz do duszącego kultu sławy, który otaczał Beatlesów. Inne ujęcia z tej sesji były równie odjechane. Na jednym z nich George Harrison wbijał gwóźdź w głowę Johna Lennona, co miało symbolizować, że członkowie zespołu są „tak solidni jak kawałek drewna” i nie należy traktować ich jak bóstw.
Przez lata narosło kłębowisko teorii na temat prawdziwego znaczenia „rzeźnickiej” okładki. Najpopularniejsza głosiła, że był to ostry protest przeciwko praktykom Capitol Records, która bezlitośnie „ćwiartowała” ich brytyjskie albumy na potrzeby amerykańskiego rynku. Sam Whitaker zaprzeczał, twierdząc, że pomysł był w całości jego. Paul McCartney sugerował, że zdjęcie było komentarzem do wojny w Wietnamie. Największym fanem okładki był John Lennon, który do końca jej bronił, mówiąc, że to wyraz „zniechęcenia i niechęci do robienia kolejnej rzeczy Beatlesów”. Z kolei George Harrison po latach skwitował całą koncepcję jako „obrzydliwą, głupią i naiwną”.
Twoja płyta Beatlesów jest warta fortunę? Sprawdź, czy masz czarny trójkąt Ringo
Zamiast puścić z dymem zwrócone egzemplarze, szefowie Capitol Records wpadli na genialne w swojej prostocie rozwiązanie. Pracownikom fabryki polecono nakleić na kontrowersyjną grafikę nową, grzeczną fotografię z zespołem pozującym przy kuferku podróżnym. Tak narodził się kolekcjonerski Święty Graal, a okładka „Yesterday and Today” zaczęła funkcjonować w trzech legendarnych „stanach”. „Pierwszy stan” to mityczny, oryginalny egzemplarz z rzeźnią na froncie. „Drugi stan” to wersja z naklejoną nową grafiką, a „trzeci stan” to egzemplarz, z którego komuś udało się z chirurgiczną precyzją odkleić wierzchnią warstwę. Wytrawni poszukiwacze potrafią rozpoznać „drugi stan”, wypatrując czarnego trójkąta podkoszulka Ringo Starra, który subtelnie prześwituje przez nową okładkę.
Komercyjna katastrofa przerodziła się w żyłę złota dla kolekcjonerów, a ceny oryginalnych okładek osiągają dziś astronomiczne kwoty. Za absolutne białe kruki uchodzą tak zwane „Livingston Butchers”, czyli 24 egzemplarze, które szef Capitolu, Alan Livingston, zabrał do domu tuż przed operacją zaklejania. W 2016 roku jeden z egzemplarzy „pierwszego stanu” sprzedano na aukcji za rekordowe 125 000 dolarów, a w 2019 roku osobista kopia Johna Lennona poszła pod młotek za 179 200 funtów. W ten sposób okładka, która miała zniknąć z historii w ciągu jednego dnia, stała się nieśmiertelnym symbolem buntu. To najlepszy dowód na to, że w rock'n'rollu największe skandale starzeją się jak najlepsze wino.