Dlaczego The Residents od 50 lat ukrywają się za maskami gałek ocznych?
W rockowym panteonie, gdzie blask fleszy i kult jednostki są na porządku dziennym, istnieje zespół, który od ponad pięćdziesięciu lat gra według własnych zasad. Amerykański kolektyw The Residents to prawdziwi mistrzowie konspiracji, którzy wynieśli anonimowość na poziom sztuki. Ich cała działalność kręci się wokół fundamentalnej zasady znanej jako „Teoria Zaciemnienia”, która głosi, że artysta tworzy najlepsze dzieła, gdy jest całkowicie odcięty od presji i oczekiwań publiczności. Zamiast więc pozować na okładkach, muzycy od dekad chowali się za groteskowymi maskami, a ich wizytówką stały się gigantyczne gałki oczne zwieńczone cylindrami. W ten sposób cała uwaga odbiorcy zostaje precyzyjnie przekierowana z twórcy na jego dzieło, co stanowi twardy rdzeń ich artystycznej tożsamości.
Początki tej niezwykłej koncepcji sięgają wczesnych lat 70. Sama nazwa grupy to zresztą dzieło czystego przypadku. Gdy wytwórnia Warner Bros. odrzuciła ich taśmę demo, na kopercie zwrotnej widniał jedynie napis „dla mieszkańców” (ang. Residents) pod wskazanym adresem. I tak już zostało. Jednak od samego początku anonimowość nie była przypadkowa, lecz stanowiła świadomie obraną ścieżkę. To właśnie ta filozofia dała im wolność, o jakiej inni mogli tylko pomarzyć i pozwoliła nagrać ponad sześćdziesiąt albumów, bez strachu eksplorując najbardziej awangardowe rejony muzyki, nie oglądając się na komercyjny osąd czy kult jednostki.
Parodia The Beatles i Hitler z marchewką. Największe prowokacje The Residents
Twórczość The Residents od samego początku naszpikowana była prowokacją i artystyczną bezkompromisowością, która niejednego przyprawiła o zawrót głowy. Ich debiutancki album „Meet the Residents” z 1974 roku był bezczelną parodią okładki płyty „Meet the Beatles!”, na której twarze legendarnej czwórki z Liverpoolu zastąpiono wizerunkami krewetek. Dwa lata później podkręcili głośność kontrowersji do jedenastu, wydając album „The Third Reich 'n Roll”. Jego oprawa graficzna, bezpardonowo żonglująca nazistowską symboliką z postacią przypominającą Adolfa Hitlera z marchewką w dłoni, wywołała prawdziwą burzę. Pośród tej awangardowej kanonady, ich pokręcona wersja „(I Can't Get No) Satisfaction” z repertuaru The Rolling Stones nieoczekiwanie wbiła się na brytyjskie listy przebojów nowej fali, przynosząc im zaskakujący sukces komercyjny.
Ich legendarny wizerunek sceniczny wykrystalizował się na dobre w 1979 roku przy okazji premiery konceptualnego albumu „Eskimo”. To właśnie na jego okładce świat po raz pierwszy zobaczył ikoniczne maski w kształcie gałek ocznych. Choć początkowo miał to być tylko jednorazowy chwyt promocyjny, stały się one nieodłącznym elementem tożsamości grupy. The Residents okazali się też pionierami w wykorzystywaniu nowych technologii, śmiało eksperymentując z wczesnymi formami nośników CD-ROM i tworząc projekty multimedialne. Ich artystyczny wkład został ostatecznie przypieczętowany, gdy nowojorskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej (MoMA) włączyło ich prace do swojej stałej kolekcji.
Kim naprawdę są The Residents? Śmierć kompozytora ujawniła część tajemnicy
Nawet najszczelniejsza maska może jednak z czasem zacząć pękać. Utrzymanie pełnej anonimowości przez pół wieku okazało się misją niemal niemożliwą, a wizerunek grupy zaczął ewoluować. W latach 2010-2016 zespół lekko uchylił rąbka tajemnicy, wprowadzając na scenę fikcyjne postacie o imionach Randy, Chuck i Bob, co dla części najbardziej zagorzałych fanów było ciosem prosto w serce i zdradą ideałów. Mgła tajemnicy zgęstniała jeszcze bardziej po śmierci Hardy'ego Foxa w 2018 roku. Homer Flynn, wieloletni rzecznik prasowy grupy i współzałożyciel The Cryptic Corporation, potwierdził, że Fox był głównym kompozytorem i mózgiem całej operacji, ale tożsamość muzyków wcielających się w sceniczne postaci wciąż pozostała za kulisami.
Film dokumentalny „Theory of Obscurity” z 2015 roku pozwolił co prawda zajrzeć do archiwów zespołu, ale nie dał ostatecznych odpowiedzi. Przez lata powstało mnóstwo teorii, jednak The Cryptic Corporation od 1976 roku działa jak niezawodna tarcza, chroniąc artystów przed światem i skutecznie podtrzymując mit. Dziedzictwo The Residents to zatem znacznie więcej niż awangardowa muzyka i ponad 60 albumów na koncie. To dowód na to, że sztuka może bronić się sama, bez potrzeby pokazywania twarzy i pozostawać fascynującą zagadką nawet po pięćdziesięciu latach działalności.