RATM usłyszeli: „Bez względu na wszystko, nie przestawajcie grać”.
Są w historii rocka takie momenty, które na zawsze zmieniają zasady gry. Dokładnie to wydarzyło się 26 stycznia 2000 roku na schodach nowojorskiego Federal Hall, gdzie plan zdjęciowy zamienił się w prawdziwe pole bitwy. Kręcąc teledysk do utworu „Sleep Now in the Fire”, Rage Against the Machine pod dyrekcją Michaela Moore'a rozpętało istne piekło w świątyni kapitalizmu. Gdy reżyser, sprowokowany policyjną interwencją, rzucił w tłum hasło „Zdobądźcie nowojorską giełdę!”, około 200 fanów ruszyło na szturm. Sytuacja nabrała takiej temperatury, że władze NYSE w panice aktywowały tytanowe wrota bezpieczeństwa, zamykając giełdę na godzinę przed czasem. To był pierwszy raz, kiedy gitarowe riffy okazały się potężniejsze niż giełdowe indeksy i dosłownie zatrzymały finansowe serce świata.
Cała akcja od samego początku balansowała na ostrej krawędzi. Zespół miał co prawda oficjalne pozwolenie na zagranie na schodach Federal Hall, ale dokument nie obejmował ani chodnika, ani ulicy. Dyrygentem tego kontrolowanego chaosu był oczywiście Moore, znany ze swoich prowokacyjnych metod. Wydał muzykom jeden, ale za to cholernie konkretny rozkaz: „Bez względu na wszystko, nie przestawajcie grać”. To bojowe hasło okazało się iskrą, która podpaliła lont i zamieniła zwykły teledysk w akt obywatelskiego nieposłuszeństwa. Pikanterii całej sytuacji dodawał fakt, że zaledwie dzień wcześniej burmistrz Rudy Giuliani buńczucznie oświadczył, że RATM „nie zagra na Wall Street”, co tylko podkręciło napięcie i medialny szum wokół wydarzenia.
Szturm na giełdę był ustawką Michaela Moore'a? Prawda o klipie RATM
Klip do „Sleep Now in the Fire”, drugiego singla z potężnego albumu „The Battle of Los Angeles”, był czymś znacznie więcej niż tylko muzycznym obrazkiem. Moore zderzył w nim surową energię grającego na żywo zespołu z prześmiewczą parodią teleturnieju „Who Wants to Be a Millionaire?”, którą ochrzcił adekwatnym tytułem „Who Wants to Be Filthy F#&%ing Rich?”. Ten wizualny pocisk idealnie trafił w cel, jakim był tekst utworu, bezlitośnie punktujący amerykański imperializm i globalne nierówności. Co ciekawe, gdzieś w tym całym zamieszaniu kamery uchwyciły transparent z napisem „Donald Trump na prezydenta”, co po latach zabrzmiało jak ponury chichot historii.
Jak to bywa z rockowymi legendami, także i ta ma swoje niedopowiedzenia. Autentyczność całego zdarzenia do dziś jest tematem dyskusji. Według magazynu „Green Left”, giełdowy handel faktycznie zamarł na ponad dwadzieścia minut. Z kolei Mark Schone z magazynu „Spin” upierał się, że obrót papierami wartościowymi nigdy nie ustał, a Moore celowo podkoloryzował narrację, aby wywołać maksymalny konflikt. Do dziś nie wiadomo, czy szturm na giełdę był spontanicznym zrywem wkurzonego tłumu, czy raczej mistrzowsko zaplanowanym elementem reżyserskiej wizji, który miał podbić medialne echo.
Ostatni bunt klasycznego składu
Burza, którą rozpętał zespół, przetoczyła się przez całą Amerykę, a reakcje były natychmiastowe i skrajne. Sam George W. Bush poczuł się w obowiązku potępić grupę podczas debaty prezydenckiej, a republikański polityk Gary Bauer okrzyknął ją „antyrodzinną” i „proterrorystyczną”. Dla kapeli takiej jak RATM, podobne słowa z ust establishmentu brzmiały jak najlepsze recenzje. Mimo wszystko, a może właśnie dzięki temu, teledysk do „Sleep Now in the Fire” zapisał się w kanonie najważniejszych klipów w historii rocka. Ostatecznie system mógł wlepić Michaelowi Moore'owi jedynie mandat za filmowanie bez pozwoleń, co tylko podkreśliło symboliczną wygraną artystów.
Dlaczego Zack de la Rocha rzucił Rage Against The Machine?
Paradoksalnie, ten historyczny moment buntu i jedności był jednocześnie zapowiedzią końca pewnej epoki. Zaledwie kilka miesięcy później, w październiku 2000 roku, na zespół spadł potężny cios. Wokalista Zack de la Rocha ogłosił swoje odejście, jako powód podając całkowitą porażkę procesu decyzyjnego w grupie. Choć Tom Morello do dziś wspomina akcję na Wall Street jako „historyczne zwycięstwo nad złem”, de la Rocha nigdy publicznie jej nie skomentował. Potężny riff, który na moment zatrzymał machinę finansową świata, okazał się jednym z ostatnich, jakie zespół zagrał w swoim klasycznym składzie. Maszyna gniewu pokonała system, ale nie zdołała ocalić samej siebie.