Perkusista Matt Cameron w poruszający sposób wspomina Chrisa Cornella. "Miał w sobie ten czynnik X"
Chris Cornell to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych i najbardziej charakterystycznych głosów w historii muzyki rockowej. Osiągał czterooktawową skalę głosu i słynął z potężnego, ekspresyjnego wokalu. Niestety, Cornella już z nami nie ma. Lider amerykańskiej formacji Soudngarden, który rozwijał także karierę solową, targnął się na swoje życie 18 maja 2017 roku. Miał 52 lata.
W najnowszym wywiadzie u Deana Delraya perkusista Matt Cameron, który występował z Cornellem w Soundgarden, podzielił się poruszającymi wspomnieniami o zmarłym wokaliście, jego niezwykłym talencie i procesie przeżywania żałoby. Muzyk przyznał, że wokalista wyróżniał się z tłumu od samego początku.
Chris po prostu miał w sobie ten czynnik X, którego nie da się nauczyć na żadnej uczelni muzycznej. To kwestia charyzmy, ale też... pewnego poczucia tożsamości, świadomości tego, kim jesteś i co chcesz zrobić z konkretnym obszarem swojego życia. Miał to w sobie od samego początku, a przy tym harował jak wół. [...] Wywoływał w ludziach niesamowite wrażenie. Kiedy ktoś z takim rodzajem charyzmy wchodzi do pomieszczenia, myślisz sobie po prostu: "Kto to jest?". W jakiś sposób czujesz, jak cała energia w pokoju ulega zmianie – stwierdził Cameron.
Śmierć Cornella była, rzecz jasna, ogromnym ciosem dla członków Soundgarden. – Brakuje mi go. Myślę o nim. Chciałbym, żeby wciąż tu był. Wiecie, chciałbym móc z nim jeszcze porozmawiać czy coś. Kiedy coś takiego dotyka rodzinę – a my zdecydowanie byliśmy rodziną – zostajesz ze wszystkimi tymi etapami żałoby. Jednym z głównych jest pytanie: "Dlaczego? Czy mogłem zrobić coś inaczej?". Kiedy więc osobiście przepracowałem ten etap, zacząłem to lepiej przyswajać. To uniwersalna rzecz, ale... nie ma żadnego podręcznika, który mówiłby, jak przez to przejść – podsumował perkusista.
Co dzieje się z nowym albumem Soundgarden? Mary Cameron przekazał wieści
Muzycy Soundgarden cały czas pracują nad nowym materiałem, na którym znajdą się ścieżki wokalne nagrane przez Chrisa Cornella przed śmiercią. Pieczę producencką nad płytą objął Terry Date.
Prace opierają się na nagraniach z prób oraz osobistych wersjach demonstracyjnych zarejestrowanych przez wokalistę. Zespół dysponuje łącznie ośmioma utworami z nagranymi wokalami.
– To w zasadzie wszystko, co mamy z wokalami. Zostało nam też trochę materiału instrumentalnego, nad którym Kim [Thayil, gitarzysta - przy[. red.] chciałby jeszcze popracować. Nie mamy jeszcze konkretnej daty premiery. Chcemy po prostu skupić się na dokończeniu miksów i dociągnięciu tego projektu do linii mety. Robimy to krok po kroku, bo dojście do tego miejsca było naprawdę długim i trudnym procesem – wyznał Cameron w Let There Be Talk. Thayil zdradził, że wydawnictwo ma się ukazać na rynku w 2027.
Przypomnijmy, że na ten moment dyskografię zespołu zamyka krążek King Animal z 2012 roku.