Spis treści
Śmierć Phila Campbella. Rodzina gitarzysty Motörhead przekazała tragiczne wieści
Fani ciężkich brzmień na całym świecie przyjęli w sobotę, 14 marca 2026 roku, niezwykle bolesną wiadomość. Bliscy Phila Campbella oficjalnie poinformowali o odejściu wybitnego muzyka, który przez dekady współtworzył potęgę brytyjskiej formacji Motörhead. Ceniony instrumentalista zmarł w godzinach wieczornych, przebywając na oddziale intensywnej terapii. Jego organizm nie poradził sobie po przeprowadzeniu bardzo skomplikowanego zabiegu medycznego, mimo długotrwałej i pełnej determinacji walki o życie.
Najbliżsi zmarłego artysty opublikowali w mediach społecznościowych oficjalny komunikat w tej sprawie.
Z wielkim smutkiem ogłaszamy śmierć naszego ukochanego ojca, Philipa Anthony’ego Campbella, który zmarł spokojnie wczoraj wieczorem po długiej i odważnej walce na oddziale intensywnej terapii po skomplikowanej, poważnej operacji. Phil był oddanym mężem, wspaniałym ojcem i dumnym dziadkiem, znanym z czułości jako ‘Bampi’. Był głęboko kochany przez wszystkich, którzy go znali i będzie nam go bardzo brakowało. Jego dziedzictwo, muzyka i wspomnienia, które stworzył z tak wieloma osobami, będą żyć wiecznie. Uprzejmie prosimy o uszanowanie prywatności naszej rodziny w tym niezwykle trudnym czasie - czytamy w treści posta opublikowanego na Facebooku.
Od fana Lemmy'ego do ikony metalu. Tak rozwijała się kariera Phila Campbella
Philip Anthony Campbell przyszedł na świat 7 maja 1961 roku w walijskim mieście Pontypridd. Swoją przygodę z instrumentem rozpoczął zaledwie jako dziesięciolatek, wpatrzony w dokonania gigantów pokroju Jimiego Hendrixa, Jimmy'ego Page'a czy Tony'ego Iommiego. Zaledwie dwa lata później udało mu się zdobyć podpis Lemmy'ego Kilmistera podczas występu formacji Hawkwind. Jako trzynastolatek stawiał już pierwsze poważniejsze kroki na scenie, grając z lokalnym zespołem kabaretowym.
Pod koniec lat siedemdziesiątych powołał do życia swój autorski projekt heavymetalowy o nazwie Persian Risk. Grupa zdołała zarejestrować dwa oficjalne wydawnictwa singlowe, które ukazały się na rynku muzycznym na początku kolejnej dekady.
Prawdziwy punkt zwrotny nastąpił w 1984 roku, gdy z szeregów Motörhead odszedł Brian Robertson. Wtedy to Lemmy Kilmister zdecydował się zaangażować dwóch nowych instrumentalistów, a jednym z nich został właśnie Phil Campbell. Walijczyk zakotwiczył w legendarnym składzie na ponad trzy dekady, aż do śmierci charyzmatycznego lidera w 2015 roku. W tym czasie wziął udział w nagraniach niezwykle ważnych dla gatunku płyt, takich jak „Orgasmatron”, „1916” czy „Bastards”.
Kiedy działalność legendarnego tria ostatecznie dobiegła końca, doświadczony muzyk nie porzucił swojej największej pasji. Skupił się na kreowaniu nowych inicjatyw artystycznych, stając na czele takich grup jak Panda Party oraz formacji nazwanej Phil Campbell and the Bastard Sons.
Dla milionów słuchaczy pozostanie na zawsze jednym z najważniejszych twórców ciężkich riffów w historii rocka. Z kolei dla najbliższego otoczenia był po prostu wspaniałym życiowym partnerem, troskliwym ojcem oraz ukochanym dziadkiem, do którego domownicy zwracali się pieszczotliwie „Bampi”. Jego wpływ na rozwój światowej sceny muzycznej pozostanie niezatarty przez kolejne pokolenia.
Poniżej prezentujemy archiwalne fotografie uwieczniające występy sceniczne słynnego muzyka.