Metallica w argentyńskiej stacji Carlini. Jak zespół zdobył siedem kontynentów w jeden rok?
8 grudnia 2013 roku argentyńska stacja badawcza Carlini stała się najbardziej rockowym miejscem na ziemi. Metallica zorganizowała tam występ o nazwie "Freeze 'Em All", który zgromadził około 120 osób pod specjalnie przygotowaną kopułą. Dzięki tej wyprawie James Hetfield i jego koledzy oficjalnie trafili do Księgi Rekordów Guinnessa jako jedyny zespół, który w ciągu 12 miesięcy wystąpił na wszystkich siedmiu kontynentach. Wcześniej tego samego roku kapela odwiedziła Europę, obie Ameryki, Azję, Afrykę oraz Australię.
Całe przedsięwzięcie było ogromnym wyzwaniem logistycznym, a przygotowania trwały wiele miesięcy. Publiczność, w skład której wchodzili głównie naukowcy i zwycięzcy konkursów z Ameryki Łacińskiej, musiała dotrzeć na miejsce lodołamaczem "Ortelius". Rejs przez burzliwą Cieśninę Drake'a trwał kilka dni, ale trud podróży został nagrodzony 10 utworami zagranymi w jednym z najbardziej niedostępnych miejsc na globie.
Metalowy koncert w całkowitej ciszy. Dlaczego Metallica musiała użyć słuchawek zamiast głośników?
Ścisłe przepisy Traktatu Antarktycznego wymusiły na organizatorach całkowitą rezygnację z tradycyjnego nagłośnienia. Aby nie straszyć fok i pingwinów oraz nie naruszać struktury lodowców, Metallica zagrała koncert w formule przypominającej "Silent Disco". Dźwięk z instrumentów i mikrofonów trafiał prosto do słuchawek, które miał na uszach każdy uczestnik wydarzenia. Był to jedyny sposób, aby pogodzić głośną muzykę metalową z rygorystycznymi normami ochrony środowiska panującymi na mroźnym kontynencie.
Kirk Hammett bał się zamarzniętych palców. Nietypowe warunki pod przezroczystą kopułą
Kirk Hammett miał spore obawy przed wyjściem na scenę, ponieważ bał się, że ekstremalny mróz uniemożliwi mu sprawne przebieranie palcami po gryfie. Obawiał się, że zesztywniałe dłonie zepsują techniczne solówki, z których słynie zespół. Okazało się jednak, że atmosfera wewnątrz przezroczystej sferycznej kopuły była zupełnie inna, niż zakładał gitarzysta.
Bardzo się bałem, że z zimna zesztywnieją mi dłonie i nie dam rady zagrać żadnej solówki. Szybko jednak wyszło na jaw, że pod kopułą zrobiło się tak gorąco od ludzi i lamp, że pod koniec koncertu staliśmy tam w samych koszulkach – stwierdził Kirk Hammett w trakcie rozmowy
Mimo braku pirotechniki i wybuchów, które są stałym elementem show Metalliki, energia pod kopułą była ogromna. Zespół zagrał swoje największe hity, w tym "Master of Puppets", "One" oraz "Enter Sandman". Brak głośników nie przeszkodził fanom w szalonej zabawie, a nietypowa sceneria lodowców za oknami kopuły budowała niespotykany klimat.
Naukowcy i polscy badacze pod sceną. Kulisy wyprawy na mroźny kontynent
Wśród 120 osób zgromadzonych na występie znaleźli się nie tylko fani z Ameryki Południowej, ale także pracownicy pobliskich stacji badawczych. Pod sceną bawili się naukowcy z Rosji, Korei Południowej, Niemiec, Brazylii, a nawet z polskiej bazy antarktycznej. Dla ludzi pracujących w izolacji na końcu świata wizyta tak legendarnego zespołu była wydarzeniem, o którym mówiło się przez kolejne lata.
Cały występ został profesjonalnie zarejestrowany i wydany kilka dni później w formie cyfrowego albumu live pod tytułem "Freeze 'Em All: Live In Antarctica". Metallica udowodniła tym samym, że dla muzyki rockowej nie ma barier nie do pokonania, a rekord Guinnessa potwierdził ich status absolutnych pionierów koncertowania w najbardziej ekstremalnych warunkach na Ziemi.