Linkin Park i historia powstania albumu Minutes to Midnight
W połowie lat dwutysięcznych formacja Linkin Park znajdowała się, bez dwóch zdań, na szczycie. Jednocześnie muzykom zaczęła przeszkadzać gatunkowa łatka. Po trasie koncertowej promującej Meteorę czuli oni, że kurczowe trzymanie się wypracowanego stylu na kolejnej płycie oznaczałoby cofanie się w rozwoju. Do tego dopuścić nie chcieli.
Powiedzieć, a zrobić to jednak dwie różne rzeczy. Początkowo materiał, który powstawał, brzmiał jakby żywcem wyjęty został z debiutanckiego albumu. Tego typu pomysły szybko więc porzucono. – Rozmyślaliśmy o tym, co zrobiliśmy w przeszłości… i po prostu doszliśmy do wniosku, że wyczerpaliśmy już tamto brzmienie. Łatwo było nam je powielać, łatwo było je kopiować innym zespołom. My jednak potrzebowaliśmy pójść naprzód – wyjaśnił gitarzysta i wokalista Mike Shinoda w dokumencie o powstawaniu Minutes to Midnight.
Próba czasu
Kluczowym momentem okazała się decyzja o zatrudnieniu legendarnego producenta Ricka Rubina. – Jego osiągnięcia mówią wiele o jego umiejętnościach i otwartości jako producenta, który pracował nad wszystkim, od starego Def Jam, Beastie Boys i Run DMC, po Slayera, Johnny'ego Casha, Neila Diamonda i Red Hot Chili Peppers. Myślę, że wspólnym mianownikiem wszystkich tych zespołów jest to, że przez lata tworzyli świetną muzykę, która przetrwała próbę czasu – powiedział, cytowany w newsletterze dla fanów z lutego 2006, Joe Hahn, który w Linkin Park odpowiada m.in. za obsługę gramofonów.
Kogoś takiego grupa potrzebowała na tym etapie kariery. Rubin nakłonił muzyków do uproszczenia aranżacji i większego skupienia się na emocjach oraz melodii. – Już na samym początku powiedział nam: "Cokolwiek myślicie, że Wasi fani chcą usłyszeć, jakąkolwiek muzykę uważacie, że powinniście tworzyć – po prostu o tym zapomnijcie. Jakiekolwiek ograniczenia wydaje się wam, że macie, odłóżcie je na bok i wyrzućcie przez okno, bo to wszystko nie ma znaczenia. Liczy się tworzenie muzyki, która naprawdę was ekscytuje – niezależnie od stylu, konkretnego brzmienia czy czegokolwiek podobnego" – przyznał wokalista Chester Bennington w trakcie wizyty w Kuala Lumpur. – Naprawdę zachęcał nas, żebyśmy trzymali się tej drogi podczas pracy nad albumem, ponieważ bardzo łatwo było nam wracać do starych schematów i dawnych sposobów tworzenia muzyki.
Polecany artykuł:
Długi proces
Praca nad Minutes to Midnight najpierw odbywała się w NRG Recordings w West Hollywood. Później muzycy przenieśli się do słynnej, nawiedzonej posiadłości The Mansion w Los Angeles, która należała do producenta. Członkowie LP na pewno nie narzekali na brak weny. W tym czasie powstało bowiem mnóstwo pomysłów. – To był półtoraroczny proces naprawdę ciężkiej pracy i eksperymentów w studiu, który zaowocował ok. 150 surowymi utworami – powiedział gitarzysta Brad Delson w wywiadzie dla magazynu Billboard.
Tak jak już zostało to wspomniane: nagrywanie trochę trwało. Dlatego też premiera Minutes to Midnight była kilkukrotnie przekładana. Początkowo trzeci album Linkin Park miał ujrzeć światło dzienne latem 2006. Ostatecznie ukazał się 14 maja 2007. Wcześniej, 2 kwietnia, zespół udostępnił natomiast pierwszy singiel, What I’ve Done. Osiągnął 7. miejsce na liście Billboard Hot 100 i do dziś jest jednym z najpopularniejszych utworów w dorobku LP (w styczniu 2025 przekroczył miliard odtworzeń na Spotify).
Polecany artykuł:
Po premierze Minutes to Midnight pojawiło się mnóstwo "jedynek". Nie chodziło jednak o oceny krytyków, tylko miejsca na liście sprzedaży. W Stanach Zjednoczonych krążek zadebiutował na samym szczycie (600 tys. sprzedanych egzemplarzy w pierwszym tygodniu!). Podobnie było m.in. w Australii, Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii. W naszym kraju grupa musiała zadowolić się "tylko" drugą pozycją (album pokrył się ostatecznie złotem). Patrząc na recenzje dziennikarzy, zawartość Minutes to Midnight na pewno polaryzowała. Magazyn Rolling Stone przyznał czwórkę w pięciostopniowej skali, z kolei NME mocno obsztorcował całość. Podobnie było w przypadku fanów: jedni doceniali zmiany stylistyczne, inni nie mogli pogodzić się z tym, że to nie był już nu metal.
Niezależnie od wszystkiego, Minutes to Midnight był przełomowym albumem dla Linkin Park. To właśnie on otworzył drogę grupie do jeszcze większych eksperymentów, które nastąpiły w przyszłości (patrz A Thousand Suns). – Rozszerzenie naszego brzmienia było bardzo świadomą decyzją. Nie chcieliśmy tworzyć trylogii. Nie chcieliśmy pisać płyty, która brzmiałaby jak "Hybrid Theory" czy "Meteora", ale jednocześnie nie chcieliśmy uciekać od rzeczy, które uważaliśmy za kluczowe dla Linkin Park – przyznał Bennington. Tworzenie utworów po "nowemu" nie było czymś łatwym. – Musieliśmy otworzyć umysły i być gotowi na poszukiwania – dodał wokalista. No cóż, ryzyko się opłaciło...
Jakie ciekawostki skrywa album Minutes to Midnight? Tego dowiecie się z galerii, którą umieściliśmy na samej górze niniejszego artykułu.