Geezer Butler

i

Autor: Karol Makurat/REPORTER

"Byłem w szoku, że ludzie tu wierzą dalej w diabła i inne bzdury!" Basista Black Sabbath w szczerym wywiadzie

2023-04-24 14:19

Geezer Butler zawsze był bezpośredni i szczery w swych sądach. To właśnie za to, oprócz wybitnego talentu do muzyki i tekstów, jesteśmy jego fanami. Zresztą, ktoś kto sam sobie nadaje ksywę „Dziad”, bo tak można tłumaczyć słowo „Geezer”, musi mieć do siebie sporo dystansu.

Basista niedawno podczas wywiadu dla „Metal Edge” przy okazji niedawnych zapowiedzi swojej biografii. Książka pod tytułem „Into the Void: From Birth to Black Sabbath and Beyond” ukaże się w czerwcu tego roku. Trudno o lepszą okazję do rozmowy na temat szalonych czasów Black Sabbath, gdy czwórka muzyków z robotniczego Birmingham wyznaczyła zarówno dla Europy jak i USA nowy standard tego jak ciężko można grać.

A wszystko przecież za sprawą przypadku. Gdyby nie nieszczęśliwy wypadek Iommiego, nie musiałby on przestrajać niżej gitary i zamiast stworzenia własnego stylu wolnych potężnych riffów grałby pewnie jak wielu innych blues-rockowych gitarzystów. Z basem było podobnie. Przez wypadek Iommiego i wywołaną nim zmianę stylu i koncepcji grania potrzebny był nie tylko zwykły operator gitary basowej, ale także ktoś, kto pod solówkami Tony’ego będzie umiał wypełnić przestrzeń za 2 instrumenty: gitarę rytmiczną i basową. To właśnie tutaj powstał unikalny styl gry Butlera. Zaczynał zupełnie gdzie indziej.

- Byłem gitarzystą prowadzącym – opowiada redakcji „Metal Edge” – Grałem dużo Beatlesów, ale jakoś nie porywała mnie gitara. Dopiero gdy usłyszałem Cream, Hendrixa wszystko się dla mnie zmieniło. Byłem oczarowany grą Jacka Bruce’a na basie.

Wychowany w tradycyjnej, religijnej rodzinie Butler także chodził do kościoła, jednak z czasem stracił serce do zorganizowanej religii. Interesowały go także inne wierzenia, mitologie oraz tradycje okultystyczne. To dzięki tym zainteresowaniom powstało „N.I.B.” oraz „The Wizard”. Fascynacja grozą na napierze i taśmie filmowej natomiast przerodziła się w „Black Sabbath” oraz „Beyond the wall of sleep”.

Takie zainteresowanie nie ułatwiały promocji muzyki w USA, gdzie wspólnoty chrześcijańskie często aktywnie protestowały przeciwko kapelom rockowym. Gdy do Ameryki miała przyjechać taka, która otwarcie śpiewa o diable, musieli się wręcz zagotować.

- Silnie religijni ludzie nas nienawidzili – wspomina muzyk – Jednak dzieciaki w Ameryce nas zaakceptowały, z powodu buntowniczej natury naszej muzyki. Jak się nad tym zastanowić i pogrzebać, to śpiewaliśmy o rzeczach, o których nigdy wcześniej w USA nikt nie odważył się śpiewać. To była idealna muzyka dla buntujących się dzieciaków.

Co ciekawe, dopiero po drugiej stronie muzycy musieli mierzyć się z konsekwencjami śpiewania o mrocznych sprawach. W Europie nie musieli się nikomu tłumaczyć.

- Dopiero w Ameryce dowiedzieliśmy się, że są z tym problemy – mówi Geezer – Nigdy nie słyszeliśmy o tym ani słowa w Europie. W tym czasie ludzie tutaj nie byli specjalnie religijni i nie ciągnęło ich do takich rzeczy. Byłem w szoku, że ludzie tu wierzą dalej w diabła i inne bzdury!

Na sam koniec rozmowy Geezer pozostawił ciekawostkę. Zapytany o swój ulubiony album macierzystej grupy wymienił „Paranoid”, który uważa za najbardziej spójny, kompletny i zarazem nie wymuszony. Po drugiej stronie skali jest dla niego „Never say die”, ostatni album z Ozzy’m, nagrany w czasie, gdy cała grupa borykała się z problemami z nakrotykami i alkoholem. Geezer wspomina, że zespół chciał sam dopiąć wszystkiego, jednak presja była za duża i zabrakło czasu na wiele ważnych ustaleń. Mamy nadzieję, że w książce znajdziemy kolejne ciekawostki i jeszcze więcej odpowiedzi.

Co tam w środku gra? - Black Sabbath