Podróże po Europie coraz częściej przypominają maraton rozczarowań To, co na zdjęciach wygląda jak spełnienie marzeń, w rzeczywistości bywa ciasne, drogie i pozbawione magii. Autorzy zestawienia z "Daily Telegraph" postanowili nazwać rzeczy po imieniu i wskazali atrakcje, które – ich zdaniem – są bardziej legendą niż realnym przeżyciem.
Balkon Julii w Weronie na niechlubnym pierwszym miejscu
Antyranking otwiera balkon Julii w Weronie. Miejsce znane z "Romea i Julii" Williama Szekspira codziennie przyciąga tysiące osób, choć – jak przypominają Brytyjczycy – sam pisarz prawdopodobnie nigdy w Weronie nie był. Co więcej, słynny balkon dobudowano do średniowiecznej kamienicy dopiero w latach 30. XX wieku.
Turyści kłębią się na niewielkim dziedzińcu, robią zdjęcia na wyścigi i ustawiają w kolejce, by dotknąć posągu Julii z lat 70. W sezonie świąteczno-noworocznym za samą możliwość wejścia trzeba zapłacić 12 euro. Dla wielu to cena za złudzenie romantyzmu, które znika szybciej, niż zdąży się wyjąć telefon z kieszeni.
Manneken Pis i inne europejskie pułapki
Na liście znalazł się także Manneken Pis w Brukseli. Symbol miasta okazuje się półmetrową figurką, którą łatwo przeoczyć, gdyby nie tłum wokół. Autor zestawienia ironizuje, że podobne wrażenia estetyczne można osiągnąć, podłączając wąż ogrodowy do krasnala na własnym podwórku – taniej i bez jet lagu.
Dostało się również londyńskiemu Leicester Square. Według "Daily Telegraph" to miejsce przesiąknięte komercją, z kiepskim jedzeniem i atmosferą turystycznej taśmy produkcyjnej.
Mała Syrenka i wielkie zdziwienie
Rozczarowanie spotyka też tych, którzy wysiadają z autokarów w Kopenhadze, by zobaczyć Małą Syrenkę. Pomnik jest niewielki, stoi na tle przemysłowych zabudowań i często wywołuje konsternację. Autor antyrankingu gorzko zauważa, że bardziej duńskim doświadczeniem byłoby zdjęcie paczki lokalnego boczku w supermarkecie.
Mona Lisa zza pancerniej szyby
W zestawieniu nie mogło zabraknąć Mona Lisy. Zwiedzający Luwr przeciskają się między barierkami tylko po to, by przez kilkadziesiąt sekund spojrzeć na niewielki obraz za pancerną szybą. Dzieło Leonarda da Vinci częściej ogląda się na ekranach smartfonów innych turystów niż na żywo.
Gondola w Wenecji bez romantyzmu
Kolejną atrakcją, którą – zdaniem Brytyjczyków – lepiej sobie odpuścić, jest przejażdżka gondolą w Wenecji. Cena sięgająca około 90 euro za pół godziny nie gwarantuje intymnej atmosfery. Zamiast tego jest wodny korek, kakofonia dźwięków i gondolier, który częściej zagaduje mijanych turystów, niż buduje nastrój.
Antyranking "Daily Telegraph" pokazuje, że sława nie zawsze idzie w parze z jakością doświadczenia. Ikony europejskiej turystyki bywają ofiarami własnego sukcesu – przytłoczone tłumami, drogie i pozbawione autentyczności.
Dla jednych te miejsca pozostaną punktami obowiązkowymi, dla innych będą przestrogą. Coraz więcej podróżników dochodzi do wniosku, że prawdziwy klimat Europy kryje się nie pod najsłynniejszym balkonem czy przy najbardziej obleganym pomniku, ale ulicę dalej – tam, gdzie nie trzeba stać w kolejce do zdjęcia.