Czysty eksperyment. U2 i historia albumu October
Rok 1980 przyniósł kwartetowi U2 obiecujący start. Debiutancki album Boy zyskał pozytywne recenzje. Niewątpliwie dał on zespołowi solidną podstawę, aby mocniej zacząć rozpychać się na rynku muzycznym. I to po obu stronach Atlantyku. Członkowie irlandzkiej formacji kuli żelazo póki gorące, dlatego też intensywnie koncertowali. W związku z tym, zaczęli pisać nowe utwory w trakcie trasy po USA. Presja ze strony wytwórni Island Records była miażdżąca. Oczekiwano od muzyków U2 hitów, które potwierdzą, że nie mamy do czynienia z grupą tylko jednego sezonu.
W kwietniu 1981, w Compass Point Studios na Bahamach, w przerwie między kolejnymi występami udało się nagrać kompozycję Fire, która była pierwszą zapowiedzią płyty October. Z kolei w lipcu zespół udał się do dublińskiego Windmill Lane Studios, aby na pełnych obrotach poświęcić się pracy nad albumem. Na stanowisku producenta ponownie zasiadł Steve Lillywhite. Irlandzka ekipa nie była jednak zbytnio przygotowana do zajęć. Całą sytuację skomplikowało zaginięcie skórzanej torby Bono. Wokalista U2 trzymał w niej notatki ze swoimi pomysłami. –Nie miałem innego wyjścia, jak improwizować, ponieważ dosłownie nie miałem słów piosenek –wspominał w książce Surrender. 40 piosenek, jedna opowieść. Teksty to jedno, z samą muzyką nie było zresztą lepiej. Pomysły nie wylewały się z każdej ze stron. Mieli ze sobą zaledwie kilka szkiców i riffów.
–Znaczna część tej płyty faktycznie powstawała w studiu, w stanie czystego eksperymentu. Było to nasze pierwsze wejście w coś, co z biegiem lat stało się dla nas niezwykle ważną strategią twórczą – zamienianie studia nagraniowego w narzędzie do pisania piosenek –powiedział, po latach w wywiadzie dla magazynu Guitar World, gitarzysta The Edge.
Nic więc dziwnego, że Lillywhite nazwał sesje "całkowicie chaotycznymi i szalonymi". To właśnie producent pomógł zespołowi przetrwać ten proces, zachowując przy tym wszystkim bezcenny spokój. –Myślę, że pod wieloma względami naprawdę uratował nam tyłek, ponieważ jest niezwykle praktyczny i ma w sobie mnóstwo pozytywnej energii –dodał gitarzysta U2 we wspomnianej rozmowie. Grupa była więc pod olbrzymią presją, aby wyrobić się ze wszystkimi terminami narzuconymi przez wytwórnię. –Najbardziej ironiczną rzeczą w "October" jest to, że z albumu bije swego rodzaju spokój, choć powstawał w takich, a nie innych warunkach –wyjaśnił frontman dla U2 Magazine w 1982.
Poważny kryzys
Jakby tego wszystkiego było mało, w tamtym okresie Bono, The Edge i perkusista Larry Mullen Jr., którzy byli zaangażowani się w działalność radykalnej, chrześcijańskiej grupy modlitewnej “Shalom Fellowship”, przeżywali poważny kryzys dotyczący pogodzenia wiary z życiem rockowego muzyka. Z tego grona wyłamywał się wyłącznie basista Adam Clayton, który miał obawy, że U2 stanie się przez to "chrześcijańskim zespołem rockowym". Rozpad kwartetu wcale nie był czymś niemożliwym. The Edge myślał poważnie nad odejściem ze składu, a Bono nie chciał dalej grać bez niego, więc także rozważał opuszczenie pokładu. –Paul [McGuinness, menedżer - przyp. red.], Steve i ja byliśmy nieco zszokowani. Zrobiliśmy wtedy to, co zawsze robiliśmy w chwilach kryzysu – zorganizowaliśmy spotkanie –wspominał, w publikacji U2 o U2, Clayton.
Kluczową rolę odegrał McGuinness. Przekonał on muzyków, żeby nie podejmowali aż tak radykalnej decyzji. –Powiedziałem wtedy: "Słuchajcie, będę szczery. Jeżeli Bóg miał coś do powiedzenia w sprawie tej trasy, to powinien był dać znać o tym znacznie wcześniej, ponieważ załatwiłem już dużą załogę i mam zobowiązania wobec tych ludzi, więc uważam, że powinniście się wywiązać względem nich". Na tym się skończyło. Zaakceptowali moje słowa i od tamtej pory nigdy nic podobnego nie miało miejsce –dodał we wspomnianej książce.
Większy potencjał
Gdy płyta trafiła do sklepów, a nastąpiło to 12 października 1981, odbiór był mieszany. Recenzenci wytykali October surowość, momentami zbyt hermetyczne teksty religijne i brak ewidentnych, radiowych hitów na miarę I Will Follow. Album dotarł do 11. miejsca na liście w Wielkiej Brytanii (w Stanach Zjednoczonych zatrzymał się na 104. pozycji), ale sprzedawał się znacznie słabiej od debiutanckiego krążka. W kuluarach szeptano nawet, że muzycy U2 właśnie zmarnowali swoją szansę na wielką karierę. –Sądzę, że wytwórnia Island chciała dać sobie z nami spokój, ale instynkt Chrisa Blackwella mówił mu, że być może mamy w sobie większy potencjał, że to wciąż nie jest nasz koniec i jeżeli dadzą nam szansę, to jeszcze zaistniejemy. Kierując się tym instynktem, powiedzieli nam: "Spróbujcie jeszcze raz". Mam wrażenie, że coś takiego byłoby niemożliwe w większej wytwórni, a na pewno nie wydarzyłoby się dzisiaj, kiedy z zespołów rezygnuje się zaraz po ich pierwszej porażce –podsumował gitarzysta w książce U2 o U2.
Z perspektywy czasu wiadomo, że przedstawiciele wytwórni podjęli najlepszą decyzję z możliwych. October był absolutnie niezbędnym krokiem w ewolucji kwartetu z Dublina, który w kolejnych latach nagrywał wyłącznie bardzo dobre lub wybitne albumy. A następnie stał się jednym z najważniejszych zespołów na świecie bez podziału na kategorie.
Jakie ciekawostki skrywa album October? Tego dowiecie się z galerii, którą umieściliśmy na samej górze niniejszego artykułu.