To miał być najdzikszy występ w historii TVP. Jak koncert Iggy'ego Popa u Owsiaka stał się największą zagadką polskiego rocka?

2025-11-29 17:16

Są w historii rocka wydarzenia tak dzikie, że aż trudno uwierzyć w ich autentyczność. Za taki uchodzi legendarny występ Iggy'ego Popa w polskiej telewizji w latach 90., który miał wstrząsnąć posadami publicznej anteny. Cała ta historia jest jednak jedną z największych zagadek, a prawda o niej tonie w morzu sprzecznych relacji i braku jakichkolwiek dowodów.

Iggy Pop

i

Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Anarchia w Telewizji Publicznej: Jak Iggy Pop wstrząsnął Polską

Lipiec 1993 roku na stałe wrył się w kroniki polskiego rocka, a wszystko za sprawą jednego, legendarnego wydarzenia. Mowa o wizycie ojca chrzestnego punka, Iggy'ego Popa, w programie Jurka Owsiaka „Róbta co chceta”, który odpalał prawdziwe rockandrollowe ładunki na antenie TVP2. Ten moment urósł do rangi mitu, stając się symbolem testu zderzeniowego nieokiełznanej, zachodniej energii z rzeczywistością Polski dopiero uczącej się nowej wolności. Chociaż twardych dowodów w postaci archiwalnych taśm próżno szukać, to właśnie ta mgła tajemnicy sprawiła, że występ stał się kamieniem milowym dla kolejnych pokoleń fanów gitarowego grania i definicją telewizyjnego szoku kulturowego.

Historyczny kontekst tylko podkręca głośność tej historii. Iggy Pop zameldował się w Warszawie w ramach trasy promującej potężny album „American Caesar”, a jego koncert w Hali Torwar 24 lipca 1993 roku był jednym z najważniejszych muzycznych wydarzeń tamtego lata. Program Jurka Owsiaka, którego tytuł „Róbta co chceta, czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki” był w zasadzie deklaracją misji, stanowił idealną i jedyną taką scenę w telewizji publicznej. To właśnie tam, w audycji będącej oknem na świat dla młodej publiczności, miał pojawić się artysta słynący z nieprzewidywalności, gotowy wpuścić dziki chaos prosto do milionów polskich domów.

Iggy Pop był o krok od dołączenia do AC/DC!

Iggy Pop i jego reputacja. Czy w polskiej TV też zrobił skandal?

Wpuszczenie na antenę państwowej telewizji tak bezkompromisowej postaci jak Iggy Pop było czymś znacznie więcej niż tylko zgrabną promocją płyty. W Polsce, która zaledwie kilka lat wcześniej zrzuciła z siebie stare kajdany, każdy taki gest miał wymiar potężnego symbolu. Zachodnia muzyka rockowa, przez dekady dostępna głównie w drugim obiegu, nagle wchodziła na salony, kopiąc drzwi z zawiasów. Wizyta ikony punka w programie TVP2 była więc głośnym manifestem nadchodzących zmian, a jego anarchiczna postawa stała się żywym ucieleśnieniem wolności, o której wielu Polaków do niedawna mogło tylko marzyć.

Trzeba pamiętać, że Iggy Pop nie przyjechał z czystą kartą. Jego reputacja scenicznego prowokatora wyprzedzała go o lata świetlne. Już w 1979 roku artysta zszokował publiczność podczas występu w australijskim programie „Countdown”, gdzie w trakcie utworu „I'm Bored” ostentacyjnie parodiował śpiew z playbacku, wepchnął mikrofon do spodni i próbował łapać dziewczyny z widowni. Świadomość jego wcześniejszych telewizyjnych wyczynów tylko podsycała legendę o wizycie w Polsce. Wszyscy zadawali sobie pytanie, czy w studiu Owsiaka również odpalił podobny ładunek, fundując widzom przyzwyczajonym do sztywnych ram telewizji prawdziwy wstrząs.

Występ Iggy'ego Popa u Owsiaka. Największa zagadka polskiego rocka?

Mimo potężnego ładunku symbolicznego, jaki niesie to wydarzenie, jego historia tonie w gęstej mgle domysłów. Kluczową kontrowersją pozostaje brak twardych, niepodważalnych dowodów na to, że występ faktycznie poszedł w eter. Nieoficjalne relacje i wspomnienia fanów to festiwal sprzecznych opowieści. Jedni mówią o skrajnie prowokacyjnym zachowaniu artysty, inni o znacznie bardziej stonowanym wywiadzie. Ta niepewność, podsycana przez rozbieżności w datowaniu wydarzenia, jedynie wzmacnia jego mityczny status i czyni go jedną z największych zagadek w historii polskiej muzyki rockowej.

Niezależnie od tego, czy każda opowieść o tym spotkaniu jest w stu procentach prawdziwa, legenda występu Iggy'ego Popa u Jurka Owsiaka idealnie oddaje ducha tamtych czasów. Obrazuje głód autentyczności i buntu w społeczeństwie, które zrzucało z siebie kulturowy gorset. Sam fakt, że niepotwierdzone zdarzenie stało się tak ważnym punktem odniesienia, świadczy o jego ogromnej sile symbolicznej. To najlepszy dowód na to, jak bardzo Polska lat 90. potrzebowała swoich rockandrollowych herosów, nawet jeśli ich największe sceniczne szaleństwa miały na zawsze pozostać w sferze fascynujących legend.