Strzelił sobie w głowę na oczach klasy. Historia, która zainspirowała "Jeremy" Pearl Jam jest jeszcze mroczniejsza

2025-11-30 13:58

Wiele rockowych hymnów staje się głosem pokoleniowego buntu, który trafia prosto w serca fanów. Utwór „Jeremy” Pearl Jam wydaje się idealnym przykładem, opowiadającym o gniewie i niezrozumieniu. Prawdziwa i tragiczna historia, która zainspirowała tę piosenkę, jest o wiele bardziej złożona i łączy prasową notatkę o samobójstwie z mrocznym wspomnieniem Eddiego Veddera.

Pearl Jam

i

Autor: mat. prasowe/ Materiały prasowe

Jak samobójstwo 15-latka stało się inspiracją dla utworu "Jeremy" Pearl Jam?

Są takie poranki, które na zawsze rozbijają w pył szkolną rutynę. Rankiem 8 stycznia 1991 roku w Richardson High School w Teksasie, 15-letni Jeremy Wade Delle spóźnił się na lekcję angielskiego. Gdy nauczycielka odesłała go po usprawiedliwienie, chłopak wrócił po chwili. Zamiast kartki papieru w jego dłoni tkwił jednak potężny rewolwer kalibru .357 Magnum. Na oczach przerażonej klasy i nauczycielki wypowiedział słowa, które zmroziły wszystkim krew w żyłach: "Pani, przyniosłem to, po co naprawdę poszedłem". Chwilę później pociągnął za spust. Ten wstrząsający akt rozpaczy, opisany w krótkiej notatce prasowej, stał się mroczną iskrą zapalną dla jednego z najważniejszych utworów ery grunge i kamieniem milowym w karierze Pearl Jam, monumentalnego utworu "Jeremy".

Kim był chłopak, którego historia odbiła się tak potężnym echem w świecie rocka? Jeremy Wade Delle był utalentowanym artystą, zdobywającym nagrody na stanowych wystawach, zanim jeszcze skończył dwanaście lat. Po rozwodzie rodziców zamieszkał z ojcem, a rówieśnicy zapamiętali go jako cichego i zamkniętego w sobie. Dzień przed tragedią jedna z jego koleżanek, Lisa Moore, otrzymała od niego kartkę z niepokojącym podpisem "Później", który zastąpił zwyczajowe "Napisz z powrotem". Tego samego ranka Jeremy wręczył innej znajomej list i pierścień. Poprosił, by je wysłała, ponieważ, jak złowieszczo stwierdził, "nie będzie go po szkole".

Pearl Jam - ciekawostki o albumie “Ten | Jak dziś rockuje?

Prawdziwy Jeremy i kolega Veddera. Zaskakujące połączenie dwóch historii w jednym utworze

Historia Jeremy'ego mogłaby pozostać zaledwie kolejną lokalną tragedią, gdyby nie trafiła na podatny grunt w osobie Eddiego Veddera. Wokalista Pearl Jam na początku 1991 roku szlifował materiał na debiutancki album "Ten", kiedy w jego ręce wpadł artykuł z "The Dallas Morning News". Jak przyznał w późniejszym wywiadzie, poczuł wewnętrzny imperatyw, by "wziąć ten krótki artykuł i zrobić z niego coś, nadać tej czynności reakcję, nadać jej większą wagę". Z tej potrzeby narodził się tekst, który nie tylko opowiedział o konkretnym zdarzeniu, ale wyrósł na uniwersalny krzyk przeciwko obojętności i braku zrozumienia, z jakim zderzają się młodzi ludzie.

Piosenka nie jest jednak publicystycznym odtworzeniem życia Delle'a. Vedder połączył tragiczną historię z Teksasu z własnymi, mrocznymi wspomnieniami z liceum w San Diego. Przywołał sytuację, w której jego kolega imieniem Brian, w akcie czystej frustracji, przyniósł do szkoły broń i zaczął strzelać do akwarium w sali oceanograficznej. To właśnie z tej potężnej fuzji dwóch wydarzeń, realnego samobójstwa i osobistego doświadczenia szkolnej przemocy, narodził się przeszywający ładunek emocjonalny "Jeremy'ego". Vedder wielokrotnie podkreślał, że to jeden z nielicznych utworów, których znaczenie w pełni rozumie, a podczas każdego wykonania na scenie myśli o prawdziwym Jeremym.

Dlaczego teledysk do "Jeremy'ego" został źle zrozumiany przez miliony fanów?

Utwór, który uderzył w eter jako singiel w sierpniu 1992 roku, szybko wbił się na listy przebojów, ale to teledysk w reżyserii Marka Pellingtona uczynił z niego prawdziwą ikonę. Obraz zgarnął cztery statuetki MTV Video Music Awards w 1993 roku, w tym tę najważniejszą, za Teledysk Roku. Jednocześnie klip rozpętał prawdziwą burzę. Cenzura MTV wymusiła usunięcie z ostatniej sceny ujęcia rewolweru w ustach aktora, co doprowadziło do fatalnego w skutkach nieporozumienia. Miliony widzów zinterpretowały finał jako scenę, w której Jeremy otwiera ogień do swoich kolegów. Ta błędna interpretacja rzuciła tragiczny cień na utwór, gdy w 1996 roku prokuratorzy w sprawie strzelaniny szkolnej twierdzili, że sprawca inspirował się właśnie teledyskiem Pearl Jam.

Przez długie 27 lat rodzina Jeremy'ego milczała. Dopiero w 2018 roku jego matka, Wanda Crane, postanowiła publicznie zabrać głos, podkreślając, że "ten dzień, kiedy zmarł, nie definiuje jego życia" i założyła grupę wsparcia dla osób w żałobie. Nie wszyscy jednak pogodzili się z artystyczną wizją zespołu. Brittany King, która była w klasie w momencie tragedii, nie kryła złości, zarzucając muzykom, że nie znając prawdy, stworzyli jej wypaczoną wersję. Piosenka "Jeremy" na zawsze wryła się w historię rocka, ale jej dziedzictwo pozostaje skomplikowane. Jest zarówno potężnym dziełem sztuki, jak i bolesnym przypomnieniem o tragedii, która dla jednych stała się inspiracją, a dla innych blizną, która nigdy się nie zagoi.