Radziecka technologia w służbie rocka. Jak theremin ukształtował brzmienie Led Zeppelin

2026-05-03 11:10

Jimmy Page wprowadził do muzyki rockowej specyficzny instrument, który nie wymaga fizycznego kontaktu z muzykiem podczas gry. To osobliwe urządzenie ma wspólne korzenie z radziecką technologią szpiegowską wykorzystywaną przez KGB podczas Zimnej Wojny. Kosmiczne dźwięki generowane przez ten wynalazek stały się fundamentem jednego z najbardziej ikonicznych utworów w historii gatunku.

led Zeppelin

i

Autor: CC0 1.0
Muzyka rockowa lat 70-tych - zagranica

Od laboratorium Lenina do gabinetów KGB. Tajemnicze korzenie thereminu

Theremin, znany pierwotnie jako eterofon, to pierwszy w historii instrument elektroniczny, na którym gra się bez dotykania jakiejkolwiek części urządzenia. Został wynaleziony około 1919 roku przez radzieckiego fizyka Lwa Termena. Wynalazek tak bardzo zafascynował Włodzimierza Lenina, że ten wysłał Termena w trasę po ZSRR i Europie, aby promował nowoczesną radziecką myśl techniczną. Muzyk kontroluje dźwięk poprzez poruszanie dłońmi w polu elektromagnetycznym wokół dwóch anten, gdzie jedna odpowiada za wysokość tonu, a druga za jego głośność.

Historia tego instrumentu ma jednak mroczniejszy, szpiegowski wątek. Lew Termen, po powrocie do ZSRR pod koniec lat 30., trafił do tajnego laboratorium NKVD. Wykorzystując tę samą wiedzę o falach radiowych, którą zdobył przy pracy nad thereminem, stworzył urządzenie podsłuchowe o nazwie "The Thing". Ten sprytny podsłuch został ukryty w drewnianej płaskorzeźbie godła USA i wisiał w gabinecie amerykańskiego ambasadora w Moskwie przez 7 lat, zanim ktokolwiek go wykrył. Choć Jimmy Page nie używał dosłownie urządzenia szpiegowskiego, to jego instrument posiadał to samo technologiczne DNA, co jedno z najważniejszych narzędzi wywiadu z czasów Zimnej Wojny.

Jimmy Page i poszukiwanie chaosu. Jak radziecki wynalazek trafił do kapeli?

W połowie lat 60. Jimmy Page nie ograniczał się tylko do grania bluesa. Jako młody muzyk interesował się awangardą i twórczością kompozytorów takich jak Karlheinz Stockhausen, szukając sposobów na wprowadzenie dziwnych i niepokojących dźwięków do świata rocka. Pierwszy raz zaczął eksperymentować z thereminem jeszcze w czasach występów z grupą The Yardbirds około 1967 roku. Zamiast klasycznego, drogiego modelu, używał prostszej, zasilanej bateryjnie wersji z jedną anteną, znanej jako "Sonic Wave".

Byłem zafascynowany wprowadzaniem do rocka dźwięków, które budzą niepokój i wydają się niemal obce – opowiadał Jimmy Page w jednym z wywiadów

W przeciwieństwie do wirtuozów thereminu, którzy starali się wygrywać na nim skomplikowane melodie klasyczne, lider Led Zeppelin podszedł do sprawy inaczej. Wykorzystywał go jako generator czystego chaosu i gwałtownych skoków częstotliwości. Instrument nie służył mu do grania nut, ale do tworzenia dźwiękowych tekstur, które miały oszołomić słuchacza i nadać muzyce psychodelicznego wymiaru.

Rewolucja w "Whole Lotta Love". Psychodeliczne laboratorium w studiu nagraniowym

Najsłynniejszym przykładem użycia thereminu przez Page'a jest bez wątpienia utwór "Whole Lotta Love" z wydanej w 1969 roku płyty "Led Zeppelin II". W środkowej części numeru następuje całkowite zerwanie z rockowym rytmem na rzecz trwającej prawie dwie minuty sekcji nazywanej przez fanów "freak-out". To właśnie tam Page, współpracując z inżynierem dźwięku Eddiem Kramerem, stworzył dźwiękowy pejzaż, który do dziś robi ogromne wrażenie na słuchaczach.

Podczas sesji nagraniowej Page generował piskliwe i świdrujące dźwięki na thereminie, przepuszczając je przez system echa taśmowego. W tym samym czasie Kramer energicznie kręcił potencjometrami na konsoli mikserskiej, przerzucając te dźwięki między lewym a prawym kanałem w czasie rzeczywistym. Do tego dołożono technikę tzw. odwróconego echa na wokalu Roberta Planta, co sprawiało, że głos lidera wydawał się poprzedzać sam siebie. Wynikiem był soniczny chaos, który idealnie oddawał ducha psychodelii tamtych lat.

Sceniczny rytuał i magia bez dotyku. Theremin jako znak rozpoznawczy koncertów

Na koncertach Led Zeppelin theremin stał się elementem prawdziwego show. Wykonania "Whole Lotta Love" na żywo często rozrastały się do 20-minutowych, a nawet 30-minutowych improwizacji. Page odkładał wtedy swoją gitarę Gibson Les Paul i stawał przed instrumentem, wykonując gwałtowne ruchy rękami, co dla postronnego obserwatora wyglądało jak rzucanie uroków. W połączeniu z jego fascynacją okultyzmem i postacią Aleistera Crowleya, nadało to występom kapeli mistyczną otoczkę, którą prasa chętnie podchwytywała.

Gitarzysta łączył theremin z urządzeniem o nazwie Echoplex, co pozwalało mu na nakładanie na siebie kolejnych warstw dźwięku i tworzenie kaskadowych sprzężeń. Często dochodziło też do specyficznych pojedynków między instrumentem a głosem Roberta Planta, gdzie Page reagował piskami thereminu na krzyki wokalisty. Było to tak istotne dla brzmienia grupy, że w późniejszych latach inżynier Pete Cornish zamontował cały układ thereminu bezpośrednio w potężnym pedalboardzie gitarzysty, aby ułatwić mu obsługę efektów na największych stadionach świata.

Pogromcy mitów i technologiczna ewolucja. Dlaczego Page był pierwszy?

Warto przy tym wyjaśnić popularny błąd dotyczący historii tego instrumentu w muzyce popularnej. Wiele osób uważa, że theremin spopularyzowali The Beach Boys w słynnym numerze "Good Vibrations". W rzeczywistości jednak użyli oni instrumentu o nazwie Tannerin, który jedynie naśladował brzmienie oryginału, ale sterowany był mechanicznie za pomocą suwaka. Jimmy Page był jednym z pierwszych rockmanów, którzy odważyli się wyjść na scenę z prawdziwym instrumentem eterycznym, opartym wyłącznie na ruchu dłoni w powietrzu. Choć dzisiaj elektronika jest powszechna, w tamtych czasach radziecki wynalazek z lat 20. XX wieku był czymś zupełnie nowym i niezrozumiałym dla masowej publiczności.

Galeria: Led Zeppelin - 5 ciekawostek o albumie “Led Zeppelin II”