Od buntu Bikini Kill po popową papkę. Jak Spice Girls przejęły hasło "girl power" i zakończyły rewolucję?

2026-01-04 8:23

Historia rocka jest pełna momentów, gdy przesterowana gitara stawała się potężniejsza niż polityczne manifesty. Taką siłę miała rewolucja Riot Grrrl, która na początku lat 90. dała głos wściekłym dziewczynom. Paradoksalnie, jej upadek przyspieszył nie establishment, a globalny popowy fenomen, który zawłaszczył bojowy okrzyk całego ruchu.

Spice Girls

i

Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Riot Grrrl, czyli jak wściekłe dziewczyny odpaliły punkową rewolucję lat 90

Zapomnijcie o kolejnym rockowym podgatunku, który można łatwo zaszufladkować. Riot Grrrl to była prawdziwa feministyczna rewolucja, która z furią eksplodowała na początku lat 90. w samym sercu punkowej sceny. Był to surowy, pozbawiony filtra krzyk wściekłości kobiet, które miały dość bycia spychane na margines. Uzbrojone w przesterowane gitary i etos DIY, bez pardonu wchodziły na scenę, by wykrzyczeć prawdę o napaściach na tle seksualnym, patriarchalnym ucisku i systemowych nierównościach. Ten podziemny zryw, z flagowymi załogami takimi jak Bikini Kill i Bratmobile, wcisnął młodym kobietom w ręce instrumenty i fanziny, rzucając proste hasło: przestańcie biernie konsumować kulturę, zacznijcie ją tworzyć. Cel był jeden: odpalić „bunt dziewczyn” przeciwko społeczeństwu, które udawało, że ich głos nie istnieje.

Iskra, która podpaliła lont tej rewolucji, pojawiła się w 1991 roku w Olympii w stanie Waszyngton. To właśnie tam grupa dziewczyn, totalnie sfrustrowana wszechobecnym seksizmem na lokalnej scenie punkowej, postanowiła, że miarka się przebrała. Sam termin „riot grrrl” narodził się na pożółkłych stronach fanzinu stworzonego przez Allison Wolfe i Molly Neuman, które chwilę później założyły potężną formację Bratmobile. Przełom nastąpił w sierpniu tego samego roku podczas International Pop Underground Convention. Pierwsza noc festiwalu, zorganizowana pod hasłem „Love Rock Revolution Girl Style Now”, została w całości oddana kapelom kobiecym. Ten legendarny wieczór, na którym zagrały Bikini Kill, Bratmobile i Heavens to Betsy, stał się oficjalnym początkiem ruchu, którego potężne echo wstrząsnęło całym undergroundem.

Najważniejsze kobiece albumy rockowe wszech czasów

Jak "Rebel Girl" od Bikini Kill stał się hymnem buntu pokolenia?

Muzyka była paliwem napędzającym rewolucję Riot Grrrl, a jej sercem bił bezkompromisowy hałas. Zespół Bikini Kill, z charyzmatyczną i nieustraszoną Kathleen Hanną na czele, błyskawicznie stał się twarzą całego zrywu. Ich debiutancki album „Pussy Whipped” z 1993 roku zawierał utwór „Rebel Girl”, który stał się bojowym okrzykiem i nieoficjalnym hymnem całego pokolenia. Wisienką na torcie był fakt, że ten kultowy kawałek wyprodukowała sama ikona rocka, Joan Jett. Teksty piosenek były jak cios prosto w twarz, konfrontacyjne i głęboko osobiste, bez znieczulenia poruszając tematy tabu, takie jak przemoc domowa, gwałt czy klasycyzm. Hanna zasłynęła też z wprowadzenia na koncertach zasady „girls to the front”, tworząc pod sceną bezpieczną przestrzeń dla fanek. W ten sposób chaotyczny mosh pit, często zdominowany przez facetów, zamieniał się w prawdziwą twierdzę aktywnego oporu.

Jednak Riot Grrrl to znacznie więcej niż tylko decybele płynące ze sceny. Kręgosłupem całego ruchu był solidny etos DIY, czyli „Zrób to sama”. Ta filozofia kopała młode kobiety do działania, by zamiast być biernymi odbiorcami, stały się aktywnymi twórczyniami kultury. Fanziny, tworzone domowymi metodami na kserokopiarkach, stały się podziemnym krwiobiegiem ruchu. To przez nie rozprzestrzeniały się radykalne idee feministyczne, osobiste historie i polityczne wezwania do walki. Na lokalnych spotkaniach i warsztatach budowano siostrzaną sieć wsparcia, która łączyła aktywistki w jednym, wspólnym celu: rozwaleniu status quo od samych fundamentów.

Jak Spice Girls ukradły hasło "girl power" i pomogły zniszczyć rewolucję?

Tak potężna i surowa energia musiała w końcu przyciągnąć uwagę mainstreamowych mediów, które kompletnie nie łapały jej politycznego ładunku. W 1992 roku, wkurzone przekłamaniami i sprowadzaniem ich do roli chwilowej mody, działaczki ruchu ogłosiły „media blackout”, zatrzaskując drzwi przed nosami największych redakcji. Niestety, próba ochrony autentyczności przekazu zbiegła się z nowym zagrożeniem: komercjalizacją. Radykalne hasło „girl power” zostało bezczelnie przejęte i przerobione na ugrzecznioną, plastikową wersję przez popowy fenomen Spice Girls. Dla wielu aktywistek był to cios, który strywializował ich rewolucyjne idee i wbił jeden z gwoździ do trumny oryginalnej sceny w połowie lat 90.

Rewolucja rzadko kiedy jest idealna, a w monolicie Riot Grrrl również pojawiły się pęknięcia. Ruch spotkał się z poważną krytyką za brak intersekcjonalności, ponieważ wiele czarnych kobiet czuło się zepchniętych na boczny tor w zdominowanej przez białe dziewczyny scenie. Doprowadziło to do powstania alternatywnych inicjatyw, takich jak Sista Grrrl Riots. Mimo tych kontrowersji i ostatecznego rozpadu, dziedzictwo ruchu jest nie do podważenia. To on położył fundamenty pod trzecią falę feminizmu i zainspirował niezliczone artystki. Powstałe na zgliszczach sceny zespoły, jak Sleater-Kinney, podniosły płonący sztandar i niosły go dalej, a późniejszy projekt Kathleen Hanny, Le Tigre, połączył punkową politykę z elektroniką. Udowodniło to, że prawdziwy bunt nie umiera, tylko zmienia brzmienie. Duch rewolucji po prostu chwycił za syntezator i podkręcił głośność, gotowy na kolejną rundę.