Jak Kurt Cobain został głosem pokolenia, chociaż wcale tego nie chciał?
Teksty Kurta Cobaina wykuły nieoficjalny manifest pokolenia X, destylując całą jego frustrację, apatię i potężne rozczarowanie otaczającą rzeczywistością. Frontman Nirvany, który sam z obrzydzeniem odrzucał łatkę „głosu pokolenia”, z chirurgiczną precyzją kroił w swoich lirykach uczucie totalnego zagubienia w świecie wypranym z autentycznych idei. Jego celowo mgliste, ale naładowane po brzegi surową emocją wersy stały się lustrem, w którym młodzi ludzie mogli swobodnie się przeglądać i odnajdywać własne doświadczenia. Co więcej, Cobain czuł niemal misyjny obowiązek, by opisywać to, co kotłowało się w nim i jego rówieśnikach, czyniąc ze swojej twórczości brutalnie szczery dokument epoki.
Sarkazm Cobaina bez tajemnic. Od "Teen Spirit" po drwiny z własnych fanów
Koronnym dowodem na liryczny geniusz Cobaina jest utwór „Smells Like Teen Spirit”, który wystrzelił na pozycję niekwestionowanego hymnu pokolenia. Tytuł, będący echem napisu, jaki wokalistka Bikini Kill nabazgrała na jego ścianie, odnosił się do popularnego dezodorantu. Cobain błędnie zinterpretował go jako rewolucyjny slogan, co okazało się prorocze. Ta anegdota to klucz do zrozumienia natury samego utworu, który z jednej strony jest ostrym jak brzytwa sarkazmem wymierzonym w ideę rewolucji, a z drugiej sam staje się jej płomiennym manifestem. Piosenka, którą jej autor określił jako hymn dla „pokolenia 'Dlaczego pytać dlaczego?'”, idealnie wstrzeliła się w nastroje młodych ludzi. Firmowy patent na dynamikę „cicho-głośno”, bezczelnie pożyczony od zespołu Pixies, działał jak zapalnik, podkręcając do jedenastu ten pełen sprzeczności, emocjonalny ładunek.
Cobain uwielbiał budować swoje teksty na potężnych zderzeniach przeciwstawnych idei, co, jak celnie zauważył biograf Michael Azerrad, generowało nie tylko konflikt, ale przede wszystkim „zamieszanie i gniew”. W „In Bloom” frontman Nirvany bezlitośnie szydził z powierzchownych fanów, którzy wpadali na koncerty, czyli tych wszystkich „macho, agresywnych ludzi”, którymi autentycznie gardził. Z kolei w „Lithium” rzucił na szalę religię, postrzeganą jako „uspokajacz dla mas”, konfrontując ją z desperackim poszukiwaniem prawdy i walką z depresją. Ta totalna bezkompromisowość i walenie prosto z mostu w społeczne normy były jego odpowiedzią na plastikową hipokryzję ery Reagana, w której dorastało całe jego pokolenie.
Dlaczego Kurt Cobain kazał homofobom nie kupować płyt Nirvany?
Cobain z żelazną konsekwencją stawał w jednym szeregu z wyrzutkami i outsiderami, a jego twórczość stała się głośnym manifestem akceptacji. Kultowy utwór „Something in the Way”, choć w warstwie dosłownej opowiada o bezdomności, urósł do rangi potężnej metafory emocjonalnego wyobcowania. To paraliżujące uczucie bycia niewidzialnym i kompletnie odciętym od reszty świata. Wątek tożsamości i samoakceptacji z potężną mocą wybrzmiewał również w „Come As You Are”, które stało się hymnem dla młodych ludzi miażdżonych presją otoczenia. Cobain nie ograniczał się jednak do słów, a swoje ideały przekuwał w czyny. Grał koncerty wspierające prawa osób LGBTQ+, a na wkładce do albumu „Incesticide” umieścił jasny komunikat dla wszystkich homofobów, rasistów i seksistów, by nie kupowali płyt zespołu i nie przychodzili na jego występy.
Paradoksalnie, choć sam Kurt Cobain uparcie twierdził, że słowa są dla niego najmniej istotnym elementem piosenki, a jego celem często bywała zwykła parodia, to właśnie tekstami zdefiniował frustrację całego pokolenia. Rzucając w świat celowo wieloznaczne, naładowane po brzegi emocjami utwory, dał młodym ludziom potężne narzędzie, by mogli wreszcie nazwać swój gniew, alienację i przytłaczające poczucie braku perspektyw. Chociaż z całych sił wzbraniał się przed rolą przywódcy, jego brutalna autentyczność i bezkompromisowość sprawiły, że jego pełen bólu i sarkazmu głos stał się najważniejszym głosem pokolenia X. Być może właśnie dlatego, że nie chciał nim być, stał się nim w stu procentach. I to właśnie ten paradoks jest najczystszym echem jego twórczości.