Metallica w Warszawie 5 lipca 2024

i

Autor: Szymon Starnawski/Grupa Murator Organizatorem wydarzenia było Live Nation

relacja z koncertu

Metallica zawładnęła Narodowym i pokazała, że na żywo nie ma sobie równych! Relacja z koncertu zespołu w Warszawie 5 lipca [RELACJA]

2024-07-09 14:05

W końcu, po pamiętnym występie w Warszawie w 2019 roku, kiedy to na PGE Narodowym wybrzmiała wyjątkowa wersja "Snu o Warszawie", po światowym lockdownie, spowodowanym pandemią COVID-19, Metallica powróciła do Polski. W piątek 5 lipca odbył się pierwszy z dwóch koncertów w Stolicy w ramach trasy "M72 World Tour" - jedno jest pewne, nie da się zapomnieć ani jednej minuty z tego pokazu!

Fani i fanki Metalliki musieli poczekać na pierwszą wizytę grupy w naszym kraju do 1987 roku. Formacja zawitała do nas dopiero sześć lat po powstaniu, w momencie szczególnym, nawet nie rok po wydaniu przełomowego Master of Puppets, kilka miesięcy po tragicznej śmierci basisty, Cliffa Burtona. Wtedy już nowym członkiem grupy był Jason Newsted, który pojawił się u boku Jamesa Hetfielda, Kirka Hammetta i Larsa Ulricha w katowickim Spodku dwukrotnie, 10 i 11 lutego, by zagrać naprawdę elektryzujący pokaz, obfitujący w klasyki z trzech pierwszych płyt grupy. 

ZOBACZ TAKŻE: Historia pierwszej wizyty Metalliki w Polsce

Szybko stało się jasne, że zespół wyjątkowo upodobał sobie nasz kraj - choć po pierwszej wizycie wrócił do Polski dopiero w 1991 roku, to w tej dekadzie odwiedził ziemie nad Wisłą jeszcze dwa razy (w 1999 roku pierwszy raz dał koncert w Warszawie), a najbardziej obfita pod względem wizyt Metalliki w Polsce była poprzednia dekada. W latach 2010-2019 legenda thrashu zagrała w Polsce aż pięć razy. Ostatni - aż do dziś - występ zespołu miał miejsce tuż przed pandemią, w Warszawie w 2019 roku, gdzie odbył się pamiętny koncert, na którym wybrzmiał Sen o Warszawie, w wykonaniu basisty, Roberta Trujillo. Emocje po tym show długo nie opadały, mało kto spodziewał się jednak, że na kolejną wizytę Metalliki w Polsce przyjdzie nam czekać aż pięć lat.

Metallica - pierwsze single z każdego albumu zespołu!

Nowa era - nowa trasa!

Mało kto pozytywnie wspomina lata 2020-2022. To dopiero po ponad dwóch latach od pojawienia się pierwszych przypadków COVID-19 na świecie w przestrzeni koncertowej zaczęło się coś dziać, nadeszła wyczekiwana odwilż, a kolejne koncerty ogłaszane były niemal z dnia na dzień. Okazji było ku temu sporo, gdyż czas lockdownu okazał się wyjątkowo płodny dla artystów, którzy w obliczu zamknięcia nie mieli nic ciekawszego do roboty, niż prace nad nową muzyką.

Dopiero pod koniec 2022 roku stało się jasne, że w czasie tym nie próżnowała również Metallica, nagrywając materiał na następcę Hardwired... to Self-Destruct. Pod koniec listopada formacja, niespodziewanie, bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi, wydała nowy singiel, Lux Æterna, zapowiadając nim album i masywną, wyjątkową w swoim kształcie, trasę koncertową, w ramach której zapowiedziano nie jeden, a aż dwa koncerty w Polsce, choć na te przyszło nam czekać do 2024 roku. Jedenasty krążek w karierze Metalliki, 72 Seasons, ukazał się w kwietniu 2023 roku, zbierając naprawdę dobre recenzje, ciepłe głosy od fanów i podbijając światowe listy przebojów. Kilka tygodni po premierze, grupa oficjalnie wyruszyła w trasę. Na "M72 World Tour" formacja gra w każdym kraju dwa koncerty, najczęściej w piątki i niedziele, a na każdym wybrzmiewa inna setlista. Nie można też przeoczyć faktu umieszczenia sceny na samym środku danej areny czy stadionu i wpuszczenie do jej środka rzeszy fanów. Do tego mamy gigantyczne telebimy, ustawione w różnych miejscach płyty, by ułatwić wgląd na zespół tym, którym udało się kupić miejscówki w nieco odleglejszych miejscach. Występy od samego początku cieszą się masywnym zainteresowaniem, zbierają też naprawdę dobre opinie.

Grunt to dobra rozgrzewka

Po krótkiej przerwie Metallica w maju wznowiła trasę, obierając za cel w jej pierwszej części Europę. Już po występach w Monachium było jasne, że James Hetfield, Kirk Hammett, Lars Ulrich i Robert Trujillo są w naprawdę świetnej formie, co tylko zaostrzyło apetyt na nadchodzące polskie koncerty. Te zaplanowano na pierwszy weekend lipca, ogłaszając na krótko przed nimi również liczne wydarzenia poboczne - pokazy filmów dokumentalnych w Multikinie w Złotych Tarasach, spotkanie w tym samym miejscu z fotografem Rossem Halfinem oraz koncerty The Legacy i Rusty Head w Proximie. Jeszcze wcześniej zaś grupa otworzyła na Placu Konesera swój Pop-Up Shop, udostępniła także swoim fanom i fankom specjalną apkę, która pozwalała dużo lepiej zaplanować sobie wizytę w różnych miejscach, związanych ze swoją historią i tegoroczną wizytą w Warszawie.

Pierwszy centralny jej punkt przypadł na piątek 5 lipca. To tego dnia formacja miała zaprezentować się na warszawskim PGE Narodowym po raz pierwszy w ramach całego pobytu. Na ten dzień wyznaczone zostały dwa supporty: krótko po otwieraniu koncertu przed Slashem, w nieco większym obiekcie zagrał Wolfgang Van Halen ze swoim zespołem Mammoth WVH , kolejno na scenę weszli, z nieco dłuższym setem, Panowie z Architects. Nie da się ukryć, że syn nieodżałowanego Eddiego Van Halena odziedziczył po ojcu wszystko, co najlepsze jest świetny na żywo i widać, że bardzo pewnie czuje się na scenie, nawet w tak dużym miejscu i co by tu nie mówić, przed bardzo wymagającą publiką. Obchodząca w tym roku swoje 20-lecie brytyjska formacja wraca do naszego kraju po zaledwie pięciu miesiącach, po własnym dużym koncercie w łódzkiej Atlas Arenie. Architects osiągnęli bardzo szybko naprawdę duży i godny pozazdroszczenia sukces - widząc ten zespół na żywo nie powinno to dziwić. Wydaje mi się, że o tej grupie mówi się za mało w sytuacji, gdy już teraz wyrasta ona na dobrego kandydata na to, by stać się jednym z metalowych gigantów. W Warszawie nie zabrakło jej najbardziej znanych kawałków, z Animals Doomsday na czele, a wokalista Sam Carter, zaprezentował się w biało-czerwonej koszulce w polskim godłem. Świetne supporty, genialne otwarcie, po nich przyszedł czas na główną gwiazdę, a ta pojawiła się na scenie krótko po 20:30 - i wtedy się zaczęło.

Narodowy po raz pierwszy, czyli wieczór, na który wszyscy czekali

Od samego początku było widać, że James, Kirk Lars i Robert są w formie i gotowi na wszystko. Show rozpoczęło się od mocnego uderzenia w postaci Creeping Death, a później było tylko lepiej. Energii było co nie miara, a ta szybko udzieliła się zebranej na miejscu publice. Ta od samego początku starała się pokazać, jak dużo Metallica znaczy dla polskich fanów - to z inicjatywy polskiego funclubu formacji, Overkill.pl, jeszcze przed wyjściem zespołu, na trybunach powiewały żółte folie, nawiązujące do kolorystki 72 Seasons. Z tą publicznością było jednak różnie - jestem zaskoczona tym, jak mało energiczna była ta, zebrana na płycie (poza kilkoma grupkami z różnych stron, które chętnie i z miłością co jakiś czas szły w pogo). Zabrakło z tej strony tej mocy, którą tak obficie próbował przekazać zespół. Pod tym względem z moich obserwacji wynika, dużo lepiej bawili się fani i fanki na trybunach, nie bojąc się poskakać, pobujać i krzykiem i śpiewem wspierać formację. Najlepszy na to dowód - moment, gdy Kirk i Robert swoim tradycyjnym duetem na tej trasie próbowali nieco rozśmieszyć zebranych i zebrane na miejscu swoją piosenką, napisaną specjalnie z okazji wizyty w Polsce "Back in Warsaw" - nie udało się, a wyszło tylko nieco niezręcznie... Mimo tej mało sprzyjającej otoczki wokół, muzycy ani na moment nie tracili werwy! James nadal brzmi genialnie - czysto, z charakterystycznym pazurem, tak dźwięcznie! Od Kirka pasję do grania wyczuwa się z daleka i bardzo szybko człowiek orientuje się, jak duża jest w nim miłość do muzyki - nic dziwnego, że chciałby koncertować i ogólnie działać więcej i z większą częstotliwością. Jakie on miał gitary! Brokatowe, nawiązujące do horrorowej pasji - wspaniałe! A solówki, jakie na nich grał - imponujące i wywołujące gęsią skórkę. Od Roberta bije tak pozytywna energia! Basista coraz odważniej też odnajduje się w roli chórku i samodzielnego wokalisty. Lars przodował, jeśli chodzi o interakcje z publicznością, zebraną w samym środku sceny, ale też tą najbliższą z płyty. Widać, że wszyscy oni świetnie czują się na scenie, lubią dzielić ją właśnie ze sobą i mimo tego, że w trasie są już ponad rok, nadal wydają się mieć z tego wielką frajdę.

"Jesteś piękna, Warszawo"

Sporo z publicznością bratał się James. Wokalista i gitarzysta chętnie przemawiał do zebranych mówiąc - stwierdzam, że naprawdę szczerze - że jako zespół bardzo się cieszą, że znowu są w Polsce, w pięknej Warszawie i że przed nami cudowna noc. Hetfield postanowił dowiedzieć się, ile wśród publiki jest świeżynek, osób widzących Metallikę na żywo po raz pierwszy. Grono okazało się całkiem spore, na co James powitał wszystkich w rodzinie mówiąc, że tej już zwyczajnie nie da się opuścić. Ciężko nie docenić takich gestów, pokazania, jak bardzo fani - a w tym Ci młodzi, są dla tak dużego zespołu ważni.

Sprawdź poniżej, zdjęcia z piątkowego koncertu Metalliki:

Organizatorem wydarzenia było Live Nation

Moc metalowej dojrzałości

Nie da się ukryć, że cała sceniczna oprawa, to, jak w niej prezentowało się wnętrze Narodowego, robiło piorunujące wręcz wrażenie. Pomysł z ustawieniem sceny na środku jest absolutnie genialny, a fakt poruszania się po niej, porównałabym to do wskazówek zegara, jednak idących w przeciwnym kierunku, tak, by każda grupa publiczności choć na chwilę miała muzyków w pełni tylko dla siebie, to pomysł, który już w dzisiejszym świecie powinien być wręcz normą, a nie jedynie ciekawą odskocznią. Świetne wykorzystanie przypominających kolumny telebimów - obraz na nich pokazywany zorientowany był przede wszystkim na to, co dzieje się na scenie. Animacji oczywiście również nie zabrakło, było ich jednak dużo mniej, a każda tak dobrze dopasowana do kompozycji. Świetna organizacja, zmiany na scenie odbywały się sprawnie, szybo i tak, by publiczność odczuła je w jak najmniejszym stopniu. Genialna gra światłem, które niejako oddawało dane ery z kariery zespołu - a na Fuel było nawet trochę ognia! Formuła świetna, wyjątkowa, mam jednak naprawdę nadzieję, że nie będzie jednorazowa.

Jeśli chodzi o dźwięk, to w przypadku Narodowego coraz bardziej przekonuję się, że zależeć on będzie od wielu aspektów - miejsca, pogody, pory dnia, podejścia ekipy zespołu do tematu i do specyfiki tego miejsca. Odnosząc się więc do moich wrażeń - tym razem było naprawdę, naprawdę w porządku - słyszalny każdy instrument, dobrze i wyraźnie śpiew i pogadanki Jamesa. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że ktoś może mieć zupełnie odmienne wrażenia - jak napisałam wyżej, wydaje się, że już na zawsze będzie to kwestia mocno sporna.

Klasyka i nowoczesność

Powoli finiszując przejdźmy do setlisty. Metallica tradycyjnie zagrała piętnaście kawałków, a pokaz rozpoczął się od nagrań It's a Long Way to the Top (If You Wanna Rock 'n' Roll) i The Ecstasy of Gold Ennio Morricone, by tuż po tym ze sceny wybrzmiały pierwsze nuty absolutnego klasyka - Creeping Death. Tej klasyki było tu dużo więcej: cudowne Leper Messiah, energetyczne Fade to Black i mocny smaczek, czyli Fight Fire With Fire. Jeśli chodzi o te absolutne przeboje, to właśnie na piątkowy koncert w Polsce padło, by Metallica zagrała Nothing Else Matters, a by emocje tak szybko nie opadły, jednak zmieniły nieco kierunek, tuż po tym usłyszeliśmy tak mocne, miażdżące Sad But True. Ta końcówka była naprawdę imponująca: Orion jako hołd dla Burtona ze słowami: "We miss You, Cliff", wspominane już wyżej, ogniste Fuel, zaznaczenie obecności krążka, od którego to wszystko w ogóle się zaczęło, czyli Seek & Destroy, kiedy to z telebimów, wprost na publiczność, spadły ogromne piłki, nawiązujące kolorystyką do najnowszego krążka. Na sam koniec za to pojawiło się coś, co u mnie tylko pobudziło apetyt na więcej, czyli oczywiście Master of Puppets. Nie zabrakło też kawałków z najnowszego krążka: w piątkowy wieczór padło na 72 Seasons, If Darkness Had a Son i Shadows Follow. Jeśli ktoś nie jest fanem 72 Seasons i kompozycji z tej płyty, zaryzykowałabym stwierdzenie, że po usłyszeniu ich w wersji live można szybko zdanie zmienić. Setlista ciekawa, zbudowana tak, by każdy i każda znalazł na niej coś dla siebie, jednak ta końcówka była naprawdę zupełnie piorunująca.

Tej legendy nikt nie jest w stanie podważyć

Metallica powróciła do Polski po pięciu latach jak do siebie, pewnie stając na scenie warszawskiego PGE Narodowego. To, co najbardziej kluczowe - widać, że Jamesowi, Larsowi, Kirkowi i Robertowi najzwyczajniej w świecie nadal chce się to robić - to widać i czuć, że oni kochają grać, uwielbiają kontakt z fanami, a scena to ich żywioł. Formacja nie bez powodu nazywana jest "legendą thrashu", a w wydaniu "na żywo" jest ona w stanie udowodnić prawdziwości tego stwierdzenia w najlepszy sposób. To pierwszy z dwóch wieczorów, jednak któryś już z kolei na trwającej ponad rok trasie. To naprawdę imponujące, jak dużo energii, mocy i pasji może mieć w sobie czwórka mężczyzn, muzyków, którzy zaczynali po prostu od marzeń o robieniu swojego metalu, dziś już ikon, które podziwia cały świat. Nie da się zakończyć inaczej - niech wracają do nas jak najszybciej!

Metallica - setlista koncertu w Warszawie, 5 lipca 2024:

  1. Creeping Death
  2. Harvester of Sorrow
  3. Leper Messiah
  4. King Nothing
  5. 72 Seasons
  6. If Darkness Had a Son (poprzedzone występem Kirka i Roberta - "Back in Warsaw")
  7. Fade to Black
  8. Shadows Follow
  9. Orion
  10. Nothing Else Matters
  11. Sad but True
  12. Fight Fire With Fire
  13. Fuel
  14. Seek & Destroy
  15. Master of Puppets

Organizatorem wydarzenia jest Live Nation.

Po koncertach? Świetnie! Spróbuj się w quizie o Metallice:

Metallica - co wiesz o legendzie thrash metalu? QUIZ

Pytanie 1 z 10
W jakich latach Dave Mustaine był członkiem Metalliki?
Listen on Spreaker.