Jeden przypadkowy wers o motorach. Jak utwór Steppenwolf ochrzcił najcięższy gatunek muzyczny?

2025-11-30 12:58

Są w historii rocka utwory, które brzmią jak definicja całego gatunku muzycznego. Mało kto zdaje sobie sprawę, że nazwa 'heavy metal' narodziła się z jednego, przypadkowego wersu o ryku motocykli. Prawda jest taka, że to piosenka 'Born to Be Wild' zespołu Steppenwolf niechcący ochrzciła rewolucję, a jej twórca był kompletnie zaskoczony efektem.

Swobodny jeździec FB

i

Autor: Materiały prasowe/ Materiały prasowe

Heavy metal thunder. Jak Steppenwolf niechcący dał nazwę całemu gatunkowi

Gdy w 1968 roku ze studyjnych głośników po raz pierwszy popłynęły dźwięki „Born to Be Wild” grupy Steppenwolf, świat nie wiedział jeszcze, że właśnie rodzi się legenda. Nikt nie przypuszczał, że jeden liryczny pocisk wystrzelony w drugiej zwrotce na zawsze zmieni leksykon rocka. Mowa oczywiście o frazie „heavy metal thunder”, pierwszym udokumentowanym użyciu tego terminu w muzyce. Jej autor, Mars Bonfire, bynajmniej nie planował zostać ojcem chrzestnym nowego gatunku, chciał jedynie oddać potężny ryk motocyklowych silników. Jednak popkultura ma swoje prawa. Przypadkowy zwrot został przechwycony przez krytyków i fanów, stając się bojowym sztandarem dla całej rodzącej się sceny ciężkiego grania.

Mało kto wtedy wiedział, że „heavy metal” to coś więcej niż techniczny żargon. Terminu używała NASA do opisu komponentów statków kosmicznych, a wcześniej pojawił się on w powieści „Nagi Lunch” Williama S. Burroughsa z 1959 roku, w kontekście niemającym nic wspólnego z muzyczną zawieruchą. Krytycy, próbując opisać gitarowy żywioł serwowany przez Cream czy Led Zeppelin, sięgali po etykiety w stylu „heavy rock” albo „acid rock”. Dopiero na początku lat 70. termin spopularyzowany przez Steppenwolf nabrał rozpędu. Inne określenia zaczęły blednąć, ustępując miejsca nazwie, która idealnie oddawała ciężar i moc nowej muzyki.

Człowiek z Metalu - o trudnościach na planach studenckich etiud

Od ballady do hymnu buntowników. Niesamowita przemiana "Born to Be Wild"

Trudno w to uwierzyć, ale potężny hymn, który kojarzymy z rykiem silników i skórzanymi kurtkami, narodził się jako… ballada. Kawałek skomponowany w 1967 roku przez Marsa Bonfire’a, byłego członka The Sparrows, czyli grupy z której wyewoluował Steppenwolf, krążył po różnych wykonawcach, zanim trafił do jego dawnych kumpli z zespołu. To właśnie oni w styczniu 1968 roku podkręcili głośność do jedenastu i przeobrazili spokojny utwór w hardrockowego potwora, napędzanego ikonicznym gitarowym riffem. Niewiele brakowało, a ten fundament piosenki trafiłby do kosza. Producent Gabriel Mekler uznał bowiem pierwsze demo za zbyt grzeczne i dopiero kolejne podejście w studiu nadało całości właściwego pazura.

Prawdziwą przepustkę do nieśmiertelności utwór zyskał jednak dzięki kultowemu filmowi „Easy Rider” z 1969 roku. Reżyser Dennis Hopper, szukając dźwiękowego dynamitu do otwierającej sceny, trafił w dziesiątkę. „Born to Be Wild” stało się ścieżką dźwiękową dla pokolenia kontrkultury, wolności i buntu. Gigantyczny sukces filmu sprawił, że zarówno piosenka, jak i hasło „heavy metal”, wypaliły się w kulturowym DNA tamtych lat. Dla wokalisty Johna Kaya, który jako dziecko uciekł z ogarniętych wojną Niemiec, tekst o wolności miał wymiar osobisty, dodając hymnowi jeszcze większej mocy i autentyczności.

Od krytyków do łazika na Marsie. Szalona historia terminu "heavy metal"

Steppenwolf rzucił iskrę, ale to dziennikarze muzyczni rozpalili z niej pożar. Krytycy pokroju Lestera Bangsa z magazynu „Creem” na początku lat 70. chwycili za ten termin i zaczęli nim stemplować brzmienie takich potęg jak Black Sabbath czy Sir Lord Baltimore. Choć to Bangsowi często przypisuje się tę zasługę, muzykologiczna bitwa ma innego zwycięzcę. Badania historyka Roberta Walsera dowodzą, że „Rolling Stone” użył tego określenia już miesiąc wcześniej w recenzji płyty Humble Pie. A debata o tym, czy inspiracją była piosenka, czy powieść Burroughsa? Dziś wiemy, że to literacki ślepy zaułek, bo nie ma żadnych dowodów na to, by pisarz wpłynął na rockowych krytyków.

Ostatecznie, niezależnie od intencji autora, fraza „heavy metal thunder” wyrwała się na wolność i zaczęła żyć własnym życiem. Sam Mars Bonfire do znudzenia powtarzał w wywiadach, że chodziło mu tylko o warkot silnika, ale machina kulturowych skojarzeń ruszyła i nie dało się jej zatrzymać. Słowa stały się samorealizującą się przepowiednią, która nadała imię całej epoce gitarowego łojenia. I pomyśleć, że termin stworzony do opisania mechanicznego ryku na szosie stał się synonimem muzycznej rewolucji. Jego niezwykła podróż zakończyła się w kosmosie, gdy w 2004 roku łaziki NASA zagrały „Born to Be Wild” na Marsie, wysyłając heavy metalowy grom tam, gdzie jeszcze nikt go nie słyszał.