Oto historia pierwszego koncertu Kiss. "Mniej zdeterminowany zespół mógłby poczuć się upokorzony"
Kiss to jeden z najsłynniejszych zespołów rockowych wszech czasów. Ta amerykańska grupa była obecna na rynku muzycznym aż przez pięć dekad! Przez ten czas muzycy wypuścili w świat dwadzieścia studyjnych albumów. Ponadto dołożyli do tego kilka płyt koncertowych. Formacja od samego początku się wyróżniała. A to za sprawą charakterystycznych, makijażowych masek, które przeszły do historii. Zanim jednak muzycy zaczęli wypełniać największe areny, a logo grupy stało się rozpoznawalne pod każdą szerokością geograficzną, musieli przetrwać niełatwe początki. Przenieśmy się więc w czasie.
W 1972 roku Gene Simmons (wokal, bas) i Paul Stanley (wokal, gitara) grali w zespole Wicked Lester, ale nie do końca odpowiadał im kierunek muzyczny. Chcieli stworzyć coś, czego rock wcześniej jeszcze nie widział (i nie słyszał). Natknęli się oni na ogłoszenie perkusisty Petera Crissa i postanowili zaprosić go do współpracy. Na początku 1973 do składu grupy, która zyskała nazwę Kiss, dołączył gitarzysta Ace Frehley. I w ten sposób narodził się kwartet, który w niedalekiej przyszłości miał zmienić definicję widowiska muzycznego.
Wszystko oficjalnie zaczęło się 30 stycznia 1973. W małym klubie Popcorn (później przemianowanym na Coventry), w nowojorskiej dzielnicy Queens odbył się pierwszy koncert Kiss. Słynny wizerunek muzyków dopiero wówczas raczkował. "Paul miał na sobie dżinsy i sportową kurtkę nałożoną na brokatową koszulę swojej mamy, Ace biały golf i dżinsy, Peter niebieską koszulę i czerwone spodnie, a Gene brązowe dzwony i białą bluzkę marynarską. Z całej czwórki tylko Gene miał na sobie znaczną ilość makijażu: białą twarz z czarnymi "plamami" wokół oczu" - możemy przeczytać na stronie kisstimeline.com.
Muzyków Kiss na widowni podziwiało jakieś... dziesięć osób. – Mieliśmy niecałe dwa tygodnie na przygotowanie się do tego koncertu i przypuszczam, że gdyby ktoś to nagrał, a ja zobaczyłbym to dzisiaj, nie byłbym zachwycony naszym występem – wspominał, po latach, Ace Frehley w książce No Regrets. Według portalu setlist.fm, tamtego wieczoru grupa zagrała m.in. takie utwory, jak Deuce, Watchin' You, She czy Black Diamond. W repertuarze nie zabrakło także kompozycji z repertuaru Wicked Lester.
– Stałem obok Paula i Gene’a, we trzech walczyliśmy o miejsce na scenie, niepewni jak się ruszać i gdzie się ustawić, przez co momentami wpadaliśmy na siebie lub splataliśmy się nogami tak bardzo, że wyglądaliśmy jak jakiś wielogłowy, hardrockowy wąż – dodał Frehley. – Śmiałem się z absurdalności tego wszystkiego, nawet gdy spoglądałem na "tłum" i nie widziałem ani jednej nieznajomej twarzy. Kilku członków naszych rodzin, dziewczyny i to właściwie tyle. Mniej zdeterminowany zespół mógłby poczuć się na tyle upokorzony, że rzuciłby to wszystko, ale nas to ani trochę nie zraziło.
Grupa zarobiła oszałamiającą kwotę 50 dolarów za zagranie dwóch setów tego wieczoru. W tym samym miejscu zaprezentowali się jeszcze 31 stycznia i 1 lutego 1973. – Graliśmy na całego. Graliśmy, jakby sala była pełna. Potem zrozumiałem, że ten zespół to był zespół. Byłem z nich taki dumny. Wszyscy byliśmy mokrzy od potu i daliśmy koncert życia – podsumował Criss w książce Makeup to Breakup: My Life In and Out of Kiss.
Kilka miesięcy później zespół podpisał kontrakt płytowy, a w listopadzie nagrał debiutancki album, który ukazał się na rynku w lutym 1974. Reszta natomiast jest już historią...