Oficjalnie pod koniec czerwca rozpoczęła się tak wyczekiwana, gdyż pierwsza od aż szesnastu lat trasa koncertowa zespołu Oasis. Przypominamy, że to pod koniec sierpnia zeszłego roku potwierdzenie w rzeczywistości znalazły plotki o tym, jakoby bracia Liam i Noel Gallagher zakopali topór wojenny i po piętnastu latach po głośnym rozpadzie zdecydowali się na reaktywację grupy.
Panowie od miesięcy szykowali się do trasy, a opinia publiczna zajmowała się obstawianiem zakładów odnośnie tego, czy krewkie rodzeństwo w ogóle da radę dotrwać do jej początku. Jak wiemy, wszystko się udało, Liam i Noel z powodzeniem grają, póki co na ternie rodzimej Wielkiej Brytanii oraz Irlandii, najprawdopodobniej szykują się do wydania albumu koncertowego, aż w końcu odwiedzenia innych części globu.
Niestety, podczas tych najbardziej wyczekiwanych występów Oasis, a więc na londyńskim stadionie Wembley, doszło do niezwykle tragicznego zdarzenia.
Śmierć na koncercie
Jak przekazała w niedzielę 3 sierpnia londyńska policja, podczas występu Oasis na Wembley dzień wcześniej, a więc w sobotę 2 sierpnia, doszło do śmierci jednej z osób obecnych na stadionie. Służby poinformowały, że ofiarą jest mężczyzna w wieku 40 lat, który zmarł w wyniku obrażeń, poniesionych podczas upadku z dużej wysokości - najpewniej z górnego poziomu obiektu, który jest w stanie pomieścić około 90 tysięcy osób.
Głos w temacie tragedii zabrał także sam zespół. Liam i Noel Gallagher wydali oświadczenie, w którym napisali, że są "zaszokowani i zasmuceni" śmiercią fana i złożyli kondolencje rodzinie i przyjaciołom, podziękowali również służbom za ich działania.
Niemal cztery miesiące później służby przekazały nowe informacje w tej sprawie. Jak wskazano, w śledztwie ustalono, że śmierć mężczyzny, którego zidentyfikowano jako 45-letniego Lee Claydona, na koncercie była "nieszczęśliwym wypadkiem", a dochodzenie policji można uznać za zakończone.