Deftones i historia powstania albumu Diamond Eyes
W październiku 2006 roku na półkach sklepowych pojawił się album Saturday Night Wrist, piąty w dyskografii amerykańskiego Deftones. Jego tworzenie zajęło muzykom sporo czasu. Przy kolejnym studyjnym wydawnictwie chcieli tego uniknąć. Grupa szybko zabrała się więc za tworzenia premierowych kompozycji w The Spot w Los Angeles z producentem Terrym Date'em na pokładzie. Płyta, zatytułowana Eros, miała ukazać się na początku 2009. Tak się jednak nie stało. W listopadzie 2008 poważnych obrażeń w wypadku samochodowym doznał basista Chi Cheng i prace zostały natychmiast przerwane.
–Czy powinniśmy dokończyć ten album? Zaprosić kogoś innego, żeby nauczył się partii Chi? Czy powinniśmy kontynuować jako zespół? Zanim ktokolwiek o tym wspomniał, rozmawialiśmy o Chi. Usiedliśmy, śmialiśmy się, trochę płakaliśmy – wspominał wokalista Chino Moreno dla magazynu Revolver.
Po kilku miesiącach zespół pojawił się ponownie w studiu nagraniowym. –To była jedna z najtrudniejszych rzeczy, z jakimi przyszło nam się zmierzyć w życiu. Nigdy nie rozmawialiśmy o kontynuacji zespołu. Chcieliśmy po prostu grać razem, żeby uciec od tego, co się działo – dodał Moreno na łamach zachodniego Metal Hammera. Odłożono jednak na bok materiał, który powstał z myślą o Erosie. Amerykańska grupa zaczęła kompletnie od nowa. Ekipa zaprosiła do współpracy Sergio Vegę z Quicksand, który był bliskim przyjacielem muzyków. –Wszyscy skupili się na swoich instrumentach. Po prostu zaczęliśmy grać. Myślę, że w tamtym momencie musieliśmy po prostu włożyć w coś wszystkie nasze myśli i emocje – wyjaśnił frontman Deftones.
Jak w biurze
Nie bez znaczenia okazała się obecność producenta Nicka Raskulinecza. Narzucił on zespołowi odpowiedni rygor. Aby uniknąć chaosu, który towarzyszył w studiu przy okazji Saturday Night Wrist, muzycy zaczynali pracę punktualnie o godz. 12 i trwała – jak w biurze – osiem godzin. Raskulinecz nakłonił też członków Deftones do wspólnego grania w jednym pomieszczeniu. Utwory, które znalazły się na Diamond Eyes, zostały napisane w sposób organiczny. Grupa unikała używania Pro Tools, jednego z najważniejszych programów w historii nowoczesnej muzyki (to cyfrowa stacja robocza do obróbki dźwięku).
Muzycy chcieli nagrać płytę, która podnosiłaby na duchu. –W obliczu wszystkiego, przez co przechodziliśmy, musieliśmy przelać wszystkie swoje myśli, energię i emocje w coś nowego… Coś bardziej optymistycznego – powiedział Chino Moreno w rozmowie z magazynem Spin w 2010. Dlatego też wokalista świadomie unikał tematów cierpienia i frustracji w tekstach, co wcześniej było jego znakiem rozpoznawczym. –Na tej płycie śpiewam bardzo mało o sobie. Uwielbiam piosenki, w których mogę całkowicie oderwać się od człowieczeństwa. Mogę śpiewać o naprawdę dziwnych rzeczach i niekoniecznie muszą one w ogóle mnie dotyczyć. To maluje obraz. Z takim tekstami dorastałem – przykładem jest The Cure – dodał Moreno.
Cały album powstał w ciągu kilku miesięcy. –To był szybki proces, działo się dużo naraz, zwłaszcza tuż po wypadku Chi. Znaleźliśmy się w naprawdę dziwnej sytuacji, której nie mogliśmy się spodziewać. Po prostu rzuciliśmy się w wir pracy – opowiadał klawiszowiec Frank Delgado w wywiadzie dla Icon vs. Icon. –Jego tworzenie było przyjemnym doświadczeniem – dodał gitarzysta Stephen Carpenter na łamach Metal Hammera.
4 maja 2010 ukazał się Diamond Eyes. Album dotarł do szóstego miejsca na amerykańskiej liście Billboardu. Szybko zdobył uznanie krytyków, jak i fanów. Dla wszystkich miłośników twórczości Deftones ta płyta pozostaje symbolem nadziei. Muzycy udowodnili, że nawet w najciemniejszym momencie można odnaleźć oślepiające światło. –Stworzyliśmy coś pozytywnego pośród tego ogromnego negatywu. Kiedy słyszę tę płytę, słyszę pozytywność – przyznał Carpenter. I to się już nigdy nie zmieni...
P.S. Chi Cheng zmarł w 2013 w wyniku nagłego zatrzymania akcji serca.
Jakie ciekawostki skrywa album Diamond Eyes? Tego dowiecie się z galerii, którą umieściliśmy na samej górze niniejszego artykułu.