Bruce Springsteen nigdy nawet nie starał się ukrywać swojej niechęci wobec osoby obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Między "Bossem" a Donaldem Trumpem już od miesięcy rozgrywa się medialna, publiczna przepychanka. Pierwszemu z nich służą do tego przede wszystkim koncerty, na których wygłasza on pełne emocji i krytyki wobec polityka i jego administracji apele. Drugi natomiast regularnie zamieszcza pełne jadu i ostrych słów wpisy na swojej własnej platformie społecznościowej "Truth Social".
Apogeum tego, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych od momentu rozpoczęcia przez Trumpa jego drugiej kadencji nadeszło jednak na samym początku tego roku. Wszystko zaczęło się wraz z zabójstwem aktywistki i poetki Renée Nicole Good, którego dopuścił się jeden z agentów ICE, których misją ma być "ochrona Stanów Zjednoczonych przed przestępczością transgraniczną i nielegalną imigracją zagrażającą bezpieczeństwu narodowemu". Do zdarzenia doszło w Minneapolis i wywołało ono falę protestów, które nabrały na sile jeszcze bardziej po kolejnych zabójstwie z rąk agenta ICE. Tym razem ofiarą padł 37-letni pielęgniarz Aleks Pretti, który próbował pomóc atakowanej przez służby kobiecie.
Bruce Springsteen wydał protest song!
Już po zabójstwie Renée Nicole Good Springsteen na jednym z koncertów zabrał głos, w którym nie krył żalu z powodu tego, co obecnie dzieje się w jego ojczyźnie, a agentów ICE określił mianem "gestapo".
Teraz "Boss" postanowił wyrazić sprzeciw w sposób, w jaki potrafi robić to najlepiej - muzyką. W środę 28 stycznia artysta wydał napisaną 24 stycznia i nagraną dzień przed premierą kompozycję Streets of Minneapolis. Jak poinformował sam zainteresowany we wpisie w mediach społecznościowych: "Dedykuję ją mieszkańcom Minneapolis, naszym niewinnym sąsiadom-imigrantom, oraz pamięci Alexa Prettiego i Renee Good. Bądź wolny". Nie trzeba długo słuchać utworu, aby zdać sobie sprawę z ostrości jego warstwy tekstowej - przekonaj się poniżej.