Bret Michaels to jedna z ikon ciężkich brzmień lat 80. Karierę rozpoczął już jako nastolatek w zespole, który w końcu w 1984 roku przyjął nazwę Poison. Grupa zadebiutowała w 1987 roku albumem Look What the Cat Dragged In, który jednak początkowo nie spotkał się z większym zainteresowaniem. Dopiero gdy światło dzienne ujrzał teledysk do kawałka Talk Dirty to Me, rozpoznawalność Poison zaczęła rosnąć. Przełomem dla formacji okazało się wydanie kompozycji Every Rose Has Its Thorn, która dziś cieszy się statusem jednego z hymnów lat 80.
Sam Michaels od lat budzi duże zainteresowanie opinii publicznej ze względu na swój wokal, wizerunek, działalność sceniczną oraz oczywiście życie prywatne. Muzyk nie zwalnia tempa i wciąż bardzo dużo koncertuje, obecnie pod własnym nazwiskiem. Od kilku tygodni zmaga się jednak z problemami zdrowotnymi, które zmusiły go do podjęcia trudnej decyzji...
Bret Michaels nie wróci na scenę w najbliższych miesiącach!
Już pod koniec lipca Michaels znalazł się na językach, gdy okazało się, że wprost z jednego z koncertów trafił na salę operacyjną. Wokalista już od dłuższego czasu czuł silny ból w dole pleców i okazało się, że to atak kamicy nerkowej. Choć Bret wrócił na scenę po nakazanej przez lekarza kilkutygodniowej przerwie, to okazało się, że jego organizm wymaga jeszcze trochę czasu, aby dojść do siebie.
Choć w piątek 21 sierpnia wokalista wystąpił w The Bowl w Sugar Hill, to od razu po tym pokazie ponownie trafił on w ręce lekarzy, którzy orzekli, że musi on zrobić sobie jeszcze trochę wolnego od występowania. Przerwa Michaelsa ma potrwać kilka miesięcy po to, aby mógł on w pełni wrócić do formy. Oznacza to, że wokalista w tym roku może już w ogóle nie wrócić na scenę.
Bret Michaels wydał oświadczenie za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych, w którym nie kryje żalu całą sytuacją, zdaje sobie jednak sprawę z tego, że, także jako osoba, chorująca na cukrzycę typu 1, musi on wyjątkowo mocno dbać o swoje zdrowie.