Walka na patyki? To brzmi co najwyżej dziecinnie, jeśli nie zabawnie i zupełnie niegroźnie. To jednak objaw niewiedzy i niedocenienia. Bataireacht był swego czasu bardzo popularny na Wyspach, chętnie uczyli się go mężczyźni w XVIII i XIX wieku. Sama nazwa sztuki walki pochodzi najprawdopodobniej z języka staroirlandzkiego i oznacza „walczyć na kije”. Techniki wypracowane w tej dyscyplinie miały także wpływ na zachodnioeuropejskie szkoły fechtunku.
Korzystali z niej między innymi członkowie Whiteboys, chłopski ruch oporu, który w XVIII wieku walczyli o prawa tej grupy społecznej przeciwko posiadaczom ziemskim oraz duchowieństwu. Nie mając dostępu do broni palnej, ani wojskowego wyposażenia, używali prastarej sztuki walki by móc korzystać z każdej improwizowanej broni. Z tej grupy utworzą się kolejne, które będą załatwiać swoje konflikty właśnie w taki sposób. Można z pewną rezerwą powiedzieć, że były to korzenie kontrkultury i młodzieżowych gangów, które pokazała nam choćby „Mechaniczna Pomarańcza”. Wtedy to bataireacht zyskał złą reputację czegoś, czym posługują się co najwyżej uliczni opryszkowie i był powoli wypychany na obrzeża kultury, aż do zaniku. Jednak niegdyś był tym dla Irlandczyków, czym jest kung-fu dla Chin lub ju-jitsu w Japonii.
Jak donosi BBC w Irlandii właśnie zaczyna się odradzać tradycja bataireacht. Co ciekawe, dopasowuje się do obecnych czasów i w przeciwieństwie do dawnego zarezerwowania dla mężczyzn dziś mogą je trenować także kobiety. Trenerzy przekonują, że techniki takiej walki nie wymagają wielkiej siły, mogą za to wesprzeć wypracowanie prędkości i refleksu, który pomoże obronić się w każdej sytuacji.