Spis treści
Choć chwilę wcześniej cała sala pękała ze śmiechu, w wypełnionej dymem, eleganckiej restauracji nagle zawisła gęsta atmosfera. Z kolejnej opowieści serwowanej przez nieobliczalnego Tommy'ego DeVito do łez śmiał się Henry Hill, grany przez Raya Liottę. Gdy ten w geście serdecznej zażyłości stwierdził po prostu, że jego kolega jest zabawny, radosne uśmiechy momentalnie zniknęły. W tej samej sekundzie Joe Pesci posłał mu przeszywające, lodowate spojrzenie.
To wtedy padło legendarne pytanie: "Funny how? Funny like I’m a clown? I amuse you?". Widzowie przed ekranami zamarli w bezruchu, czując, że za chwilę może polać się krew. Ta niesamowicie gęsta scena z kultowego filmu "Chłopcy z ferajny" na stałe zapisała się w historii kina. Choć niemal każdy kinoman potrafi wyrecytować te słowa z pamięci, mało kto wie, że słynnego dialogu nie było w oryginalnym scenariuszu, a u jego podstaw leżał autentyczny strach młodego chłopaka z New Jersey.
Nieśmiały komplement kelnera mógł skończyć się tragedią
Ta mrożąca krew w żyłach wymiana zdań nie powstała w głowie Martina Scorsese, lecz została zaczerpnięta bezpośrednio z przeszłości samego Joe Pesciego. Zanim aktor zdobył światową sławę, musiał ciężko pracować na swoje utrzymanie. Jako nastolatek pracował jako kelner w restauracji, która była popularnym miejscem spotkań lokalnych gangsterów. Pewnego wieczoru, obsługując stolik wpływowego przestępcy, młody Pesci rzucił lekki komplement, mówiąc mu, że jest zabawny. Reakcja gangstera była natychmiastowa i porażająca.
Zamiast uśmiechu pojawił się chłód, a w powietrzu zawisło pytanie, czy chłopak właśnie go nie znieważył. Atmosfera stała się tak gęsta, że nastolatek poczuł realne zagrożenie życia. Na szczęście sytuacja rozeszła się po kościach, ale to paraliżujące uczucie bezradności i nagłej zmiany nastroju zapadło aktorowi w pamięć na całe dziesięciolecia.
Martin Scorsese wysłuchał Joe Pesciego i już wiedział, co zrobić
Kiedy po latach Martin Scorsese pracował nad obsadą do swojego nowego arcydzieła, Pesci uznał, że nadszedł idealny moment na wykorzystanie tego traumatycznego wspomnienia. Podczas rozmów na temat budowania postaci Tommy'ego DeVito, aktor opowiedział reżyserowi tamto zajście z restauracji. Scorsese natychmiast poczuł, że to genialny motyw, idealnie pokazujący kruche i niebezpieczne życie w cieniu mafii.
Zamiast jednak spisać dialog i umieścić go w oficjalnym skrypcie, reżyser podjął odważną decyzję o pełnej improwizacji. Pozwolił Pesciemu oraz partnerującemu mu Rayowi Liottcie wypracować całą tę scenę podczas prób, całkowicie bez zapisu w oficjalnym skrypcie. Aktorzy sprawdzali różne warianty, badając granice napięcia i humoru, podczas gdy reżyser z boku obserwował, jak rodzi się czyste filmowe złoto.
Zmiany na planie "Chłopców z ferajny", o których nie wiedzieli aktorzy
Nadszedł dzień zdjęciowy, a ekipa rozstawiła kamery, ale prawdziwy as w rękawie wciąż pozostawał ukryty. Scorsese celowo nie ujawnił pozostałym aktorom siedzącym przy stole, jak dokładnie potoczy się ten dialog. Zmowa milczenia obowiązywała wyłącznie reżysera i duetu głównych bohaterów. Kiedy więc Tommy DeVito nagle spoważniał i zaczął osaczać Henry'ego Hilla swoimi agresywnymi pytaniami, konsternacja i niepokój reszty obsady w tle były w stu procentach autentyczne.
Obsada nie miała pojęcia, czy to wciąż tylko aktorskie zadanie, czy sytuacja za chwilę nie przekroczy bezpiecznej granicy. To autentyczne, przesycone niepokojem napięcie udzieliło się całej ekipie na planie, dzięki czemu kamery uwieczniły prawdziwe emocje. Ostatecznie ten wyimprowizowany epizod wyszedł tak doskonale, że na stałe zapisał się w historii kina gangsterskiego jako jedna z jego najbardziej kultowych scen.